Relacje

"Orgazm roku? Radość przychodzi, gdy przestajemy o niego walczyć". Rozmawiamy o seksie w dojrzałym wieku

"Orgazm roku? Radość przychodzi, gdy przestajemy o niego walczyć". Rozmawiamy o seksie w dojrzałym wieku
Fot. 123rf

Kiedyś było nam ze sobą tak dobrze, że się do siebie śmialiśmy w łóżku. Żartowaliśmy, wygłupialiśmy się razem. Czy to można odzyskać? Pytamy seksuolożkę Joannę Twardo-Kamińską. 

"W seksie dzielimy się na figlarnych i poważnych?"

PANI: Słyszałam takie powiedzenie, że w seksie dzielimy się na figlarnych i namiętnych.

JOANNA TWARDO-KAMIŃSKA: Figlarni są wśród nas na pewno. Mają przekonanie, że w łóżku trzeba się dobrze bawić i nie traktować seksu śmiertelnie poważnie. Ale namiętni? Namiętność to raczej etap, faza. Ona się przydarza nam wszystkim, gdy się zakochujemy, bo tak działają hormony. Chyba że chodzi tu o różne oczekiwania, jaką rolę ma spełnić seks w naszym życiu. Jedni z nas chcą się dobrze bawić i przyjemnie spędzić czas, a inni traktują seks bardzo poważnie i wiele od niego oczekują. Może to powiedzenie powinno raczej brzmieć: w seksie dzielimy się na figlarnych i poważnych?

Jedni z nas oczekują zabawy, a inni wielkiej miłości?

Ale to w figlarności jest miłość! Namiętność jest dużym przeżyciem emocjonalnym, lecz najczęściej szybko się kończy. Nie możemy oczekiwać, że będzie trwała, choć często to robimy. Mnie namiętność kojarzy się nie tyle z wielką miłością, co z wielkim pragnieniem. Z adoracją i uwodzeniem, w których jest trochę teatru, a mniej przestrzeni na spontaniczność. Zadajemy sobie pytania: jakimi będziemy kochankami, czy będzie miała wspaniały orgazm, czy się sprawdzę, czy mnie pokocha, czy kocha mnie nadal? Tam, gdzie są wielkie oczekiwania, łatwo o zawód i traktowanie zwyczajnych trudności jak skazy. Nie ma miejsca na to, że partner może mieć problem – brak ochoty na seks staje się dowodem braku miłości. Dlatego że traktujemy go bardzo poważnie. W podejściu figlarnym, radosnym, trudności nie są dramatem, bo nie ma wzorca, idealnego schematu, jak seks powinien wyglądać. Kochamy się, żeby cieszyć się swoją bliskością, żeby być razem.

"Jeśli seks jakiś powinien być - to właśnie radosny"

Czyli seks powinien być radosny?

Jeśli można w ogóle powiedzieć, że seks jakiś powinien być – to właśnie radosny. Żebyśmy czerpali z niego przyjemność, żeby cieszyła nas sama perspektywa kontaktu. Wtedy nie myślimy, jak powinno być, tylko jesteśmy ciekawi, czego doświadczymy. Większość z nas zna to uczucie. Kiedy byliśmy zakochani, kiedy było nam dobrze ze sobą. Tak dobrze, że się do siebie śmialiśmy w łóżku.

Jak to straciliśmy?

Może partner nas zranił i naruszył nasze zaufanie? Włączyła się kontrola, a ona jest wrogiem radości. A często jest tak, że nawet w świetnej relacji seksualnej pod wpływem obowiązków zawodowych i tych związanych z dziećmi zapominamy o sobie jako parze. W pewnym momencie pojawia się żal, zaczynamy myśleć, że kiedyś to było inaczej. Za tym idą oczekiwania, ocenianie partnera, siebie. Myślimy „on powinien”. Albo: „a może ja źle wyglądam, już mu się nie podobam?”. I radość zanika. To wszystko dzieje się w nas. Nie można jednocześnie być figlarnym i kontrolującym. Albo radosnym i krytycznym. Radość wróci, kiedy zmienimy nastawienie, przestaniemy oceniać, odpuścimy samokontrolę.

