Najtrudniej odmówić tym, którzy doradzają z troski i najlepszymi intencjami. Jak zakończyć niechcianą dyskusję, nie sprawiając bliskim przykrości?
„Ja na twoim miejscu...”, „Powinnaś wreszcie...”, „Posłuchaj, dobrze ci radzę”. Znamy te zdania aż za dobrze. Zdarza się, że bliscy mają więcej do powiedzenia na temat naszych decyzji niż my same. Doradzają z troski, przyzwyczajenia, niekiedy z przekonania, że ich doświadczenie daje im prawo do oceniania cudzych wyborów. Najbardziej przykre są uwagi dotyczące spraw, które już i tak kosztują nas wiele emocji. Jak więc powstrzymać niechciane sugestie, nie zamieniając każdej rozmowy w spór?
- Zareagować, zanim skończy się cierpliwość
Z grzeczności często pozwalamy innym mówić znacznie dłużej, niż mamy ochotę ich słuchać. Przytakujemy, uśmiechamy się, choć kolejne wskazówki coraz bardziej nas drażnią. W końcu wystarczy jedno zdanie za dużo i tracimy cierpliwość. Lepiej więc zareagować wcześniej, mówiąc spokojnie: „Dziękuję, ale nie potrzebuję teraz porad”. Jeśli mimo to druga osoba nie przestaje doradzać, można powtórzyć prośbę, tym razem nieco bardziej stanowczo.
- Powiedzieć, jakiego wsparcia naprawdę potrzebujemy
Czasami najbardziej potrzebujemy kogoś, przed kim możemy przyznać się do lęku, rozczarowania czy bezradności. Nie oczekujemy oceny naszych decyzji ani szczegółowej analizy popełnionych błędów. Chcemy opowiedzieć, co nas martwi, i poczuć, że ktoś próbuje nas zrozumieć. Osoby przyzwyczajone do rozwiązywania cudzych problemów mogą jednak nie dostrzegać tej różnicy. Dlatego dobrze powiedzieć wprost: „Chciałabym ci się zwierzyć, ale na razie nie mam ochoty zastanawiać się, co powinnam zrobić”.
- Spróbować zrozumieć intencje drugiej osoby
Za uporczywym doradzaniem niekiedy kryje się zwyczajny niepokój. Matka, która usilnie odradza dorosłej córce przeprowadzkę, może obawiać się utraty codziennego kontaktu. Przyjaciółka krytykująca nowy związek być może dostrzega w nim podobieństwo do własnych, bolesnych doświadczeń. Zamiast od razu odrzucać jej uwagi, można zapytać: „Co właściwie najbardziej cię w tym niepokoi?”. Odpowiedź może odsłonić obawy, o których dotąd nie rozmawiałyśmy.
- Nie pozwalać, by osobiste sprawy stały się tematem rodzinnej debaty
Przy wspólnym stole granice prywatności potrafią niepostrzeżenie się zacierać. Ktoś pyta o sprawy małżeńskie, ktoś inny doradza w kwestiach finansowych, a po chwili cała rodzina zastanawia się, jak powinnyśmy postąpić. Im więcej osób zabiera głos, tym trudniej wycofać się z rozmowy bez niezręczności. Najrozsądniej nie dopuszczać do szczegółowego omawiania spraw, które chcemy zachować dla siebie. „Wolałabym nie rozmawiać o tym przy wszystkich” jest odpowiedzią wystarczającą, nawet jeśli ktoś próbuje przekonać nas, że przecież jesteśmy wśród swoich.
- Stanowczo reagować na powtarzające się uwagi
Jednorazową uwagę można puścić mimo uszu. Znacznie trudniej zachować spokój, gdy ktoś od lat komentuje niemal każdą naszą decyzję, a spotkania coraz częściej kończą się rozdrażnieniem. W takiej sytuacji dobrze poruszyć temat przy innej okazji, kiedy żadna ze stron nie jest zdenerwowana. Zamiast wypominać konkretne uwagi, lepiej opisać, jak wpływają one na nasze samopoczucie. „Lubię z tobą rozmawiać, ale ostatnio coraz częściej mam wrażenie, że muszę tłumaczyć się ze swoich wyborów” może być dobrym początkiem. Warto też przywołać konkretną sytuację, aby bliska osoba lepiej zrozumiała, co nam przeszkadza.