Dwie nowe adaptacje „Lalki” Bolesława Prusa w ostatnich tygodniach wywołały silne emocje wśród widzów i pokazały, że dobrze znane historie wciąż mogą być zaskakująco aktualne. Oto kilka propozycji dla tych wciąż spragnionych nowoczesnych adaptacji klasyków literatury, od produkcji z lat dziewięćdziesiątych, po premiery ostatnich lat, a nawet dni.
W tej adaptacji Szekspira zamiast do renesansowej Werony przenosimy się do fikcyjnego Verona Beach na Florydzie u schyłku XX wieku. Miecze zostają zamienione na pistolety, a arystokratyczne rody Kapuletów i Montekich na rywalizujące ze sobą gangi. Choć bohaterowie wciąż mówią językiem Szekspira, wszystko wokół nich jest ostentacyjnie współczesne. Między Romeo, w którego wciela się 21-letni Leonardo DiCaprio, a Julią (17- letnią Claire Danes) rozpala się uczucie równie gwałtowne i silne, jednak w zupełnie nowej oprawie. Renesansowe stroje zastępują kreacje od Dolce & Gabbana i Prady, a Weronę pełne neonów miasteczko nad morzem. Nawet słynna scena balkonowa zostaje przeniesiona nad basen, do którego Julia zjeżdża szklaną windą. Muszę przyznać, że trzydzieści lat po premierze film Baza Luhrmanna wciąż zachwyca brawurowym i oryginalnym podejściem do klasyki, nie mogło go więc zabraknąć na tej liście.
Fabuła „Hamleta” w reżyserii Gregory’ego Dorana pozostaje wierna oryginałowi Szekspira. Hamlet po śmierci ojca odkrywa, że za jego zabójstwem stoi Klaudiusz, i planuje zemstę. Akcja nadal rozgrywa się w Danii, a bohaterowie posługują się oryginalnymi kwestiami z dramatu. Uwspółcześnienie „Hamleta” widać jednak już na pierwszy rzut oka w scenografii i kostiumach. Książę Danii nie nosi renesansowego stroju, lecz T-shirt i jeansy, a dwór staje się nowoczesnym, pełnym monitoringu światem, w którym niemal każdy obserwuje każdego. Dzięki temu historia przestaje być odległą tragedią królewską, a staje się opowieścią rozgrywającą się w świecie bardzo podobnym do naszego.
Greta Gerwig nie próbuje unowocześnić „Małych kobietek” przez przeniesienie ich w inne czasy. Zamiast tego pozwala mocniej wybrzmieć niezależności i ambicjom bohaterek. Siostry March dorastają w Nowej Anglii podczas wojny secesyjnej. Meg (Emma Watson), Jo (Saoirse Ronan), Beth (Eliza Scanlen) i Amy (Florence Pugh) od dziecka uczą się, aby zawsze iść swoją ścieżką. Gdy pojawia się Laurie (Timothée Chalamet), siostry zaczynają podejmować pierwsze dorosłe decyzje dotyczące miłości, pieniędzy i własnej przyszłości. W rozmowie z „The New Yorker” Gerwig zdradza, że po przeczytaniu powieści Louisy May Alcott nie mogła uwierzyć „jak bardzo to było nowoczesne, nieoczywiste i zadziorne”. W swojej adaptacji wyraźniej podkreśla niezależność sióstr March poprzez ich bezkompromisowe i śmiałe charaktery oraz oczywiście obsadę pełną wyrazistych aktorek. Ta historia pozostaje zaskakująco aktualna, choć od wydania powieści minęło już ponad 150 lat.
Jedną z najczęściej komentowanych adaptacji ostatnich lat z pewnością jest film Emerald Fennell. W centrum historii opartej na powieści Emily Brontë pozostaje relacja Catherine (Margot Robbie) i Heathcliffa (Jacob Elordi) naznaczona konfliktem klasowym i destrukcyjnym charakterem. Fennell mocno przekształca jednak sposób, w jaki opowiada tę historię. Stylizowane na epokowe kostiumy i wnętrza są przerysowane, niemal baśniowe, a relacja głównych bohaterów staje się znacznie bardziej intensywna i zmysłowa. Ujęciom towarzyszy mroczna, elektroniczna ścieżka dźwiękowa autorstwa brytyjskiej artystki Charli XCX, co dodaje silny element popkulturowy do filmu. Produkcja Fennell z pewnością nie jest wierną adaptacją powieści Brontë, lecz odważną próbą odczytania tej klasycznej historii na nowo. Warto więc zobaczyć ją samemu, by wyrobić sobie własne zdanie na temat tej niekonwencjonalnej ekranizacji.
Na koniec muszę wspomnieć o najnowszym miniserialu Netflixa stworzonym na podstawie powieści Johna Steinbecka, który zadebiutował na platformie 1 października. Serial śledzi losy braci Adama (Christopher Abbott) i Charlesa (Mike Faist), których relację komplikuje pojawienie się Cathy (Florence Pugh), kobiety, w której obaj się zakochują. Produkcja pozostaje dość wierna duchowi powieści, co w rozmowie z Netflixem zaznaczyła Zoe Kazan, autorka scenariusza i jedna z reżyserek, podkreślając, że „wszystko, co znalazło się w serialu, ma swoje źródło w książce”. Współczesne odczytanie klasyki tkwi jednak w wysunięciu na pierwszy plan psychologii bohaterów i spojrzenie na nich z empatią i wrażliwością, dzięki czemu łatwiej nam zrozumieć ich motywacje. Szczególnie Cathy zyskuje więcej głębi i staje się kimś więcej niż tylko antybohaterką. „Chciałam mieć pewność, że jest przede wszystkim człowiekiem, a nie tylko archetypem” – mówi Kazan. Warto więc obejrzeć ten serial choćby po to, by sprawdzić, jak współczesna perspektywa zmienia sposób, w jaki patrzymy na dobrze znanych nam bohaterów.