Narzekacie na kwarantannę? Ja mam ją całe życie. I to w ciężarówce. Rozmowa z Iwoną Blecharczyk, Trucking Girl
Fot. materiały prasowe, Instagram

Narzekacie na kwarantannę? Ja mam ją całe życie. I to w ciężarówce. Rozmowa z Iwoną Blecharczyk, Trucking Girl

Miała być nauczycielką angielskiego, mogła też zostać projektantką mody albo modelką – zdobyła tytuł Miss Polonia Podkarpacia 2007. Ale ta drobna blondynka woli udowadniać, że kobiety są w stanie robić dokładnie to samo, co mężczyźni. Od 10 lat kieruje 70-metrową ciężarówką i niestraszna jej nawet jazda po zamarzniętych jeziorach. W „wolnych” chwilach pokazuje kulisy pracy truckerki na YouTube i w telewizji. Teraz zadebiutowała też jako autorka książki.  Poznajcie Iwonę Blecharczyk, Trucking Girl!

Blisko 350 tys. subskrypcji kanału Iwona Blecharczyk na YouTube, własny program na Discovery Channel, teraz debiut książkowy. No i jeszcze firma Mattel wyprodukowała lalkę Barbie inspirowaną Pani wyglądem. To robi wrażenie. Czy kobiety idą w Pani ślady?
Nie znam żadnej innej Polki wożącej gabaryty, ale jest coraz więcej kobiet jeżdżących ciężarówkami. Kiedyś dostawałam mnóstwo wiadomości od dziewczyn, które myślały o tej pracy od dawna, ale rezygnowały pod wpływem otoczenia  – wszyscy mówili im, że to nie jest zajęcie dla kobiet. Widząc mnie, decydowały, że postawią na swoim. Teraz częściej piszę ze starszymi paniami, które bardzo mi kibicują i też chciały jeździć, ale kiedyś nie wypadało, a dziś, jak mówią, są za stare. Ja przekonuję, że nie są, bo widziałam w USA kobiety, które miały około 70 lat i chodziły o lasce, a mimo to były kierowcami ciężarówek. Wiadomo, im jest się starszym, tym trudniej się nauczyć nowego zawodu, ale można.

Tyle że chyba nie każdy nadaje się do tej pracy. Oglądałam wideo, na którym widać, jak samodzielnie ładuje Pani na ciężarówkę koparkę. Pierwszy raz w życiu prowadziła Pani wtedy koparkę, co gorsze wszystko działo się w porcie, łatwo było wjechać do wody. Nie wszyscy podołają takim wyzwaniom.
Każda firma ma inne obyczaje. Bywa, że na miejscu jest profesjonalna ekipa, która robi załadunek, kiedy indziej trzeba zrobić to samemu. Ja po to zatrudniłam się w tamtym przedsiębiorstwie, żeby nauczyć się czegoś nowego, żeby właśnie podjąć wyzwanie. Poradziłam sobie, bo zadzwoniłam do kolegi doświadczonego w przewożeniu maszyn, który powiedział mi krok po kroku, jak odbezpieczyć koparkę i jak nią jechać. Miałam też szczęście, bo akurat pojawił się pracownik, który miał podmienić kontenery ze śmieciami i gdy zobaczył dziewczynę, która ma serce w gardle, to ruszył na pomoc :-) Przy tamtej akcji z koparką musiałam, jak to się dziś mówi, wyjść poza strefę komfortu. Przy kolejnych tego typu zadaniach było już łatwiej.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Iwona Blecharczyk (@iwonablecharczyk_official)

Wciąż jednak upierałabym się, że nie każdy może zostać truckerem.
Większość z nas może się nauczyć prowadzić, chyba że jest się wyjątkowym antytalentem. A zawód kierowcy daje tak szeroki wachlarz możliwości, że każdy znajdzie coś dla siebie. Można  jeździć w trudne trasy, np. po zamarzniętych jeziorach w Kanadzie, o czym piszę w książce, ale można też kursować na tzw. wahadle – z punktu A do punktu B i z punktu B do punktu A. Ja akurat zawsze chciałam jeździć w nowe miejsca, szukałam możliwości rozwoju, chciałam też mieć zapewniony wysiłek fizyczny. Po blisko 10 latach widzę, że największą trudnością w tym zawodzie jest utrzymanie się w dobrej kondycji psychicznej.

