Kultura

Szczepan Twardoch o „Waldkauz”. Byłam na spotkaniu autorskim ze zwycięzcą Nagrody Nike

Szczepan Twardoch o „Waldkauz”. Byłam na spotkaniu autorskim ze zwycięzcą Nagrody Nike
Fot. Adam Burakowski/East News

W ostatnim czasie nazwisko Szczepan Twardoch nie schodzi z ust miłośników literatury. Wszystko za sprawą zdobycia Nagrody Literackiej Nike oraz premiery jego najnowszej powieści „Waldkauz”. 30 października miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu autorskim z Twardochem w ramach Targów Książki Empiku i posłuchać o jego procesie twórczym. Nie zabrakło także humoru i błyskotliwych anegdot.

Zaledwie kilka tygodni temu Szczepan Twardoch otrzymał Nagrodę Literacką Nike za powieść „Null”, która opowiada o wojnie na Ukrainie z perspektywy mężczyzny znajdującego się na pierwszej linii frontu. Co więcej, autor w tym roku za tę samą książkę zdobył również Nike Czytelników. Wcześniej już trzykrotnie znalazł się w gronie finalistów tej prestiżowej nagrody literackiej za sprawą powieści „Morfina”, „Dracha” i „Królestwo”. Teraz, przy okazji premiery jego najnowszej powieści zatytułowanej „Waldkauz”, miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu autorskim, podczas którego autor przybliżył nam swój proces twórczy.

„Waldkauz” zabiera nas na Górny Śląsk w 1920 roku. Akcja rozpoczyna się w Gliwicach, w biurze prywatnego detektywa Wilhelma Pisulli, do którego trafia zdruzgotana kobieta szukająca swojego zaginionego dziecka. Sam Wilhelm także doświadczył bolesnej straty, gdy jego syn zginął na wojnie, a młodszy wraz z żoną Pisulli opuścili go, pozostawiając go samego. Na co dzień samotny mężczyzna może liczyć jedynie na najbliższego przyjaciela z dzieciństwa, Wendelina Draga. Pisulla nie jest jednak zwyczajnym prywatnym śledczym. Ma bowiem dwie dusze, a ta druga, nieochrzczona, przybiera postać tytułowego Waldkauza, czyli puszczyka, który wyrusza na subtelne łowy. 

Podczas spotkania autorskiego Szczepan Twardoch przyznał, że chciał napisać powieść, której sam proces tworzenia będzie sprawiał mu przyjemność. W „Waldkauzie” nie brakuje charakterystycznego dla autora humoru, który – jak sam podkreśla – jest jednym z fundamentalnych elementów jego pisarskiego warsztatu. Emocje potrzebują zmienności, a więc historia powinna raz poruszać, raz bawić, by powieść mogła osiągnąć odpowiedni emocjonalny efekt.

Zresztą poczucie humoru towarzyszy Twardochowi nie tylko w powieściach, ale również podczas spotkania z czytelnikami. Autor przyznał, że jego historie są w pewnym sensie przedłużeniem jego samego. Podobnie jak on bywają czasami dygresyjne, a czasami pełne humoru. 

Zapytany o to, czy pisanie „Waldkauza” sprawiało mu frajdę, Twardoch odpowiedział, że choć czerpał radość z kreowania tego świata, nie obyło się również bez zmęczenia towarzyszącego długiemu i wymagającemu procesowi twórczemu. Rok pracy nad powieścią oznaczał co najmniej dziesięć godzin pisania dziennie, by nieustannie  „być głową w książce” i nie wypaść z rytmu. – Kiedy kończę, to zupełnie nie mam pojęcia, czy to się udało, czy się nie udało – przyznał autor. – To są te momenty, w których jakakolwiek frajda z pisania się kończy. Dlatego to jest praca, a nie hobby, które uprawia się dla przyjemności. 

Po godzinnej rozmowie z Aleksandrą Pakiełą, podczas której Twardoch odpowiedział również na pytania publiczności, przyszedł czas na autografy i krótkie rozmowy z czytelnikami. W stronę autora popłynęło wiele ciepłych słów i serdecznych podziękowań. Po kameralnym spotkaniu każdy uczestnik mógł zatem wyjść z najnowszą powieścią Twardocha z pamiątkowym podpisem. A ci, którzy nie mieli okazji uczestniczyć w wydarzeniu, mogą z łatwością nadrobić zaległości, ponieważ „Waldkauz” jest już dostępny w księgarniach.

waldkauz
„Waldkauz” Szczepan Twardoch
 materiały prasowe