Myśli pani, że można odnaleźć taką pełną ciekawości radość, jaką odczuwaliśmy w latach wczesnej młodości?

Jeśli mamy wątpliwości, warto obejrzeć serial „Sex education” (Netflix), przypomnieć sobie, że w seksie jest żart, śmiech, uczenie się siebie. Że kiedy się czegoś nie wie, można zapytać, a gdy ktoś pyta, odpowiedzieć zwyczajnie i otwarcie. Oprócz młodych ludzi jedną z bohaterek jest tam pani seksuolog – dojrzała, seksowna, pełna luzu. Bo to naprawdę nie zależy od wieku. Dziś rano na zakupach widziałam kobietę pełną radości życia. Szła sprężystym krokiem w szpilkach, przepasanym płaszczu. Wyglądała tak pięknie, że miałam ochotę jej to powiedzieć. Myślę, że była po pięćdziesiątce. Starzejemy się wszyscy, ale nie musimy tracić wewnętrznej radości, apetytu na życie.

Przypomina mi się, jak znajoma opowiadała mi, że roześmiała się podczas zbliżenia. Partner myślał, że śmieje się z niego.

To się zdarza, ale takie sytuacje łatwo rozładować. Wystarczy powiedzieć: śmieję się, bo jestem szczęśliwa. To staje się problemem właśnie wtedy, jeśli traktujemy seks bardzo serio, musimy mieć zbliżenie roku. No nie, to nie jest zadanie, nikt mnie tu nie ocenia, po prostu przeżywamy coś razem. Śmieję się, bo dobrze mi z tobą. Czasem ta powaga w seksie wynika ze złych doświadczeń, nawet niekoniecznie związanych z życiem erotycznym. Kiedy mamy niskie poczucie wartości, jesteśmy bardzo wyczuleni na zachowanie innych, gotowi opatrznie je rozumieć. Szczególnie dla mężczyzn seks jest polem, na którym chcą pokazać się od najlepszej strony.

Może to ma związek z czerpaniem wiedzy o seksie z pornografii? Ona nie jest radosna.

To prawda. Bardzo ważne, czy dostrzegamy kłamstwo pornografii, to, że uczy nas traktować seks jako wyzwanie, a ciało jak narzędzie. Pomijanie, że jesteśmy istotami emocjonalnymi, że mamy złożone potrzeby, w tym pragnienie intymności, nie przekłada się na dobry seks. Jest taka fenomenalna książka seksuologa Andrzeja Gryżewskiego „Sztuka obsługi penisa”, w której pokazuje, jaki mężczyźni mają stosunek do swojego ciała. Jak siebie używają, jak nie umieją sobie pozwolić na niedyspozycje. Ani na zrozumienie, że są dni lepsze i gorsze, że sprawność seksualna nie musi być zawsze idealna. Gdy traktujemy seks jako zadanie, przestaje być zabawą. Tracimy radość czerpaną z bliskości, z kontaktu z drugą osobą.

Kobiety też tak mają?

Kobiety mają podobnie. Jesteśmy na przykład uczone odpowiedzialności w zachowaniach seksualnych, co wynika z lęku rodziców, że coś niedobrego może się córce przydarzyć. Ale tę odpowiedzialność trzeba równoważyć zrozumieniem, że seks jest częścią naszego życia przynoszącą nam radość. Zresztą pytanie: czy same umiemy uczyć tego nasze dzieci? Jest takie powiedzenie: nie martw się, że twoje dziecko cię nie słucha – martw się tym, że cię obserwuje. Dzieci uczą się przez modelowanie. Nie trzeba wiele mówić, jeśli rodzice są ze sobą blisko, mają serdeczny kontakt. Przytulają się, ale też żartują, wygłupiają. Bliskość kojarzy się nam wtedy z czymś pogodnym i ciepłym.

