Partnerzy

"Marzenie na przyszłość? Banalne..." Iwona i Błażej Królowie mówią o swojej miłości

Marzenie na przyszłość? Banalne... Iwona i Błażej Królowie mówią o swojej miłości
Fot. Adam Pluciński

Tworzą dojrzały duet w życiu i na scenie. Iwona i Błażej Królowie zamiast zgiełku dużego miasta wybierają wiejską ciszę na zachodnim pograniczu Polski, gdzie tworzą muzykę i „może trochę nietypowy, ale dobry świat”.

Kim jest Iwona Król?

Iwona Król – piosenkarka, keyboardzistka, producentka muzyczna, kompozytorka i autorka tekstów, tworząca wspólnie z mężem Błażejem Królem pod jego nazwiskiem oraz w projektach Kobieta z Wydm i Lauda. We wrześniu 2017 roku ukazał się jej debiutancki minialbum „Banitka”, nagrany pod pseudonimem Sujka. W 2025 roku wydała pierwszy album studyjny pod tytułem „2”. Mama 18-letniego Janka.

Kim jest Błażej Król?

Błażej Król - muzyk, kompozytor, wokalista i autor tekstów. Przez 10 lat pracował jako sprzedawca w MediaMarkt. Karierę muzyczną zaczynał jako twórca zespołu muzyki alternatywnej Kawałek Kulki. W 2014 roku zadebiutował solowym albumem „Nielot”. Razem z Katarzyną Nosowską zrealizował album „Kasia i Błażej”. We wrześniu 2025 roku premierę miała ósma już płyta „Popiół”. Laureat m.in. prestiżowej nagrody im. Grzegorza Ciechowskiego (2015), Paszportu Polityki 2020 i Fryderyka 2020.

IWONA KRÓL O ZWIĄZKU Z BŁAŻEJEM

Znajomi pytają nas czasem: „Świetnie się na was patrzy. Jaki macie przepis na dobry związek?”. Nasza zasada jest prosta: szczerość, przyjaźń i miłość. Gdy coś się dzieje, staramy się przełamać złość, emocje i rozmawiać. Czasami myślę sobie, po co Błażeja i siebie denerwować, a to właśnie moment, aby otwarcie pogadać i oczyścić atmosferę. Na pewno przez lata dojrzeliśmy, zmieniliśmy się, ale żadne drugiego na siłę. Ja lubię porządek, on tu coś zostawi, tam coś zgubi, szuka, bo nie widzi rzeczy, która leży na wierzchu. Wcześniej się złościłam, dziś nauczyłam się odpuszczać. Przez ten wspólny czas przeżyliśmy dobre, ale i smutne chwile. Dla mnie bardzo trudna była pandemia, straciłam w jej czasie oboje rodziców. Błażej mnie wspierał, zresztą także wcześniej w opiece nad mamą, która cierpiała na SM. Ma też świetne podejście do dzieci i jest cierpli wy, dlatego nawiązał dobrą relację z moim synem. Jaś miał trzy lata, gdy się po znali, teraz jest po maturze i są z Błażejem kumplami.

Iwona Król: "Oboje jesteśmy wciąż w środku dzieciakami i dlatego tak dobrze się dogadujemy"

Zawsze kibicuję tym, którzy przeżyli rozstanie, rozczarowali się relacją, ale nie tracą nadziei. Życzę im, aby spotkali taką osobę, jaką dla mnie jest Błażej. To było ponad 15 lat temu, był już znaną postacią na gorzowskiej scenie muzycznej. Słyszałam o nim, widywałam go i wydawał mi się tajemniczy. Gdy go wreszcie poznałam, okazał się nieśmiały, trochę wycofany, jednocześnie intrygujący. Każde z nas miało już bagaż życiowych doświadczeń, ja byłam po rozstaniu, Błażej też miał swoją historię. Ale czuliśmy się wolni, dobrze się bawiliśmy i zaiskrzyło między nami. Szybko zamieszkaliśmy razem, a rok po poznaniu się wzięliśmy ślub. Wcześniej zaskoczył mnie pierścionkiem zaręczynowym, który znalazłam w paczce chipsów, gdy oglądaliśmy serial.

Dziś podejmujemy ważne decyzje, zainwestowaliśmy w mieszkanie i to jest dorosłość. Ale oboje jesteśmy wciąż w środku dzieciakami i dlatego tak dobrze się dogadujemy. Mąż jest zabawny, ja też kocham żarty, więc często się wygłupiamy, odgrywamy różne role. Ludzie często zadają nam też pytanie, czy przeprowadzamy się do Warszawy lub innego dużego miasta. Wybraliśmy życie trochę z dala od show-biznesu, mieszkamy na wsi pod Gorzowem, w domu po moich rodzicach. Mamy dwa psy i koty. Uwielbiam ogród, praca w nim mnie uspokaja, uważam to za pewien rodzaj terapii. Lubię Warszawę, duże miasta, uwielbiam koncerty, ale nasz dom jest na wsi. Nie wyobrażam sobie mieszkać gdzie indziej. Błażej też uwielbia powroty do domu. Powtarza, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.

