Mogłoby się wydawać, że moda na intensywne opalanie bezpowrotnie minęła. Krem z wysokim SPF, kapelusz i unikanie słońca w południe stały się standardem dla większości z nas. Tymczasem media społecznościowe znów promują opaleniznę jako synonim atrakcyjnego wyglądu, a jednym z najgłośniejszych trendów tego lata jest #TanTok.
Używając hashtagu #TanTok, użytkownicy TikToka i innych platform społecznościowych dzielą się sposobami na uzyskanie jak najbardziej efektownej (co dla wielu oznacza najciemniejszą) opalenizny. I choć wiele postów dotyczy stosowania samoopalaczy, a więc bezpiecznej formy przyciemnienia skóry, coraz częściej pojawiają się też publikacje, w których wychwalane jest opalanie się na słońcu, a nawet w solarium. Na filmach można zobaczyć efekty „przed i po”, otrzymać instrukcje dotyczące tego, kiedy najlepiej się opalać, jakich kosmetyków przyspieszających uzyskanie złocistego koloru skóry używać oraz jak długo przebywać na słońcu.
Jednym z często powtarzanych internetowych „tipów” jest śledzenie indeksu UV (taką możliwość oferuje obecnie większość telefonów komórkowych). Zamiast jednak traktować go jako ostrzeżenie przed silnym promieniowaniem UV i wskazówkę, kiedy należy unikać słońca, miłośnicy opalenizny wykorzystują go jako wskaźnik najlepszego momentu na opalanie. Im wyższy indeks UV, tym – według nierozsądnych internautów – lepszy moment na opalanie i szybsze uzyskanie intensywnego koloru skóry.
„Zazdroszczę, u mnie tylko 5”, „Chcę się do ciebie przeprowadzić” – to przykładowe komentarze pod postem, w którym internautka prezentuje indeks UV sięgający 11 (przez WHO określany jako ekstremalny). Już przy indeksie na poziomie 3 lub wyższym Światowa Organizacja Zdrowia zaleca pozostawanie w cieniu, stosowanie środków przeciwsłonecznych oraz noszenie nakrycia głowy i odzieży ochronnej.
Prawdopodobnie przyczynia się do tego powrót estetyki końca lat 90. i początku XXI wieku, kiedy opalona skóra była symbolem wakacyjnego stylu życia, a bohaterowie „Słonecznego Patrolu” uchodzili za sekssymbole. Dziś w mediach społecznościowych dużą popularnością cieszą się zdjęcia, na których internautki chwalą się wyraźnymi liniami po kostiumie kąpielowym, a influencerzy często przedstawiają opaleniznę jako element aktywnego stylu życia.
Dodatkowo młodzi użytkownicy internetu często trafiają na dezinformację dotyczącą ochrony przeciwsłonecznej. Według danych American Academy of Dermatology, przytaczanych przez portal Women's Health, aż 64 proc. przedstawicieli pokolenia Z deklaruje, że zetknęło się w sieci z fałszywymi informacjami na temat filtrów SPF, a wielu z nich czerpie wiedzę o pielęgnacji przede wszystkim od influencerów, a nie specjalistów.
Choć opalenizna kojarzy się ze zdrowym wyglądem i wakacyjnym relaksem, ciemne zabarwienie skóry świadczy o zwiększonej produkcji melaniny jako reakcji obronnej organizmu na szkodliwe działanie promieniowania UV. Konsekwencje intensywnego opalania mogą pojawić się zarówno po kilku dniach, jak i po wielu latach. To między innymi powstawanie przebarwień, uszkodzenie włókien kolagenu i elastyny, utrata jędrności, przyspieszone starzenie się skóry, a nawet zwiększone ryzyko rozwoju nowotworów skóry, w tym czerniaka.
Dermatolodzy ostrzegają, że najgroźniejsze dla zdrowia są oparzenia słoneczne, zwłaszcza te odniesione w młodym wieku. Eksperci uważają, że już pięć takich epizodów może zwiększyć ryzyko zachorowania na czerniaka nawet o 80 proc.
„Prawdą jest, że czerniaki najczęściej diagnozowane są u osób dojrzałych, które zwykle nieprawidłowo chroniły swoją skórę przed słońcem lub nie robiły tego wcale. To naturalna konsekwencja nagromadzonych przez lata uszkodzeń skóry, objawiająca się w postaci nowotworu, i to bardzo groźnego, jeśli jest to właśnie czerniak” – mówiła ekspertka Akademii Czerniaka, prof. dr hab. n. med. Grażyna Kamińska-Winciorek.
Młodzi ludzie prawdopodobnie jeszcze nie odczuwają skutków nadmiernej ekspozycji na słońce tak dotkliwie. Często nie są też świadomi, że dzisiejsze ryzykowne zachowania mogą odbić się na ich zdrowiu w przyszłości. A do tego są wyjątkowo podatni na nowe trendy...
Specjaliści są zgodni – nie istnieje „zdrowa” opalenizna uzyskana dzięki promieniowaniu UV. Jeśli zależy nam na efekcie skóry muśniętej słońcem, znacznie bezpieczniejszym rozwiązaniem są kosmetyki samoopalające lub opalanie natryskowe, które nie wiążą się z uszkodzeniem komórek skóry.
Lekarze kategorycznie odradzają też korzystanie z solarium, które zostało uznane przez WHO za czynnik rakotwórczy.
Nie oznacza to, że należy całkowicie unikać słońca. Dermatolodzy zalecają jednak przestrzeganie kilku prostych zasad:
Nie każdy trend z TikToka warto naśladować. Moda przemija, ale skutki nadmiernego opalania mogą pozostać na całe życie.