Klaudia Gołębiowska na co dzień ubiera gwiazdy i prowadzi pracownię na ul. Jagiellońskiej 3 w Warszawie, gdzie przerabia ubrania i daje im nowe życie. Od siedmiu lat współtworzy styl i wizerunek Beaty Kozidrak. Stroje z szafy artystki będzie można kupić podczas najbliższej edycji targów Jestem Vintage 13 i 14 czerwca w Elektrowni Powiśle. Tam, w strefie ambasadorskiej spotkacie stylistkę, z którą rozmawiamy o modzie z drugiego obiegu.
Kiedy i dlaczego pokochałaś modę vintage?
Jestem "starą duszą". Odkąd pamiętam, fascynowały mnie lata 20. - jedna z najpiękniejszych dekad w modzie i muzyce. Następnie lata 30., 40., 50. znane jako Złota Era, czyli rozkwit Hollywood i niezapomniany styl kreowany przez gwiazdy. Czerpię z tych czasów większość inspiracji. To również rozwój domów mody: Chanel, Schiaparelli, Balenciaga i słynny new look Diora z 1947 roku, które przyczyniły się do zrewolucjonizowania mody. W vintage fascynuje mnie jakość i niepowtarzalność ubrań, biżuterii, torebek. Te modele nie wrócą, choć są często kopiowane, odwzorowywane.
Na co dzień pracuję z kobietami, poznaję ich potrzeby, przerabiam szafy w myśl upcyklingu. Nie wyrzucamy, a przerabiamy to, co już istnieje. Podczas zagranicznych podróży wyszukuję perełki dla moich klientek, często są to unikaty, np. Chanel. Dziś mam na sobie medalion tego domu mody, z lat 80. Ubrania i dodatki z historią różnią się od tego, co oferuje współczesna moda.
Od kilku lat po vintage z zamiłowaniem sięga Gen Z. Czy to efekt większej świadomości dotyczącej ubioru?
Pożądamy tego, co nie jest masowo dostępne. Za vintage stoi wspomniana jakość. Młodzi są zafascynowani estetyką lat 90. i 2000. - dżinsem, krojami oversize, które są uniwersalne dla wielu sylwetek i wpisują się w obecne trendy. W dobie social mediów chcemy się wyróżnić, a z drugiej strony mamy większy dostęp do informacji, polecanych miejsc, co wpływa na świadomość ubioru. Młode pokolenie szuka w modzie indywidualności, podkreślenia osobowości, zwraca uwagę na kwestie ekologii i zrównoważonego podejścia do konsumpcji, a to wszystko znajdziemy właśnie w vintage i modzie z drugiego, trzeciego obiegu.
Mój przykład? Od zawsze chciałam mieć kultową torebkę Chanel, model 2.55. Kiedy wreszcie było mnie na nią stać, odpuściłam, bo miałam wrażenie, że codziennie widzę ją u kogoś na ulicy. Skusiłam się dopiero na reedycję tego modelu - 2.55 Reissue Lucky Charms z 2010 roku. Satysfakcja jest o niebo większa. To model, którego u nas nie ma i to właśnie ta unikalność cechuje dodatki vintage.
Miejsca z modą vintage, które polecasz?
Dobrze znam rynek vintage w Nowym Jorku. Mam tam rodzinę, którą odwiedzam dwa razy w roku. Wskazówka? Jeśli jesteś w USA nie kupuj europejskich marek - mają tam wyższe ceny. Polecam "What Goes Around Comes Around" - miejsce pokochały największe gwiazdy, m.in. J.Lo. W Londynie regularnie zaglądam do "Chelsea Vintage Couture". Są tu unikaty Chanel, Dior, Yves Saint Laurent, Gucci - wszystko starannie wyselekcjonowane, w bardzo dobrym stanie. Z każdego z miejsc, które odwiedzam, staram się przywieźć coś vintage. Ostatnio w Mediolanie kupiłam torebkę Trussardi - nową, ale z drugiej ręki, za 75 euro. Ciekawym doświadczeniem były zakupy vintage w Budapeszcie - jest niszowo, autentycznie i dostępnie cenowo. Praga pod tym względem jest bardziej luksusowa.
W Warszawie lubię Avalonia Vintage w Elektrowni Powiśle, miejsce La Porta Secreta, które tworzą dwie pasjonatki, herivium.pl z apaszkami Hermesa z drugiej ręki. Kibicuję też polskiej marce Umile, która przerabia marynarki.