Iwona Król: "Błażej jest wrażliwy i kreatywny, umie tworzyć wszędzie"

Wiosną Błażej wyjechał do Azji, bo wziął udział w programie „Azja Express”. To była nasza najdłuższa rozłąka. Już w pierwszym dniu wyjazdu dostałam informację, że on blokuje kartę sim, bo zgubił telefon. Szczęśliwie potem udało mu się odzyskać komórkę. W trakcie trwania konkursu uczestnicy mają zabierane telefony i zakaz kontaktowania się, ale co 3, 4 dni mają dzień regeneracyjny i wtedy mogą zadzwonić do rodziny. Myślałam o nim, zastanawiałam się, czym się porusza, gdzie śpi, co je, czy jest zdrowy. Byłam pewna, że da sobie radę, bo wiem, jak ludzie reagują na niego, znam jego poczucie humoru, kontaktowość.

Błażej jest wrażliwy i kreatywny, umie tworzyć wszędzie. Gdy ja się krzątam po domu, on bierze gitarę, coś pisze, komponuje. Teraz stał się bardziej otwarty na samego siebie, jest odważniejszym i bardziej świadomym artystą. Mnie też zainspirował do tworzenia. Nie jestem wykształconą muzyczką, zaczynałam od bycia słuchaczką, obserwatorką, patrzyłam, jak pracuje, potem sama zaczęłam tworzyć. Dziś potrafimy się nawet posprzeczać, bo zdarza się, że mamy kompletnie inne zdanie, ale nie ma między nami rywalizacji, dopełniamy się. A ja coraz pewniej mówię, czego chcę, jestem bardziej świadoma, dojrzała. Cenię projekty Błażeja z innymi twórcami. Aktualnie tworzy zespół EWA KOC z Dawidem Tyszkowskim i kilkoma muzykami. Bardzo im kibicuję.

W naszej kuchni zwykle to ja rządzę, lubię gotować. On ma kulinarne zrywy, a już na pewno jest mistrzem robienia omletu. Pomaga w domowych obowiązkach – mieszkamy na wsi, więc trzeba porąbać drewno, przynieść je do domu. Oboje jednak mamy dwie lewe ręce do drobnych prac. Pamiętam, jak ostatnio przykręcaliśmy półkę do ściany, to był nie lada stres. „Spokojnie, nawet jeśli coś wyjdzie trochę krzywo, to próbujemy jeszcze raz”, zagrzewałam Błażeja i zrobiliśmy to. Jestem tą, która dłużej walczy, mąż się szybciej poddaje. Ale właśnie na tym chyba polega nasza relacja, że „gdy jedno spada, drugie ciągnie je ku górze”. Dziś spełniamy się twórczo, partnersko, rodzinnie i cieszymy się tym, co mamy. Moje marzenie na przyszłość? Banalne, abyśmy byli zdrowi. I może jeszcze to, żeby Błażej zrobił prawo jazdy :)))

 

BŁAŻEJ KRÓL O ZWIĄZKU Z IWONĄ

Poznałem ją w barze, gdy zastępowała koleżankę barmankę. Iwona była zjawiskowa, kręcone blond włosy, piękne oczy, ostry makijaż i domalowany pieprzyk. Zawsze już kojarzy mi się z Lulą, bohaterką „Dzikości serca” Lyncha, którą grała Laura Dern. Miała w sobie tę magnetyczną energię, klimat femme fatale i charakter. To było w nieistniejącym już gorzowskim Klubie Magnat, który skupiał artystów, muzyków. Na początku spotykaliśmy się głównie na imprezach. Później zacząłem zostawiać u Iwony swoje rzeczy, aż w pewnym momencie okazało się, że właściwie u niej mieszkam. Iwona była pierwszą prawdziwą kobietą w moim życiu. Oczywiście wcześniej były dziewczyny, pierwsze miłości, ale bardzo młodzieńcze. Imponowała mi, była niezależną młodą matką. Pracowała jako visual merchandiserka, zajmowała się dekorowaniem i aranżacją sklepów w sieci odzieżowej. Ja byłem wtedy sprzedawcą w MediaMarkt. Dość szybko poczuliśmy, że chcemy być mężem i żoną.

