Zapomina o spotkaniach, gubi wątki w rozmowie i ubrania w poczekalniach, zawala terminy. Co za chaos! Czasem myślisz: muszę go pilnować jak dziecka. Czy miłość i ADHD do siebie pasują? Czy taki związek może się udać?
Słowa płyną szybko. Nim przyniosą nam kawę, z serwetki w jej dłoniach powstaje origami. Gaja opowiada mi o swoich związkach. O rozwodzie z pierwszym mężem, który był taki powolny i spokojny, nie do zniesienia. I o Bartku, byłym siatkarzu, metr dziewięćdziesiąt. – Był chłopakiem mojej sąsiadki, przynosił jej peonie, przyjeżdżał na rolkach. Zazdrościłam jej i prawie się ucieszyłam, kiedy usłyszałam, że się rozstali. Zagadałam do niego przy skrzynce na listy. Niósł kartonowe pudło ze swoimi rzeczami, przytrzymałam drzwi. Coś upuścił, zaczęliśmy się śmiać i poszliśmy na kawę. Od razu mi powiedział, że ma ADHD i że nad tym pracuje. Nie przejęłam się. Dziś każdy ma jakąś diagnozę – mówi Gaja.
– Bartek wprowadził się po dwóch miesiącach. Cudowny czas – opowiada Gaja. – Zapomniałam o chlebie, Bartek kupił. Zbliża się długi weekend, wraca z biletami na koncert w Pradze. Nie umiem pomóc córce z matmą, on potrafi. Spontaniczny, szybki, ciekawy świata. Prof. Konrad Piotrowski, psycholog z Uniwersytetu SWPS, mówi, że relacja z osobą z ADHD na początku jest porywająca. – Osoby neuroatypowe mają często wyrazisty styl bycia, wychodzą poza ramy, są kreatywne, wiele je interesuje i dzielą się swoimi pasjami. W takiej relacji dużo się dzieje, związek rozwija się szybko.
Gaję rozczulało roztargnienie Bartka. – Codziennie przygody. Idzie do lekarza, bierze do gabinetu płaszcz, żeby go nie zapomnieć z wieszaka. I zostawia go w gabinecie. Wraca więc po ten płaszcz, a godzinę później dzwoni telefon: „zostawił pan u nas neseser” – śmieje się Gaja i opowiada, jak Bartek sobie radzi z zapominalstwem. – W telefonie ma alarmy na wszystko. Plus tabelki: tu wymiary domu na działce, tam filmy warte obejrzenia, zakupy, lista wyjazdowa na narty. Od dziecka był pod opieką psychologów. Ma metody na walkę z chaosem. Gdyby ktoś wtedy zapytał mnie, czy trudno się kocha człowieka z ADHD, powiedziałabym: bzdura! Zadziwiał mnie, zaskakiwał, wniósł do mojego życia energię, której potrzebowałam.
Po kilku karach za niepłacenie faktur i zapomnianym przeglądzie technicznym auta okazało się, że to jednak Gaja musi pilnować terminów i dokumentów. A ona też miała z tym problem. Potem zauważyła, że Bartek ma irytujący zwyczaj „wyłączania się”. Gdy się na czymś skupił, tracił kontakt z rzeczywistością. – Mówię do niego, on nawet podnosi wzrok, patrzy na mnie, ale jestem niesłyszalna i niewidzialna. „Halo, halo, tu ziemia”, wołałam i obracałam to w żart, ale bolało mnie. Czułam się niezauważana, olewana. Jak twierdzi neuropsycholog dr Russell Barkley, deficyt samokontroli i słabsze funkcje wykonawcze (zaplanowałem, ale nie skończyłem), charakterystyczne dla osób z ADHD, powodują trudności w komunikacji i poczucie nierówności u partnerów. To dlatego związki z osobami z ADHD uważa się za relacje wysokiego ryzyka. Statystyki pokazują, że co prawda pobierają się dwukrotnie chętniej niż neurotypowi, ale rozstają trzy razy częściej.
– Nieuważność, przerywanie, bałaganiarstwo dla drugiej osoby mogą być znakiem: nie jesteś dla mnie ważna(y) – mówi prof. Piotrowski. Jeśli jednak wnikniemy głębiej, okaże się, że za tymi zachowaniami nie stoi brak szacunku czy zainteresowania. – To inne okablowanie w mózgu. Nie dlatego się spóźnia, że mu nie zależy, tylko trudno mu planować i realnie oceniać potrzebny czas. Nie dlatego nie słucha, że ma cię w nosie. Wpadł w tunel skupienia i nic do niego nie dociera – tłumaczy psycholog. Ten tunel to specyficzna zdolność ludzi z ADHD do hiperfokusu – intensywnej koncentracji na fascynujących zadaniach. Gdy skupią się na czymś, ich umysł wchodzi w stan flow. Niestety nie do końca można tym sterować.
