Cud natury – mówi o owocach leśnych profesor Mary Ann Lila, członkini Rady Naukowej firmy Amway, która od lat bada, w jaki sposób ich składniki chronią ciało i mózg przed starzeniem. Na ekologicznej farmie Trout Lake w amerykańskich Górach Kaskadowych przekonuje, że natura wyposażyła nas w prosty system obronny: kluczem jest barwna paleta warzyw i owoców na talerzu.
Z Mary Ann Lilą, profesor Katedry Nauki o Żywności, Bioprzetwórstwie i Żywieniu Uniwersytetu Stanowego Karoliny Północnej, rozmawiamy w miejscu wyjątkowym – dolina Trout Lake na w południowo-zachodniej części stanu Waszyngton, niedaleko granicy z Oregonem, słynie z zachwycających pejzaży, wulkanicznej gleby i krystalicznej wody spływającej z okolicznych lodowców. Górski klimat i brak przemysłu wokół sprzyjają uprawie roślin wieloletnich i ziół, dlatego prosperują tu ekologiczne gospodarstwa botaniczne.
Jednym z nich jest powstała w 1973 roku farma Trout Lake należąca dziś do firmy Amway - producenta suplementów Nutrilite. Markę Nutrilite założył prawie sto lat temu Carl Rehnborg – pionier badań nad prozdrowotnymi właściwościami roślin w Ameryce Północnej. Zaczął je zgłębiać zafascynowany chińską medycyną i opracował pierwszy w USA suplement zawierający multiwitaminy i minerały. W 1998 roku farma Trout Lake dołączyła do gospodarstw Nutrilite należących do firmy Amway. Rosną tu między innymi składniki do produkowanych przez nią suplementów Nutrilite, kosmetyków Artistry oraz pasty do zębów Glister.
Specjalnością farmy są m.in. jeżówka purpurowa oraz borówka amerykańska – wilgotne lasy i torfowiska pogranicza USA i Kanady to jej pierwotne środowisko. Borówki są przedmiotem badań dr Mary Ann Lili, która za parę godzin leci na galę Amerykańskiego Stowarzyszenia Żywienia, gdzie odbierze nagrodę za wkład w rozwój nauki. Zanim jednak wsiądzie w samolot, udaje nam się porozmawiać o tym, jaką rolę w diecie odgrywa runo leśne.
– Studiując biochemię roślin, skupiłam się na właściwościach fitoskładników – wytwarzanych przez nie związków, które wspomagają ich rozwój, chronią przed szkodnikami, grzybami i nadmiernym promieniowaniem UV. Przykładem są karotenoidy, nadające warzywom pomarańczowy kolor, które wspomagają fotosyntezę. Innym są polifenole: pochłaniają szkodliwe promieniowanie słoneczne, chronią tkanki przed uszkodzeniem, pobudzają wzrost oraz neutralizują wolne rodniki, powstające w roślinach pod wpływem suszy, mrozu czy zanieczyszczeń.
Z czasem zaczęłam badać, jak oddziałują na nasze zdrowie. Choć ich brak nie wywołuje u nas objawów niedoboru, odgrywają rolę w zapobieganiu chorobom przewlekłym, zwłaszcza tym, u których podłoża leży stan zapalny. Największy, wciąż nie w pełni odkryty potencjał opóźniania procesów starzenia mają polifenole zwane antocyjanami, barwniki występujące w czarnych porzeczkach, jeżynach, jagodach czy borówkach amerykańskich. Są one rodzajem ewolucyjnego majstersztyku, bo w każdej niewielkiej jagodzie kryje się ogromna różnorodność fitozwiązków, i to w dużym zagęszczeniu.
W eksperymentalnej części farmy zrywamy z krzaczków owoce dziesiątek odmian borówki amerykańskiej – jedne są rozmiaru czereśni, inne ziaren pieprzu. Różnią się smakiem, słodyczą, wybarwieniem. Badaniem zawartości antocyjanów w tych owocach zajmuje się doktor Charles Hu, Principal Research Scientist w Amway.
– Ich synteza zachodzi najintensywniej w końcowej fazie dojrzewania. Im ciemniejsza, bardziej fioletowo-granatowa skórka owocu, tym wyższe stężenie tych związków – wyjaśnia naukowiec. Sprzyja temu także gleba bogata w materię organiczną. O to, by taka była w Trout Lake, dba Danielle Kruse, Amway Farm Manager. Jej pasją jest… kompostowanie.
– To złożony proces, którego etapy coraz lepiej poznajemy – mówi naukowczyni, prowadząc w stronę ogromnych hałd trocin i materii organicznej. – Kompost jest jak wino, szlachetnieje z wiekiem. Roczna hałda ma wysoką zawartość węgla, przez co staje się świetną pożywką dla pożytecznych bakterii, mikroorganizmów i grzybów. Tu mamy ich strzępki – naukowczyni bierze w dłoń garść trocin. – W laboratorium mierzymy zawartość pożytecznych mikroorganizmów w kompoście i ich wpływ na uprawy. Chcemy zapewnić naszej glebie zbilansowaną „dietę”, bo to przekłada się na dobrostan upraw i wysoką zawartość pożytecznych fitoskładników – wyjaśnia Danielle, która odpowiada również za proces suszenia roślin na farmie. Stąd trafiają one bezpośrednio do nowoczesnych laboratoriów Amway w miejscowości Ada, w stanie Michigan. Tam powstają z nich suplementy Nutrilite.
