Dominika Bednarczyk-Krzyżowska i Radosław Krzyżowski to para aktorska związana z dwoma najlepszymi krakowskimi teatrami. Od lat uczą się miłości w zawodzie, który wymaga całkowitego oddania. Wybierają siebie, mimo że teatr zawsze jest obok.
Dominika Bednarczyk-Krzyżowska – absolwentka PWST w Krakowie. Od 1996 roku związana jest z Teatrem im. Juliusza Słowackiego. Zdobyła wiele nagród, a ostatnio za rolę Konrada w głośnej inscenizacji „Dziadów” Mai Kleczewskiej została laureatką Nagrody Kulturalnej Onetu i Miasta Krakowa O!Lśnienia. Gra w filmach i serialach, m.in. w „Informacji zwrotnej”. Wspólnie z mężem stworzyła słuchowisko radiowe „Chronologia wody”. Mama Kai, studentki drugiego roku AST.
Radosław Krzyżowski – absolwent krakowskiej PWST. Po studiach związał się z Teatrem im. Juliusza Słowackiego, działał także w teatrze Offowym. Występował w teatrach krakowskich: Mniejszym, Stowarzyszenie Teatralne Łaźnia, STU. Od lat związany z Narodowym Teatrem Starym. Popularność przyniósł mu serial „Na dobre i na złe”. Zagrał m.in. w dramacie biograficznym „Mój biegun” postać podróżnika Marka Kamińskiego.
Do egzaminu na Wydział Aktorski w Krakowskiej Akademii Teatralnej przygotowywała mnie profesor Alicja Sławecka, nauczycielka impostacji głosu. Kiedyś zaprosiła mnie na zajęcia, abym powiedziała tekst studentom. Zauważyłam wtedy ciemnowłosego, wysokiego chłopaka. Potem, gdy już się dostałam na studia, na pierwszym roku mieliśmy spotkanie ze starszymi rocznikami. Znów go wypatrzyłam i czułam, że coś mnie połączy z tym „gościem”. Widziałam Radka także podczas egzaminu z piosenki, miał fascynujący głęboki głos. Kiedyś siedziałam w akademickim bufecie, a on nagle zapytał: „A może pojechałabyś z nami do Cieszyna? Mamy zespół, jedziemy na koncert”. „Jasne”, rzuciłam. Kupiłam ich perkusiście pałki, bo nie miał, a na podróż słodycze, owoce. Śmieję się, że to była spora, ale dobra inwestycja.
Od tego czasu zaczęliśmy się spotykać, a na pierwszą randkę ambitnie zaprosił mnie na spektakl „Kalkwerk” w reżyserii Krystiana Lupy. To twórca, od którego później nauczyłam się niemal wszystkiego w zawodzie, ale wtedy mało co rozumiałam. Po kilku miesiącach wynajęliśmy z Radkiem mieszkanie i tak „skrobiemy rzepkę” od ponad 33 lat. Od samego początku dużo uczyliśmy się i pracowaliśmy, bo dla nas obojga teatr to wielka miłość i pasja. Zdarzały się momenty, kiedy widywaliśmy się tylko późnym wieczorem. Zawsze jednak organizowaliśmy życie tak, aby odrobić czas spędzony osobno.
Zawodowo bardzo się wspieramy. Wiele razy ocaliliśmy się nawzajem, szczególnie w sytuacjach, gdy któreś z nas miało pracy więcej lub mniej. Gdyby ktoś popatrzył na nas z boku, pewnie zastanawiałby się, jak to możliwe, że tyle lat jesteśmy razem. Radek to introwertyk, uczucia i myśli kryje głęboko, ja ekstrawertyczna, lubię wszystko przegadać. Jednak im jestem starsza, tym lepiej radzę sobie z emocjami. Podziwiam skupienie Radka, jego pracę nad rolą. Nauczyłam się nie ciągnąć go za język, nie dopytywać. Bardzo doceniam to, co przez ostatnie lata zrobił w Starym Teatrze. Przy wielu zmianach i burzach jego umiejętność rozmowy, konsolidacji zespołu, wyłączenie emocji, popatrzenia z boku były bardzo cenne. Lubię z nim rozmawiać o swojej pracy. Zawsze proszę, aby przychodził na moje próby generalne. Wiem, że to bywało dla niego męczące, bo ról, w które wchodziłam bardzo głęboko, miałam sporo.