Dlaczego?
W każdym zawodzie jest stres, jednak inni zazwyczaj wracają z pracy do domu i mają kontakt z rodziną albo ze współlokatorami, ewentualnie mogą iść do przyjaciół i poprzez kontakt z drugim człowiekiem rozładować jakoś napięcie. Nawet jeśli po powrocie do domu pokłóci się pani z mężem, to przynajmniej jest jakaś interakcja. My tego nie mamy. Po skończeniu pracy kierowca zostaje sam ze sobą, otwiera lodówkę w ciężarówce, coś tam zjada, sprząta i idzie spać, bo ma dziewięć godzin, by znowu ruszyć w trasę.

Dziś ludzie narzekają na kwarantannę, a ja im mówię: "Wyobraź sobie, że żyjesz tak cały czas, tylko kwarantannę masz w ciężarówce. Tam jesz, śpisz i myjesz się, bo nieraz nie ma gdzie i trzeba przy samochodzie". Widuję kierowców płaczących w weekendy przy butelce piwa, bo tęsknią za dziećmi, za żonami. Ich omija całe życie rodzinne.

Jeśli nie kocha się tej pracy, jest strasznie ciężko. Podziwiam kierowców, którzy poświęcają się, by zapewnić lepszy byt swoim bliskim.

A czy da się pogodzić pracę kierowcy z macierzyństwem?
Sama jestem tego ciekawa. Coraz więcej truckerek, które znam, rodzi dzieci i ja się im uważnie przyglądam. Na razie wszystkie świeżo upieczone mamy wróciły do obowiązków. Te, które pracowały w ten sposób, że wyjeżdżały rano i wracały wieczorem do domu, nadal tak funkcjonują. Te, które jeździły poza Polskę, teraz jeżdżą w krótsze trasy. Znam dziewczynę, która jeździła z mężem, teraz jeżdżą osobno, by się wymieniać opieką nad dzieckiem. W serialu „Polscy truckersi” były siostry, z których jedna została mamą. Spotkała się ze strasznym hejtem, bo zostawiała dziecko pod opieką mamy i jechała w trasę. Hejtowały głównie kobiety, pisząc, że wolałyby pracować w spożywczaku i mieć mniej pieniędzy, a więcej czasu dla dziecka. Również jedna z moich koleżanek była bardzo krytykowana za powrót do pracy po urodzeniu dziecka. Ale ona odpowiada, że matka, która pracuje pięć dni w tygodniu od rana do wieczora, wcale nie ma więcej kontaktu z dzieckiem, niż ona, która spędza dwa tygodnie w trasie, a potem ma tydzień wolnego i cały ten tydzień poświęca dziecku. Jedna z moich koleżanek rozważała też indywidualny tok nauczania dla dziecka, by móc z nim jeździć w trasę.

image00036

W swoim debiucie książkowym Trucking Girl. 70-metrową ciężarówką przez świat” pisze Pani o seksizmie, z jakim spotykała się na początku pracy w zawodzie. O kolegach, którzy wykorzystywali Panią, by zagrać na nosie swoim żonom – straszyli je, że będą jeździć w trasy z Panią, dając do zrozumienia, że mogą je zdradzić. Czy teraz po wielu latach jest już Pani traktowana inaczej?
Dużo się zmieniło, już rzadziej spotykam się z takimi reakcjami. Teraz moja praca najbardziej dziwi „cywili” – gdy jadę przez miasto, dzieci machają, kierowcy pokazują kciuk w górę. Mężczyźni, którzy mają do czynienia z truckerkami, już się przyzwyczaili. Ale wcześniej, zawsze gdy zaczynałam pracę w nowej firmie, pojawiała się konsternacja i ilu było ludzi, tyle było teorii, po co ja  się zatrudniłam.