Bartek Król: "Nad związkiem trzeba stale pracować"

Z natury jestem stoikiem, Iwona zawsze była tą bardziej ekspresyjną częścią naszego związku. Zauważyłem jednak, że role zaczęły się trochę odwracać. U mnie częściej pojawia się południowy temperament, nie nerwowość, ale jakaś taka większa żywiołowość. Iwona z kolei przejęła rolę stoika, do problemów podchodzi z dystansem, wnikliwie bada sytuację z każdej strony, zastanawia się. Wszystko w życiu płynie i zmienia się, dlatego wiem, że nad związkiem trzeba stale pracować. Kluczem jest uważność na drugą osobę, nie można fiksować się tylko na własnych potrzebach czy utartych schematach.

Kiedyś byliśmy jak typowe białe i czarne, kontrastujące pierwiastki jin i jang. Dziś te barwy mocno się przeniknęły i zmieszały w jedną, spójną całość, fajną szarość. W naszym życiu łączymy rodzinę, dom, ale też dzielimy twórczość, granie, scenę. Kiedyś miałem silną potrzebę, żeby muzycznie było idealnie, brzmiało tak, jak sobie wymyśliłem. Jestem wymagający, czasem aż za bardzo, Iwona mówi nawet, że potrafię być „psycholem”, ale dziś trochę odpuszczam. Żona jest w zespole klawiszowcem. Na początku była słuchaczką, nie miała przygotowania muzycznego. Zapraszałem, aby grała i powtarzała za mną partie, które wymyśliłem. Z czasem przestało jej to wystarczać. Zapisała się na lekcje pianina, później także śpiewu i zaczęła rozwijać własną drogę. Dziś wydaje już drugą solową płytę. W tekstach i w życiu jest niepokorna, autentyczna. Umie powiedzieć, co myśli, nawet jeśli to bardzo niewygodne. Ja częściej odpuszczam, a Iwona nazywa rzeczy po imieniu. I chyba dzięki temu dobrze się uzupełniamy.

Sztuka i muzyka są dla nas bardzo ważne. To nasz oddech, codzienność i sposób wyrażania siebie. Jednocześnie wiem, że nie można stawiać muzyki ani pracy twórczej ponad życie i relacje z bliskimi. To wszystko ma sens tylko wtedy, kiedy jest jeszcze dom, rodzina i ludzie, do których chce się wracać. Z Iwoną mamy trochę patchworkową rodzinę i dobrze nam w tej konfiguracji. Jest jej syn Jaś, obecni w naszym życiu są moi rodzice, brat. Udało nam się stworzyć własny, może trochę nietypowy, ale dobry i bezpieczny świat.

Bartek Król: "Jesteśmy jesieniarzami, którzy lubią nagrzać w piecu i posiedzieć w cieple"

Iwona bardzo lubi gotować i pielęgnuje okołodomowe rytuały. Kochamy jesień, tę szarość nieba, nisko zawieszone chmury i melancholijną aurę. Ten inspirujący lekki niepokój, jak w filmach Kieślowskiego, mgły i polski krajobraz w chłodnych, przygaszonych barwach. To nie smutek, raczej szczególny klimat, w którym dobrze nam się myśli, tworzy i odpoczywa. Jesteśmy jesieniarzami, którzy lubią nagrzać w piecu i posiedzieć w cieple. Sam fakt, że wciąż mieszkamy na zachodzie Polski na wsi, wiele o nas mówi. Nigdy nie ciągnęło nas na stałe do centrum. Może pojawiała się taka myśl, ale życie poprowadziło nas właśnie tutaj, gdzie czas płynie inaczej, a my możemy być po prostu sobą, z dala od świateł sceny i miejskiego zgiełku. Potrzebujemy przestrzeni, spokoju, czułej obecności naszych psów i kotów. Tu, wśród niskich chmur i jesiennych mgieł, jest nasza baza. Tutaj tworzymy, żyjemy i znajdujemy spokój, którego nie zastąpi żadna kawiarnia w mieście. Jesteśmy ludźmi pogranicza, którym dobrze jest w tym naszym „niemodnym” małżeństwie i w tej ciszy.

Po koncertach i trasach lubimy drogę powrotną. Można się otrząsnąć z hałasu, spokojnie pobyć ze sobą i wrócić do swojego rytmu. Te kilometry w drodze to dla nas czas na domknięcie spraw. Nawet na wspólne milczenie, które po tylu latach jest równie ważne jak słowa. Chciałbym jedynie odciążyć żonę w prowadzeniu auta. Iwona jeździ szeroko, jak kierowca tira, wprawnie i bezpiecznie. Ja jeździć też potrafię, ale nie mam prawa jazdy, za to mam awersję do egzaminów. Dlatego to odkładam. Jednak Iwona zasłużyła, żeby czasem być po prostu pasażerką.

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 11/2026