Niezawodne na co dzień, wieczorem, w upale i przy gorszej kondycji skóry.
W makijażu jestem raczej minimalistką. Podziwiam fantazyjne make-upy, kolorowe powieki i idealne kreski, ale sama najczęściej wybieram oszczędny zestaw: korektor, tusz, róż, odrobinę blasku i delikatny kolor na usta. W tym zestawieniu znalazły się wyłącznie kosmetyki sprawdzone w praktyce. Część poznałam lata temu, część odkryłam niedawno, ale wszystkie regularnie trafiają do mojej kosmetyczki, mimo kolejnych nowości.
Zwykle wystarcza mi korektor. Od lat jestem wierna Camouflage od Catrice. Ma świetną jakość w stosunku do ceny, dobrze kryje zaczerwienienia i sprawdza się wtedy, gdy cera bywa kapryśna. Nie znika po dwóch godzinach i nie wymaga ciągłych poprawek.
Pod oczy najchętniej sięgam po kultowy Touche Éclat Yves Saint Laurent . Rozumiem wszystkie zachwyty nad tym produktem. Nie traktuję go jak typowego korektora, bo nie służy do mocnego krycia. To raczej rozświetlacz w pisaku - błyskawicznie odświeża spojrzenie.
Gdy mam już sięgnąć po podkład, moim faworytem jest Teint Idole Ultra Wear Lancôme. Jest niezawodny. Pięknie wygląda, długo się trzyma, a krycie można stopniować. Zwykle wystarcza mi jedna cienka warstwa.
Na powieki, niezależnie od tego, czy robię makijaż dzienny, czy wieczorowy, wybieram cień w kremie Eyes to Mesmerise Charlotte Tilbury w odcieniu Oyster Pearl. Delikatnie rozświetla powiekę, łatwo się rozprowadza, nie wymaga precyzji i nie ściera się po krótkim czasie.
Przy rzęsach jestem wymagająca. Naturalnie mam je dość długie, ale nie każdy tusz dobrze na nich wygląda. Moim ostatnim odkryciem jest Oh Yes! Douglas Collection. Ma doskonałą szczoteczkę: wydłuża, rozdziela i nie robi grudek. Od lat jestem też wierna maskarze Extension Volume 4D od Eveline.
Jeśli chodzi o policzki, jestem wielbicielką różu w płynie Soft Pinch Liquid Blush Rare Beauty. Mam odcień Joy. To ciepły, letni kolor, który świetnie wygląda przy lekko opalonej skórze.
Z rozświetlaczy najczęściej używam Fluid Sheer Armani. Mieszam go z podkładem, kiedy chcę dodać skórze blasku, albo nakładam solo na kości policzkowe. Latem lubię też odrobinę na obojczykach.
Na usta wybieram Hyaluronic Happikiss w kultowym odcieniu Pillow Talk. Daje lekki kolor, połysk i sprawia, że usta wyglądają po prostu lepiej. Pasuje do makijażu dziennego, ale też do mocniej podkreślonych oczu.
Na koniec kosmetyk, któremu jestem absolutnie oddana, czyli Perfecteur Teint Express od Eisenberg . To produkt, który trzyma mój makijaż w ryzach. Ma nietypową formułę: najpierw wydaje się pudrowa i sucha, ale po rozprowadzeniu na skórze dzieje się magia. Cera jest gładsza, bardziej satynowa, pory mniej widoczne. Bardzo polecam.