Recenzje

Przeczytałam „Null” Szczepana Twardocha. Po tej książce trudno od razu sięgnąć po kolejną

Przeczytałam „Null” Szczepana Twardocha. Po tej książce trudno od razu sięgnąć po kolejną
Fot. Getty Images

„Null” Szczepana Twardocha to opowieść o wojnie widzianej z pierwszej linii frontu. Zrodziła się z tego, co autor zobaczył, usłyszał i czego doświadczył, pomagając ukraińskiej armii. Właśnie znalazła się wśród siedmiu książek nominowanych do Nagrody Literackiej Nike 2026.

„Null jest powieścią o prawdziwej wojnie, jednak opisane w tej książce postaci i wydarzenia są fikcyjne, bo muszą, bym mógł tę wojnę opisać tak blisko prawdy, jak potrafię” – te słowa Szczepana Twardocha czytam w nocie od autora na ostatniej stronie, tuż przed zamknięciem książki i wzięciem głębokiego oddechu. Po takiej lekturze trudno jest po prostu odłożyć ją na półkę i sięgnąć po kolejną.

„Null” śledzi losy Konia, polskiego ochotnika, który trafia na pierwszą linię frontu w Ukrainie. Jego codziennością staje się ciasna piwnica z cienkiego betonu zanurzona w błotnistej ziemi, w której jedynie resztki drewnianego stropu dzielą go od krążących nad głową dronów. Choć jest to powieść fikcyjna, inspiracją dla Twardocha były jego własne obserwacje wojny w Ukrainie oraz rozmowy z żołnierzami. Autor regularnie jeździł bowiem do Ukrainy, dostarczając sprzęt dla wojska, na początku zupełnie bez zamiaru pisania książki. Z czasem osobiste historie, które usłyszał, oraz to, co widział na własne oczy, przerodziły się w „Null”.

Być może to właśnie ta świadomość, że gdzieś pod warstwą fikcji ukryta jest prawda, sprawia, że „Null” porusza i przeszywa tak mocno. Bo poza trudnymi, nieraz heroicznymi decyzjami bohaterów czy eksplozjami tak silnymi, że sypie się ze ścian piwnicy, jest też zwykłe człowieczeństwo. Żołnierze czas wolny wypełniają, leżąc na pryczy z telefonem w dłoni i słuchawkami w uszach, przeglądając stare zdjęcia lub – jeśli tylko działa Starlink – pisząc z bliskimi. Te zwyczajne momenty sprawiają, że bohaterowie nie są w naszych oczach jedynie żołnierzami, ale także ludźmi z życiem poza wojną, bliskimi, którzy czekają na nich w domu, a także silnymi relacjami z tymi, których spotkali już na froncie.

Twardoch mówi, że sam nie był w miejscach tak niebezpiecznych jak „null”, czyli najbardziej wysuniętej strefie frontu. Wystarczyło jednak to, co usłyszał od tych, którzy tam byli, oraz to, co widział z daleka, pomagając ukraińskiej armii, żeby fikcja Twardocha stała się przerażająco prawdziwa. To właśnie dlatego „Null” trudno tak po prostu zamknąć. Świadomość tego, że ta historia jest dla kogoś codziennością, pozostaje z nami długo po ostatniej stronie.

null
„Null”
materiały prasowe