Niektórzy uważali, że jestem szpiegiem szefa i nie należy przy mnie poruszać tematów innych niż pogoda. Inni uważali, że zostałam kierowcą, bo chciałam sobie znaleźć bogatego męża, którego nigdy nie będzie w domu. Wielu ludzi zakładało, że ja na pewno nic nie będę chciała robić i będę tylko czekała, żeby wszyscy mnie wyręczyli. Jeden kierowca powiedział: „Skoro już zatrudniają baby, to zaraz zatrudnią przedszkolaki i pora się zwalniać, szukać innej firmy”.

Tymczasem Pani przez 10 lat właściwie nie brała wolnego. Niedawno była Pani chora na covid i napisała, że to pierwsze chorobowe.
I bardzo ubolewałam wtedy, że marnuję czas! W książce dodałam wątek autobiograficzny, bo ludzie, widząc mnie, nakładają sobie filtr: blondynka, która wcześniej nic nie robiła, słaba, delikatna. A ja od dziecka jestem przyzwyczajona do ciężkiej pracy – pomagałam rodzicom w gospodarstwie. I potrzebuję wyzwań, jestem uzależniona od adrenaliny.


Jednak napisała Pani też o sobie: „boidupa z Podkarpacia”.
Wielu ludzi mówi mi, że też chcieliby tak pracować, ale się boją. Chciałam im pokazać, że ja nie urodziłam się odważna, a to, czym się teraz zajmuję, jest przeciwieństwem tego, co robiłam całe życie. Ja się zawsze bałam, zawsze za kimś się chowałam – za mamą, za siostrą, za chłopakiem. Po prostu w pewnym momencie uwierzyłam w siebie, długo szukałam pracy i w końcu się udało. Też na początku nie czułam się pewnie. A po 10 latach myślę: „Wow, chciałam tylko jeździć, a mam na koncie Barbie Shero, trasy lodowe i robię popularny kanał na YouTube”.

Trasy lodowe to coś niesamowitego. Jazda ogromną ciężarówką po zamarzniętym jeziorze musi być wyjątkowa trudna. Powtórzyłaby to Pani?
Absolutnie. Te jeziora w Kanadzie to najpiękniejsze miejsca na Ziemi, całkowicie surowe, nie ma tam nikogo oprócz kierowców, którzy wożą towary. Teraz marzy mi się jazda po zamarzniętym Bajkale, skontaktowałam się już z ludźmi, którzy mogliby mi to umożliwić.

DSC_9363

To między innymi chęć oglądania nowych miejsc sprawiła, że zaczęła Pani jeździć. Ale chyba na zwiedzanie nie ma dużo czasu?
Wszystko zależy, jaką pracę się wykonuje, jak napięte są terminy. Ja ostatnio jeżdżę do elektrowni wiatrowej, z dala od większych miejscowości, więc raczej nie mam okazji do zwiedzania. Ale w pierwszej pracy, którą wykonywałam trzy lata, jeździłam po Europie i zwiedzałam w weekendy.Udawało mi się to, gdy miałam rozładunek w centrum miasta. Potrzeba dobrej organizacji i chęci, łatwiej na pewno po przepracowanym tygodniu wyłączyć silnik i iść spać. Mam znajomych, którzy jeżdżą i dużo zwiedzają, ale jest i taki, który od sześciu lat jeździ z ładunkami do Verdun i dopiero po sześciu latach miał czas zwiedzić twierdzę.

W książce przyznaje Pani, że ma misję „odczarowania wizerunku typowego truckera”. A właśnie tak kojarzy się typowy trucker – dużo jeździ, ale raczej nie zwiedza, bo przesypia postoje. Do tego ma nadwagę, raczej nie grzeszy intelektem...
Dużo się mówi o kondycji fizycznej kierowców, ale ona się akurat poprawia – wielu kierowców ćwiczy. Mam kolegę, który pracuje 15 godzin dziennie i znajduje czas na przygotowania do zawodów kulturystycznych. Ci ćwiczący są hejtowani przez innych kierowców.