Partnerom ADHD-owców eksperci radzą: – Złap go (ją) za ramiona, nawiąż kontakt wzrokowy i powiedz: „Kochanie, mówię do ciebie teraz”. Ale i neuroatypowa osoba powinna się postarać.
ADHD nie jest chorobą ani wymówką na wszystko. Można się nauczyć sprzątać, znaleźć sposoby na kończenie rozpoczętych projektów i na prokrastynację. Można brać leki. A przede wszystkim pójść na terapię i nauczyć się technik wspomagających codzienne funkcjonowanie – mówi prof. Piotrowski.
ADHD (zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi) kiedyś uważano za chorobę wieku dziecięcego. Współcześnie wiemy, że dwie trzecie osób nie wyrasta z tego zaburzenia neurorozwojowego, które określa się dziś jako biologiczny neurotyp wynikający z odmiennej budowy mózgu. Wiemy też, że objawia się trudnościami z koncentracją, impulsywnością i nadruchliwością. Ale także fantazją i kreatywnością, nieszablonowym myśleniem, ogromnymi pokładami energii oraz wspomnianą zdolnością do hiperfokusu. Niektórzy posiadają inną hiperzdolność: wielką empatię. Przeżywają cudze emocje równie silnie jak własne.
– Najpierw myślałam: to wielki dar, współodczuwanie na wyższym poziomie – opowiada Gaja. – Ale Bartek współodczuwał nie tylko ze mną. Także z chorym pracownikiem, z szefową, która się rozwodziła, i spotkanym na ulicy smutnym człowiekiem. Wciąż komuś pomagał i wiele razy musieliśmy z tego powodu zmieniać rodzinne plany. Każdy przypadek ADHD to inne „okablowanie”, inna historia. – To nie jest stały zestaw objawów i cech. W tym wielkim worku z napisem ADHD będą dzieci, które skaczą po ławkach, ale też te wycofane, którym „odpływa” uwaga. Wodzireje i ciche myszki. Tacy, dla których relacje to paliwo, ale i ci, którzy łatwo się przestymulowują, wrażliwi, empatyczni – mówi prof. Konrad Piotrowski.
Gaja: – Chaos, który wytwarzał Bartek, rozumiała tylko moja córka. „Odpuść”, mówiła, gdy powarkiwałam na niego. „Ty też chodzisz z głową w chmurach”, krzyczałam na nią. A potem na szkolnym zebraniu jej nowa wychowawczyni zapytała mnie: „Czy nie diagnozowała pani córki w kierunku ADHD? Wyłącza się na lekcjach, motywuje do pracy w ostatnim momencie…”.
Gaja musiała wypełnić test z pytaniami o funkcjonowanie córki. – Czytałam je coraz bardziej zdumiona. Zdałam sobie sprawę, że wszystkie objawy i zachowania, o które pytają w teście, wydają mi się naturalne. To nie moja córka ma ADHD, tylko ja. To stąd mój wewnętrzny niepokój, gonitwa myśli i ciągła potrzeba stymulacji. Według medycznej klasyfikacji DSM-5 Gaja spełniała minimalną liczbę objawów potrzebnych do diagnozy ADHD. Jej córka miała cechy neuroróżnorodności, ale nie spełniała pełnych kryteriów diagnostycznych.
– Uznałam, że nasza młoda rodzina znalazła się w kryzysie. Zaplanowałam dla nas wypad do lasu, wynajęłam domek na Warmii: pochodzimy, pogadamy, musimy jakoś okiełznać tę naszą nietypowość, myślałam. Na parę dni przed planowanym wyjazdem Bartek wrócił z pracy podekscytowany ze straszną opowieścią o nieszczęściu jego koleżanki, która musi się natychmiast przeprowadzić. Nie pamiętam, dlaczego musiała, nie słuchałam. Bo który to już raz dramaty obcych były ważniejsze od naszych? Dostałam szału, kiedy powiedział, że naszą rezerwację można przecież odwołać, a ja mogłabym mu pomóc nosić pudła, bo ta koleżanka ma bardzo dużo rzeczy… Zdaje się, że bardzo na niego nawrzeszczałam, a na koniec powiedziałam, że on też może się wyprowadzić i to razem z tą koleżanką.
