Felieton: Rety, gdzie ten telefon?! Czyli na huśtawce emocji
Fot. Twój STYL

Felieton: Rety, gdzie ten telefon?! Czyli na huśtawce emocji

Czy znają państwo to uczucie niepokoju, kiedy wydaje się, że zgubiliśmy telefon? Ja znakomicie. Kiedyś na imprezie masowej zmusiłam nawet organizatorów, by podali informację o zgubie przez megafon. Po kwadransie paniki po raz enty przeszukałam torebkę. Był! W innej niż zwykle kieszonce. Sama go tam włożyłam uważając, że będzie bezpieczniejszy. Bo „masowa impreza”, nieuwaga, kieszonkowcy - lepiej schować głębiej.

Ten „zgubiony” telefon najczęściej się znajduje - pod kocem, w innej torbie, w toalecie, w samochodzie. Albo któryś z miłych domowników podłączył go do ładowania w innym pokoju. Ale co przeżywamy w ciągu tych chwil, to nasze. Obłęd w oku, ściskanie w gardle, miotanie się. Szkoda straconych zdjęć, nagrań. Wyobrażamy sobie, że ktoś przeczyta nasze smsy i maile. Plujemy sobie w brodę, że nie zgraliśmy danych. Obiecujemy poprawę (najczęściej na próżno). No i cierpimy na myśl, że przez jakiś czas będziemy bez internetu.

 Phi - i cóż z tego, powie część z nas. Antenaci nie mieli połączenia z siecią i nie przeszkadzało im to cieszyć się życiem. Tak, ale oni nie zaznali „cyfrowego haju”, więc nie wiedzieli, co tracą. Dziś - jak pokazały badania firmy Norton - nawet dzieciom trudno jest wytrzymać „bez”, bo smartfon jest dla nich bardziej atrakcyjny niż… słodycze! Jeśli ktoś z czytających te słowa ma w domu dziecko, wie, ile forteli wymaga akcja „odłóż wreszcie ten telefon”. W dzisiejszych czasach łatwiej jest ograniczyć nastolatkowi Tic Taki niż TikToka.

Fantazją wykazali się autorzy innego badania (Kaspersky Lab). Zadali - tym razem dorosłym - pytanie. „Czy wolałbyś pokazać się nago na ulicy czy nie mieć urządzenia połączonego z internetem?” Proszę w cichości ducha odpowiedzieć. Już? To teraz wynik: aż 23% pytanych wybrałoby to pierwsze! Jak by tak sobie zwizualizować co czwartą osobę na Marszałkowskiej bez odzienia… Moja wyobraźnia nie nadąża. Podobna ilość badanych zadeklarowała, że dostęp do internetu jest dla nich równie ważny co dostęp do pożywienia, wody i schronienia. Ha! Pamiętacie piramidę Masłowa, gdzie na dole są nasze potrzeby fizjologiczne, wyżej bezpieczeństwa i tak dalej, aż do estetycznych? Czas najwyższy narysować ją na nowo, z uwzględnieniem haseł „internet” i „smartfon”.

W gąszczu emocji związanych z Internetem jest osobny ciemny las, w którym wiją się i plączą uczucia dotyczące mediów społecznościowych. O tym, że wpływają na naszą samoocenę („frustracja wynikająca z tego, że ktoś ma lepiej, a przynajmniej tak to na fejsie wygląda”), napisano wiele. Tu będzie o czym innym. Zbadano, jak na nasz nastrój wpływają konkretne serwisy. Według portalu SocialPress najwięcej pozytywnych emocji daje Snapchat (pozwalający wysyłać zdjęcia, filmy, rysunki widoczne dla odbiorcy jedynie przez krótki czas). Bo użytkownicy łączą go z kreatywnością, spontanicznością, podekscytowaniem. Facebook? Tu już robi się poważniej - daje on wprawdzie korzyść „bycia poinformowanym”, ale badani wymieniają też „przytłoczenie, izolację, samotność”. Nieźle wypada Instagram: „łączony z byciem zainspirowanym, rozrywką, ryzykiem, mądrością, zalotami, samoświadomością, kreatywnością, zabawą oraz atrakcyjnością”. Dużo dobrego - już wiem, dlaczego to moje ulubione social medium. Zwłaszcza te „zaloty” mogą być obiecujące! Z kolei używany chętnie przez polityków Twitter dostarcza wprawdzie najwięcej informacji, ale też najwięcej niepokoju (nawet logiczne: im więcej wiemy o złu tego świata, tym jest nam smutniej). Twitter kojarzy się też z izolacją, przytłoczeniem, depresyjnością. Weselej jest za to na You Tube - badani wymieniają takie skojarzenia jak: szczęście, rozrywka, a nawet mądrość (!).

Na sam Facebook W CIĄGU MINUTY wchodzi 973 tys. ludzi (raport Interkatywnie.com.pl). Pomyślcie, jakie to hałdy emocji. Ile inspiracji, ale też ile przytłoczenia. „Powiedz mi, z jakiej aplikacji korzystasz, a powiem ci, jaka jesteś?” Może nie aż tak. Ale warto mieć świadomość, jak codzienne zerkanie na „sosziale” kształtuje nam humory. I na jakiej pozycji ta czynność jest w naszej osobistej piramidzie Masłowa.

PS Co jakiś czas postanawiam chować telefon do jednej, konkretnej kieszonki w torebce. A w domu odkładać w to samo miejsce. Na pufę. Rety, znowu go tam nie ma…

Pięć minut później: mam! Był na ekspresie do kawy. Dlaczego? Nie wiem. Ale po raz kolejny udało się odzyskać cały mój telefoniczny świat. Uf...

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 01/2020
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również