– Kiedy zjadamy garść jagód czy borówek, zawarte w nich antocyjany stają się w jelicie cienkim i grubym „luksusową ucztą” dla pożytecznych bakterii, które rozkładają te trudno przyswajalne dla nas substancje na prostsze, mniejsze cząsteczki zwane metabolitami – mówi dr Mary Ann Lila.
Jednym z obszarów jej badań jest wpływ mikrobiomu jelitowego na metabolizm składników odżywczych. – W takiej lekkiej i mniejszej formie cenne fitozwiązki mogą przeniknąć do krwiobiegu i trafić do właściwych komórek, np. do mózgu. Nie każdej substancji, którą spożywamy, to się udaje – ten organ jest pilnie strzeżony przed substancjami z zewnątrz poprzez szczelną barierę krew–mózg – mówi naukowczyni, której zespół bada wpływ fitozwiązków na pamięć krótkotrwałą i długotrwałą oraz motorykę.
– Uważamy, że antocyjany mogą poprawiać łączność między komórkami mózgu. Wyniki badań refleksu u seniorów z łagodnymi zaburzeniami poznawczymi pokazały, że regularne, długotrwałe spożywanie borówek przyspieszyło reakcję mózgu o kilkaset milisekund. Ta pozornie niezauważalna różnica może mieć znaczenie. To właśnie ułamki sekund decydują na drodze o tym, czy zdążymy zahamować, a tym samym, czy możemy bezpiecznie prowadzić samochód.
Metabolity uformowane w jelitach wędrują naczyniami krwionośnymi do skóry właściwej i naskórka. – Tam stymulują komórki do produkcji kolagenu i elastyny, przywracając jej jędrność i elastyczność, wygaszają ukryte stany zapalne oraz regulują pigmentację. Dzięki właściwościom antyoksydacyjnym fitoskładniki współtworzą tarczę chroniącą nas przed promieniowaniem UV czy smogiem – mówi dr Mary Ann Lila.
– Skóra, nasz największy organ, jest także przepuszczalną barierą, przez którą toksyny z zanieczyszczonego powietrza wnikają do krwiobiegu. Dbałość o jej kondycję przez dietę to nie przejaw próżności, lecz wyraz troski o zdrowie – mówi Mary Ann Lila, która, zgłębiając wiedzę o fitoskładnikach, badała rośliny lecznicze stosowane przez rdzennych mieszkańców Ameryki.
– Społeczności te od wieków stosują rośliny, które goją rany, budują wytrzymałość lub chronią przed chorobami. Uderzył nas fakt, że stosowane w medycynie ludowej dzikie rośliny czy jagody zawierają większe stężenia fitozwiązków niż odmiany udomowione i krzyżowane przez hodowców tak, by były słodsze, miały jednolity kształt i były łatwe w zbiorze. Słowem, tylko uprawy zbliżone do naturalnej, jakie mamy tu, w dolinie Trout Lake, bez syntetycznej chemii, dają rośliny o wysokiej zawartości fitoskładników.
Jak własne odkrycia naukowe pomagają naszej rozmówczyni żyć zdrowiej? – Staram się unikać żywności wysoko przetworzonej i, o ile to możliwe, dbam o to, by na co dzień mój talerz mienił się barwami świeżych warzyw i owoców – odpowiada Mary Ann Lila. Jej rytuałem jest codzienna porcja borówek i innych owoców leśnych.
– Dużo się ruszam – należę do klubu miłośników power walkingu. Wędruję cztery mile każdego ranka, pięć razy w tygodniu. Ruch w grupie ma walor społeczny – rozmawiamy, dzielimy się troskami, śmiejemy się. Ruch i bliskość z ludźmi to nieoceniony lek. Kiedy zdarza mi się wyjechać na urlop i odpuścić te nawyki, natychmiast pojawia się ociężałość i spadek energii – mówi naukowczyni.
Dodaje jednak, że w codziennej diecie ważne są umiar i regularność. – Pamiętajmy, że w naturze zasada „więcej znaczy lepiej” niemal nigdy się nie sprawdza, i nie trzeba jeść ton warzyw czy suplementów. Prowadzone przez badaczy z Uniwersytetu Edith Cowan (ECU) w Australii, we współpracy z Queen’s University Belfast w Wielkiej Brytanii oraz Duńskim Towarzystwem Walki z Rakiem, trwające 23 lata badanie na 50 tysiącach ludzi wykazało, że osoby, których posiłki zawierały umiarkowaną ilość fitoskładników, żyły dłużej.
Optymalny jest poziom 500 mg flawonoidów dziennie. To tyle, ile zawierają np. filiżanka herbaty, jabłko, pomarańcza, 100 g borówek i 100 g brokułów łącznie. Liczy się równowaga i regularne, umiarkowane porcje dostarczane organizmowi każdego dnia. Droga do zdrowia i długowieczności to nie rewolucja, a raczej codzienna ewolucja.