Dlaczego?
Wielu truckerów narzeka, jak to cierpią, wykonując tę pracę, a tu nagle przychodzi taki, który jeszcze ma siłę ćwiczyć i pilnuje diety. To jest zniewaga :-) Poza tym chyba w żadnym innym zawodzie nie ma takiego przekroju społecznego. Wśród truckerów można spotkać i ludzi po zawodówce, i po studiach wyższych. Menedżera, który zrezygnował z pracy, bo chciał mieć głowę wolną od ciągłego podejmowania decyzji, i księdza, który zrzucił sutannę.

Pani rzuciła pracę nauczycielki angielskiego. I to w momencie gdy tata miała już dla Pani posadę w szkole, której był dyrektorem. Początkowo pewnie rodzicom nie było łatwo się pogodzić z takim wyborem drogi życiowej?
Swoje przeszli. Mama mówiła, że te zdrowaśki, które wyklepała za mnie, to tylko ona wie, ile tego było i ile się nastresowała. Ale wierzy we mnie, sama zresztą jest większy harpagan niż ja i na moim miejscu też by nie patrzyła, czy coś jest męskie czy niemęskie, czy wypada czy nie. Ludziom z mojej wioski na Podkarpaciu ciężko było zrozumieć, dlaczego postanowiłam rzucić pracę nauczycielki angielskiego i zostać truckerką. To degradacja społeczna, tego się nie robi. Poza tym panuje przekonanie, że zawsze lepiej mieć posadę państwową niż robić u prywaciarza.

Moja mama nieraz słyszy w ramach żartu: „Jak tam wasza córka tirówka?” Odbierając Barbie Shero, mówiłam właśnie, że nieraz kobiety kierowcy są nazywane tirówkami. Ale ja i tak nie żałuję swojego wyboru.

 

A rodzice to nawet się dziś cieszą, że nie przyjęłam propozycji taty. W szkolnictwie jest coraz gorzej, były znaczne redukcje etatów, rodzice (mama też była dyrektorką szkoły – przyp. red.) musieli zwalniać ludzi.

Zamierza pani być truckerką do emerytury?
Raczej nie, to jest jednak zbyt ciężka i czasochłonna praca. A ja chciałabym mieć więcej czasu, założyć rodzinę. Idealnie byłoby mieć własną firmę i jeździć, kiedy się ma ochotę, a nie wtedy, kiedy trzeba. Chcę zachować kontakt z transportem, moje marzenie to własne ciężarówki na podwórku :-)

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Iwona Blecharczyk (@iwonablecharczyk_official)

 

A może stworzy Pani markę modową? W książce zdradza Pani, że jest też świetną krawcową i pomysłową projektantką.
Kiedy jako nastolatka szyłam, ludzie się dziwili moim pomysłom, dziś już bym się nie przejmowała ich opiniami. Kiedyś uszyłam sobie dwa stroje kąpielowe, wszyscy patrzyli ze zdziwieniem, bo były asymetryczne, miały dużo pasków i wszyscy pytali, jak ja się opalę. Przejęłam się ta krytyką, a dwa lata później właśnie takie stroje były modne i nikt już nie pytał, jak można się w nich opalać. Gdy już zostanę szefową firmy transportowej, to do tego wrócę i to na większym luzie.

Iwona Blecharczyk – absolwentka anglistyki, zawodowy kierowca od dziewięciu lat. Obecnie prowadzi zestaw ponadgabarytowy o łącznej długości do 70 metrów. Była pierwszą Polką na Lodowych Szlakach (Ice Road season 2017/2018), jedną z niewielu kobiet prowadzących zestawy offroadowe typu super b-train na polach naftowych o dopuszczalnej masie do 63 ton. Laureatka prestiżowego wyróżnienia firmy Mattel – Barbie Shero 2019. Prowadzi kanał na YouTube, jest gwiazdą programu „Przygody truckerki” na Discovery Channel, a w październiku ukazał się jej debiut książkowy - „Trucking Girl. 70-metrową ciężarówką przez świat” (Muza).

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również