Które marki wybierają dziś młodzi?
Te, o których nie pomyślelibyśmy jeszcze dwa-trzy lata temu. Kupują Coach, Guess, Juicy Couture. Te sprzed lat mają inną jakość, inne logotypy. Dużą popularnością wciąż cieszy się denim Levi's - stylistyka Destiny's Child, Justina Timberlake'a i Britney Spears z przełomu lat 90. i 2000.
Czy wplatasz elementy mody vintage do szafy Beaty Kozidrak?
Zdecydowanie! Beata Kozidrak bardzo ceni unikaty, lubi nieoczywiste wyróżniające się stroje, wspiera młodych twórców i projektantów. Poznałyśmy się mniej więcej 8 lat temu. Pracowałam wówczas dla marki Mario Menezi, która w ofercie miała m.in. szycie strojów na miarę dla artystów. Opiekowałam się projektami specjalnymi przygotowywanymi dla gwiazd. Któregoś dnia odebrałam telefon z propozycją stworzenia kreacji dla Beaty Kozidrak. Już podczas pierwszego spotkania okazało się, że mamy podobną energię i podobne spojrzenie na modę. Gdy dostałam ofertę stałej współpracy wahałam się tylko przez moment - zastanawiałam się, czy sprostam wymaganiom jednej z najbardziej rozpoznawalnych artystek w Polsce - ikony! Od początku mamy do siebie duże zaufanie, dziś się przyjaźnimy.
Beata Kozidrak słynie z przełamywania stereotypów i w takim duchu kreujemy jej wizerunek i sceniczny styl. Jako pierwsza wprowadziła na scenę buty z wysoką cholewką (kupiła je w latach 80. od przypadkowo napotkanej kobiety). Jednym z jej znaków charakterystycznych są nakrycia głowy - tzw. biker cap, do którego wracamy w ostatnich stylizacjach.
Od kiedy pracujemy razem, wprowadziłam do szafy Beaty dużo ubrań od projektantów zagranicznych i polskich, niszowe marki, upcykling, vintage, drugi obieg. Jesteśmy otwarte na wszystko. Pamiętam, jak na początku jeździłam między miastami: od marek Hector&Karger w Poznaniu, po Pilawskiego w Katowicach. Dziś bawimy się konwencją, łączymy różne style: do upcyklingowych marynarek Umile dorzucam np. wyraziste naszyjniki z lat 80. Efekt? Artystycznie, z fantazją, nietuzinkowo. Tak jak Beata lubi najbardziej!
Skąd pomysł na przerabianie uprań i metamorfozę szafy w myśl upcyklingu?
Zainspirowały mnie moje klientki. Przerobiłam setki projektów - nadałam nowy wygląd zakupionym i noszonym wcześniej ubraniom, dodatkom. W jednym przypadku to zawartość całej szafy, w innym - pojedyncze egzemplarze. Przykłady? Dla jednej z pań stworzyłam kolekcję kimon na bazie jej kolekcji chust Hermèsa, innej przerobiłam futro z lamy od Dolce&Gabbana. Ostatnio wysłała mi zdjęcia z wyjazdu, gdzie pozuje w moim projekcie. Miło, że dzięki mojemu pomysłowi ubranie nie wisi już w szafie. W pracowni czekają kolejne perełki: żakiet Thierry Mugler i body Schiaparelli - także do przeróbki. Fascynujące jest myślenie nad całym procesem, szukanie pomysłu, próba dopasowania do indywidualnych potrzeb. Sprawiam, że uniwersalne ubranie staje się czymś personalizowanym, szytym na miarę. I ta niepowtarzalność w połączeniu z dbałością o jakość są najpiękniejsze.
Co w Twojej szafy jest dla Ciebie najcenniesze?
Zdecydowanie wisior-zegarek po babci z lat 30. który naprawiłam i ozdabiam nim koszule, stylizacje garniturowe. Mam też sentyment do krawata vintage z żakardowego jedwabiu od Hermèsa, który przywiozłam z Londynu. To bliski mojej estetyce element w stylu "power dressing". Inspirują mnie wszelkiego rodzaju nawiązania do kobiecej siły i pewności siebie. Niosą za sobą konkretny przekaz. Styl to strategia. Strojem komunikujemy nasz nastrój, wyrażamy indywidualność i prezentujemy świadomość dotyczącą ubioru.