Gdy urodziła się nasza córka Kaja, dziś dwudziestolatka, poukładała mi priorytety. Osadziłam się, pracowałam nad tym, żeby moje „wewnętrzne trzepotanie” nie wpływało na życie domowe. Przez rok byłam z Kają w domu, a Radek zaczął pracę w serialu „Na dobre i na złe”. Jestem wdzięczna Leśnej Górze, że zatrudniła doktora Sambora. To dało nam wtedy finansową stabilność, a mężowi dużą rozpoznawalność. Widzowie bardzo utożsamiają nas z granymi postaciami. Wielokrotnie na spacerach po Plantach Kaja była brana za dziecko Joasi Liszowskiej, serialowej partnerki Radka. Podziwiam męża, że w kontaktach z ludźmi jest tak cierpliwy, hojny. Zdarzało się, że schodzenie z plaży na wakacjach zajmowało nam godzinę, bo proszono o zdjęcia, autografy. Ustawiałam całe rodziny w kolejce, żeby to jakoś opanować. Nigdy nie było dla mnie problemem to, że Radek wyjeżdża na plan. Tęskniłam, ale doskonale wiem, jakimi prawami rządzi się nasz zawód.
Mąż nauczył mnie poczucia wolności, tego, żeby posiadać swoje miejsca niezależnie od partnera. Kiedyś wydawało mi się, że wszystko będziemy robić razem, jednak zrozumiałam, że może być inaczej. Radek zawsze wybierał się sam w swoje podróże, mroźne rejsy. Kocha Spitsbergen i w tym roku był tam czwarty raz. Ja wtedy zabieram nasze dwa psy i ruszam w moje ukochane miejsce w Pieninach. Zakres zainteresowań Radka jest ogromny, a liczba przeczytanych książek imponująca. To na początku było dla mnie wręcz onieśmielające, ale i bardzo rozwijające. Jego pasje, to m.in. fotografia i astronomia. Kiedyś potrafił godzinami obserwować gwiazdy. Starałam się towarzyszyć mu, ale wymiękałam, bo lubię wstawać wcześnie. Przy Radku nauczyłam się życiowej mądrości i otwarcia na drugiego człowieka. Z wiekiem radykalizuję się, mocno reaguję na wszelkie przejawy nietolerancji, hejt. Mam niezgodę na krzywdę ludzką, zwierzęcą i wtedy działam impulsywnie. Radek zatrzymuje mnie w pół kroku i mówi: „Popatrz z różnych perspektyw i zobacz, czy faktycznie takie, a nie inne zachowanie spowoduje, że osiągniesz, to co chcesz”.
Mieszkamy w niedużym bloku, w dwupoziomowym mieszkaniu, które wygląda trochę jak dom na wsi. Ja jestem zbieraczką, Radek nie lubi nadmiaru. Bywam bałaganiarą, a sprzątam zrywami. W codziennym funkcjonowaniu bazujemy na sztuce kompromisu. Dwa lata temu wyprowadziła się Kaja. Mamy czas, aby przyjrzeć się sobie na nowo. Wsłuchać w siebie nawzajem, zakochać od nowa. I takiego czułego patrzenia nam życzę.
To, co nas łączy, a paradoksalnie również dzieli, to ciekawość świata. Ona nas spaja, daje paliwo do rozmów, dyskusji, ale i konfrontowania się ze sobą. W takich zwarciach dzieją się inspirujące rzeczy, tyle że najczęściej obszary naszych zainteresowań nie pokrywają się ze sobą.
Dominika ma ogrom pasji dla aktorstwa i sztuki, którą oczywiście z nią dzielę, ale są również inne obszary, które mnie absorbują, np. astronomia czy daleka północ. Próbowałem żonę w to wciągać, ale w końcu musiałem uszanować, że to nie są przestrzenie, którą ją intrygują. Dominika bardzo poważnie podchodzi do zawodu aktorki. Każdą rolę traktuje jak eksplorowanie nowego świata i przeważnie udaje się jej docierać do niesłychanie ciekawych miejsc. Kiedy trafia na materiał, który z nią wyjątkowo rezonuje, wiem o tym już po pierwszym tygodniu prób. Widzę, jak coś dzieje się z jej wzrokiem, sposobem mówienia, poruszaniem. Chodzi po domu i coś w jej głowie „się mieli”. I tak wyglądają nasze kolejne dwa, trzy miesiące. A im bliżej premiery, coraz bardziej buduje swój osobny świat, ale ma jednocześnie potrzebę rozmowy o swoich odkryciach. Zdarza nam się pracować razem i wtedy jak w pigułce wychodzi wszystko, co nas łączy, i wszystko, co nas dzieli.
