Twój Styl
Czy jesteś gotowa na marsz przez morze?
Fot. istock

Czy jesteś gotowa na marsz przez morze?

Marsz z Helu do Rewy odbywa się raz do roku, a pogoda – nad Bałtykiem niestety dość często deszczowa – nie ma w tym wypadku większego znaczenia. Dlaczego? Bo i tak w wodzie będziecie, i to po szyję. 

Ostatni „Marsz Śledzia”, bo o nim mowa, odbył się w ubiegłym roku. W tym roku nie ma jeszcze informacji, czy i kiedy zostanie zaplanowany – epidemia niestety pokrzyżowała plany wielu takim inicjatywom. Szkoda, bo zabawa jest fajna i w dodatku właściwie dla każdego. Nie trzeba trenować jak do maratonu (choć przyda się zdecydowanie ogólna kondycja), a jedynie wytrzymać niską temperaturę wody (wiadomo, ach ten Bałtyk). Pianka i dobry humor – to trzeba mieć. Nie wolno bać się wody, konieczna jest także umiejętność pływania.

Historia „Marszu Śledzia” zaczęła się 18 lat temu, gdy pierwszych czterech śmiałków wyruszyło z Półwyspu Helskiego wprost do Rewy. „Starsi mieszkańcy półwyspu czasami opowiadają o czasach, kiedy przez zatokę chodzili na skróty na drugi brzeg do kościoła i na targ do Gdyni’ – czytamy na stronie marszsledzia.pl. 

Do marszu gotowi

Jak jest dziś? Cóż, imprezę podzielono na cztery etapy. Pierwszy to etap wiary, bo najpierw jest płytko, ale już 700 metrów dalej trzeba płynąć (styl i tempo dowolne). Potem znowu brnięcie po kolana (etap „Syndrom Mojżesza”) przez środek Zatoki Puckiej, a przy okazji oglądanie wystających z wody wraków (wśród nich okręt podwodny ORP Kujawiak). Trzeci jest „Etap Próby”, bo trzeba zjeść śledzia, zaś na końcu mamy jeszcze „Byle do brzegu”. Według organizatora ten etap to „walka o życie, tu uczestnicy muszą pokonać sztuczny przekop w mieliznach tzw. głębinkę, o szerokości od 700 m do 1400 m - w zależności od stanu wody i układu płycizn w danym roku”. Można płynąć samodzielnie (wersja ekstremalna dla prawdziwych wilków morskich) lub zostać zaholowanym na miejsce za kutrem rybackim (po 10 osób na każdy kuter). Wyjście z wody odbywa się u nasady „Szperku” Rewskiego, czyli pod piaszczystą kosą wybiegającą daleko w fale i pod krzyżem z kotwic.

Tu łatwiej o spokój

Co dalej? „Śledzie” są twardzi lub sprytni. Ci pierwsi czekają na autobus powrotny do Gdyni, a ci drudzy... Cóż, Rewa ma parkingi dla samochodów. Zjeść też jest gdzie – Checz Kole Szperka podaje nie tylko śledzie. Dla niektórych na szczęście, ale tego w Rewie – dawnej wsi rybaków – lepiej nie mówić. Z ryby żyli tu kiedyś prawie wszyscy. Dziś jest inaczej, bo hotele, kitesurferzy, plaże... Ale o spokój tu jednak łatwiej niż gdzie indziej, gwarantowane. 

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również