"Otwartość podczas seksu to postawa: zobaczymy, jak to będzie"

Dziś, rozmawiając o życiu seksualnym, mówimy raczej o sprawności. O fizjologii, technikach i orgazmach.

A radość to zupełnie inna kategoria. Istotne jest, co czuję, jak odbieram dotyk, jak działają na mnie zapachy, bliskość ciała partnera. Powiedziałabym, że radosny seks to uważność erotyczna. Nie ma zadań, jest otwartość.

Co to znaczy otwartość?

Dosłownie to postawa: zobaczymy, jak to będzie. W wielu związkach jest tak, że przestajemy się kochać z powodu jej braku, a myślimy, że z powodu braku czasu. Bo w ciągu dnia mamy tylko pół godziny. No nie, to za krótko. Wieczorem mamy więcej czasu. Ale jesteśmy zmęczeni. I tak w kółko. Spróbujmy inaczej: mamy pół godziny, zobaczymy, co nam się uda, co zdziałamy. Dziś nie wyszło, bo zadzwonił telefon, spróbujmy jutro. Rano, w południe zobaczymy, jak będzie. Właśnie figlarnie, bez tego zadęcia, nastawienia na efekt wow. Współczesne poradniki rzeczywiście skupione są na poprawianiu naszego życia seksualnego: co zrobić, żeby mieć większą przyjemność albo żeby partner był bardziej zadowolony. Ale dla radości z seksu ważniejsze jest, by skupić się na tym, co czujemy rzeczywiście, tu i teraz.

Czasem mamy pragnienie wielkich przeżyć, żeby nami potrząsnęło, a świat zawirował.

To niestety przeszkadza w odczuwaniu radości. Jesteśmy dziś przestymulowani, więc i w łóżku możemy pragnąć intensywniejszych doznań. Ale jest to raczej droga do seksu mechanicznego i do uzależnień. Nie do radości. Tu właśnie chodzi o to, żeby nie iść w kierunku: więcej, mocniej. Figlarny, pogodny seks może być ekscytujący, ale nie musi.

"Po trzech latach powinniśmy zbudować intymność pełną zaufania"

Czy seksuolog może pomóc odzyskać radość?

Wielu seksuologów, łącznie ze mną, pracuje z parami przy użyciu modelu Good Enough Sex (czyli po prostu wystarczająco dobry seks). Jego założeniem jest odejście od nacisku na sprawność seksualną, przeniesienie uwagi na emocjonalną przyjemność, na poczucie intymności. Jeśli zmienimy podejście do seksu, zaczniemy go traktować jako integralną część życia, a nie jakąś wyjątkową sferę wyczynów – stanie się swobodny, radośniejszy.

Bo my nieraz żeby odnaleźć tę radość, szukamy nowego partnera.

Tak, a potem mijają trzy lata i jesteśmy w tym samym punkcie. Seks znowu jakiś smutny, jak w pierwszej relacji. Badacze miłości, na przykład prof. Bogdan Wojciszke w swojej trójczynnikowej koncepcji miłości, mówią wprost – po dwóch, trzech latach, powinniśmy przejść na inny etap miłosnej relacji, zbudować intymność pełną zaufania. A jeśli tego nie umiemy, związki się rozpadają. Pytanie, czy nie warto popracować nad relacją, odkryć, że w stałym związku seks może być równie dobry, chociaż inny niż na początku.

Równie radosny?

Nawet bardziej. Kiedy już nie musimy niczego udowadniać, już nie musimy dobrze wypaść, ufamy sobie – robi się pogodniej, bardziej na luzie. A nasze ciała mają ogromny potencjał, wciąż jest coś do odkrycia. Nam się po latach wydaje, że się znamy na wylot. A zabawa zaczyna się w momencie, kiedy wszystkie dawne „sposoby na seks”, które mieliśmy, przestały się sprawdzać. Coś się zmieniło, możemy się odkrywać na nowo.

Joanna Twardo-Kamińska – psycholożka, seksuolożka, prowadzi gabinet psychoterapeutyczny blizej-siebie.com

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 12/2021
Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również