Jętki jednodniówki czyli wypożyczony #ootd
Fot. IMAXTREE

Jętki jednodniówki czyli wypożyczony #ootd

Zanim wytłumaczę się z dziwnego tytułu, zadam dyskretne pytanie: czy uprawiają panie wardrobing? Jeśli ktoś teraz pomyślał w cichości ducha, że to rodzaj sportu nawiązujący do wojny lub drobiu albo jakieś nowe zachowanie dewiacyjne, to się pomylił. Chociaż... Wyjaśnijmy: słowo wzięło się z połączenia „wardrobe” i „borrowing”. Czyli „szafa” i „pożyczanie”. Chodzi o proceder kupowania ubrania z zamiarem rychłego oddania go do sklepu. Odzyskując pieniądze, rzecz jasna. Taka reguła trzech „Z” w nowej odsłonie: zamów, załóż (a raczej: włóż), zwróć.

Cóż w tym złego? – powiecie. Ano, w małej skali niewiele. Niech pierwszy rzuci smartfonem ten, kto nigdy nic nie oddał do sklepu. Tylko że przeważnie działo się to z uzasadnionych powodów. Rzecz okazywała się za mała, nietwarzowa, na dłuższą metę niewygodna. Miałam i ja taki epizod – z kupioną przez internet ogniście czerwoną sukienką w jakoby dobrym rozmiarze, która jednak na żywo nie chciała objąć mego biustu. Mogła co najwyżej go ścisnąć, a na to nie chciałam się zgodzić. Więc została odesłana. O wardrobingu słyszało się nieraz też w kontekście „wypożyczenia” sobie ze sklepu czegoś na dużą imprezę albo rozmowę kwalifikacyjną. Wiadomo, wydarzenia, które nie zdarzają się co dzień. I to jakoś „wypożyczaczy” tłumaczyło.

Branża mody nad zjawiskiem lamentuje już jakiś czas. Ale do tej pory było traktowane raczej jako ciekawostka, a nie – jak to się dzieje ostatnio – masowy trend. Anglicy przyjrzeli się temu metodycznie (badania firmy Barclays) i wyszło, że już co dziesiąta z osób zamawiających ubrania przez internet robi to TYLKO po to, aby zrobić sobie w nich zdjęcie na Instagram. Delikatnie, żeby nie uszkodzić metki, nie zaplamić, nie przepocić (chociaż i na to są sposoby). A potem odesłać. Po czym zamówić nowe. I tak da capo al fine. Ubraniowa jętka jednodniówka (owad, który w postaci dorosłej żyje tylko dzień, choć dla porządku trzeba podać, że jako larwa może egzystować w wodzie nawet kilka lat). Co ciekawe, z badania wyszło, że najwięcej amatorów „pożyczania z premedytacją” jest nie wśród biegłych w internecie millenialsów czy w najmłodszym pokoleniu Y, ale wśród nas – od dawna już dorosłych ludzi w wieku 35–44.

Kto jest winien fali wardrobingu? Celebryci i rozmaici influencerzy, zwłaszcza związani z modą. Ludzie, którzy z upodobaniem i regularnie raczą nas w social mediach zdjęciami swojego #ootd. To skrót od outfit of the day – strój dnia. Każdego ranka inny, każdego wieczoru efektowny! Kto chce to zgłębić, niech zajrzy na Instagram. Postów z hasztagiem #ootd jest ponad 300 milionów. Eksperci badający zachowania związane z internetem wysuwają tezę, że właśnie to nas wpędza w wardrobing. Naoglądawszy się zachwycających ouftitów dnia, czujemy presję i chcemy tak samo. Nie pamiętamy jednak, że Znani Milusińscy dostają ubrania w prezencie lub bezpłatnie je wypożyczają od zadowolonych z takiej reklamy projektantów.

Wokół wardrobingu rozwinął się już cały mikroprzemysł – zainteresowani wymieniają się np. na forach informacjami, gdzie można kupić metkownicę. Po co? Żeby z powrotem przyczepić metkę, bo akurat nie udało jej się schować i trzeba było obciąć, żeby w ogóle się w ubranku pokazać. Wyczynowy, notoryczny wardrobing trudno pochwalić. Nakręca produkcję ciuchów, których i tak już jest na świecie za dużo. Frustruje miliony „normalsów”, którym żadna marka nie podsyła fatałaszków „do przetestowania”. A przede wszystkim jest nie fair wobec osoby, która po nas taki ciuch kupuje. I dziwi się, że sukienka lekko pachnie odświeżaczem powietrza (to ponoć ulubiony patent wardroberów na zabicie zapachu potu. Wiem, okropne).

A gdyby tak... pokazywać się na Insta czy Facebooku w tej samej rzeczy regularnie? Mam ładną sukienkę, więc ją noszę. Tak, już trzeci rok. I dobrze mi z tym. Zamiast hasztagu #ootd wylansować nowe, odważne hasełka: #znowuwtymsamym i #niezmieniamubrańjakrękawiczek. Mieć odwagę włożyć coś ciekawego i dobrej jakości więcej niż raz – to jest dopiero frajda i fejm w social mediach. Marzenia? Ej, od czegoś trzeba zacząć.

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 08/2019
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również