Gdyby ktoś chciał opisać nasz związek, wystarczy, że spędziłby z nami dzień na próbie. Zobaczyłby dwójkę temperamentnych ludzi, którzy się kochają, szanują, ale są kompletnie inni. Wspólnie zrobiliśmy sztuki teatralne, słuchowiska radiowe, gramy razem w filmach, serialach. W Krakowie w zasadzie uchodzimy za taką parę, która działa trochę jak jeden organizm. Często, kiedy pojawiają się jakieś propozycje, słyszymy: „A to może Dominika z Radkiem to zrobi. Albo Radek z Dominiką”. Zdarzają się nawet sytuacje, że ktoś dzwoni do żony i uznaje, że wiadomości w sprawie prób, wyjazdów, które jej przekazał, a które dotyczą również mnie, są załatwione. A przecież jesteśmy mimo wszystko odrębnymi bytami.
Tym co bez wątpienia łączy nas najmocniej, jest Kaja, nasza córka: silna, niezależna, piękna istota. Cudowna mieszanka tego, co w Dominice i we mnie najlepsze, ale i tego, co trudne. Zresztą dynamikę całej naszej trójki można porównać do trójkąta: trzy wierzchołki, każdy ciągnie w inną stronę, ale czuje silny związek z pozostałymi. Zawsze możemy na siebie liczyć. Pewnie w każdym długotrwałym związku uczucia podlegają zmiennej dynamice, czasami się o tym mówi, czasem się to tłumi. My też w pewnym momencie chyba uznaliśmy, że wspólne przeżywanie życia to nasza opcja domyślna. A przecież tak nie jest. Związek to żywy organizm, który potrzebuje paliwa i troski. Czasami musimy sobą wstrząsnąć, żeby przypomnieć sobie, że przecież żyjemy. I że to jedyne, co mamy, a powtórki nie będzie. ich i my ją sobie dajemy. Chyba dlatego, że zrozumieliśmy, że w naszym byciu razem jest głęboki sens. Dominika i jej gotowość, żeby brać na siebie moje problemy, jest niewiarygodna. Nigdy przez te 30 lat nie usłyszałem: „Przepraszam cię, ale wiesz, ja mam teraz swoje bardzo ważne rzeczy i radź sobie sam. Jesteś dorosłym mężczyzną”. Zresztą mam w sobie skrypt, że mężczyzna powinien radzić sobie sam. Może dlatego miewam problem z tym, żeby się otworzyć i korzystać z ofiarowanego dobra.
Mocno pamiętam nasze pierwsze spotkanie. Dominika „wtargnęła” na zajęcia mojej grupy z impostacji w szkole teatralnej. Pierwsze, co zobaczyłem, to ogromne oczy. Oczy, które pożerają świat, absorbują i pochłaniają. Do dzisiaj żona anegdotycznie wypomina mi, że to ona mnie zdobywała. Może była bardziej zdeterminowana i aktywna? Ona na pierwszym roku, ja na trzecim, zajęty tysiącami przeróżnych spraw. Studiowałem, grałem w zespole, wszystko mnie interesowało. I nagle pojawiła się ona - iskra, petarda. Taka jest do dziś. Mało znam osób tak pełnych życia. Z upływem lat jakoś krzepniemy, zmieniamy swą intensywność, ale w Dominice te najjaśniejsze płomienie cały czas buzują.
Oboje sporo pracujemy, ale raczej nie zdarza się, żebyśmy nie znaleźli momentu na obgadanie dnia. Pracujemy w różnych teatrach, więc rytmy naszych dni są wyznaczane przez terminy premier, plany zdjęciowe. Po spektaklach trzeba wyjść z psami. Czasem się targujemy, kto ma to zrobić. Mamy dwa wspaniałe energiczne zwierzaki. Opieka nad nimi wymaga czasu i logistyki, ale radość, którą nam dają, jest nieporównywalna z niczym. Coraz bardziej lubię te momenty, kiedy po prostu mamy czas na bycie w domu. Kładziemy się do łóżka, czytamy książki, coś oglądamy. Albo coś tam skubię przy zdjęciach (lubię fotografować), Dominika jest obok, robi swoje rzeczy, przerywamy, gadamy, potem wracamy do swoich spraw. To momenty, które uwielbiam, jest w nich dużo ciepła i bezpieczeństwa. Proste przyjemności.