Bartek spakował się natychmiast. Gaja poczuła ulgę, która trwała dokładnie tyle, ile jej złość. „Po co to zrobiłaś, mamo, przecież go kochasz”, pytała córka, a ona zaczęła żałować. – Tęskniłam. Spokój w życiu już miałam, samotność też. „Nikt tak nie przytula, nikt tak mnie nie rozumie i nie wspiera jak on, a przecież jemu też jest trudno”, myślałam.
To córka Gai zadzwoniła do Bartka, żeby umówić się z nim na rolki. Jeździli i rozmawiali głównie o Gai: czy wciąż jest zła, czy go nie znosi i o co właściwie jej chodzi?
Prof. Konrad Piotrowski mówi, że w związkach osób w spektrum zawsze jest sporo „kości niezgody”. Zwykle chodzi o zachowania: zapominanie o obowiązkach, gubienie rzeczy, przez co jeden z partnerów staje się kontrolerem drugiego. To męczy. Dogadywanie się utrudnia fakt, że wiele osób z ADHD cierpi na Rejection Sensitive Dysphoria, ból emocjonalny w odpowiedzi na poczucie odrzucenia. Krytyczna uwaga, a nawet chwila milczenia ze strony partnera bywają odczuwane jako odepchnięcie i wywołują reakcje obronne lub wycofanie.
Bartek znał sposoby, żeby sobie z tym radzić. Zasadę „60 minut”: kiedy czujesz się odrzucona(y), zajmij się ciałem, żeby „uziemić emocje”. Weź chłodny prysznic, idź pobiegać, przyłóż lód do karku, oprzyj nogi na ziemi i głęboko oddychaj. Czy ją stosował? Starał się. Ale trudno było mu zrozumieć brak akceptacji przez Gaję dla jego angażowania się w sprawy innych. Przecież nie robił nic złego, dlaczego zatem tak reagowała?
– Każde z nas musi coś zaakceptować i coś odżałować: tak postanowiliśmy, gdy do siebie wróciliśmy – opowiada Gaja. – Ja zrozumiałam, że muszę się pogodzić z odpływaniem jego uwagi ode mnie. To mnie bolało, wypinało mi wrotki. Ale jak powiedziała moja córka: „Mamo, przecież ty też to masz, pytasz i nie słuchasz odpowiedzi. To wygląda jak lekceważenie”. Miała rację. Mój mózg formułuje pytanie i pędzi dalej. Nie mam nad tym kontroli i z Bartkiem jest tak samo.
Bartek w swojej niezmierzonej empatii dla ludzi zgodził się przyjąć priorytet: najpierw Gaja i rodzina. Inni muszą zajmować drugie miejsce. – Z dyskusji o tym, co gotowi jesteśmy akceptować, a czego nie, zrobiła się gra rodzinna. W czym jesteśmy podobni, w czym różni – rozważaliśmy to z zapałem. Jego przed chaosem ratują listy i powiadomienia (wciąż mnie to rozśmiesza), ja spinam się w ostatnim momencie przed godziną zero i ogarniam wszystko naraz. Niech tak będzie, tym się różnimy. Wymyśliliśmy kody bezpieczeństwa. Poprosiłam Bartka: „Kiedy czujesz, że się wyłączasz i gubisz wątek, powiedz mi o tym. Że jesteś zmęczony, że potrzebujesz chwili dla siebie i że to nie ma związku ze mną. Że wciąż mnie kochasz”.
Jak mówi prof. Piotrowski, ostatecznie miłość jest wyborem. Jeśli bardziej kocham swój sposób funkcjonowania, odchodzę. Jeśli bardziej kocham osobę, staram się znaleźć rozwiązanie, by móc z nią być. Choć codzienne życie ludzi neuroatypowych bywa chaotyczne, mają ogromną elastyczność w kryzysach: mózg z ADHD świetnie działa pod wpływem adrenaliny, dlatego w sytuacjach nagłych lub trudnych tacy partnerzy generują masę pomysłów i szybko znajdują rozwiązania. Ostatnio Gaja i Bartek wymyślili, że będą wzajemnie umawiać się na wizyty lekarskie, ponieważ dotąd nieustannie je przekładali. A więc teraz ona będzie umawiać jego, a on ją. Uzgadniali: robimy to dla siebie, a więc tego nie wolno lekceważyć ani krytykować. Trzeba dotrzymać.
Córka Gai obserwowała ich, jak się tak dogadują z poważnymi minami. „Jesteście lepsi od serialu”, powiedziała.