Dają delikatny rumieniec, lekki blask i nie wymagają specjalnej precyzji.
Jestem fanką różu, a latem doceniam go szczególnie. Wystarczy filtr, odrobina korektora, tusz do rzęs i trochę koloru na policzkach. Czasami jeszcze kropla rozświetlacza. To najprostszy sposób, żeby cera wyglądała promiennie, nawet przy bardzo oszczędnym makijażu.
Przetestowałam wiele produktów, ale nie wszystkie zostały ze mną na dłużej. Zwracam uwagę przede wszystkim na trwałość - powinien wytrzymać wyższe temperatury, wilgoć i długi dzień poza domem. Ważna jest też aplikacja - produkt musi łatwo się rozprowadzać, nie robić smug i przede wszystkim wyglądać naturalnie. Które polecam? Te pięć sprawdziło się najlepiej.
Bardzo wydajny. Wystarczy naprawdę mała ilość. Mam w odcieniu Joy, który daje ciepły, świeży rumieniec. Pięknie wygląda latem. Formuła jest lekka, ale mocno napigmentowana, dlatego najlepiej nakładać ją stopniowo. Po roztarciu wygląda naturalnie i długo utrzymuje się na skórze.
Ma żelową, przyjemna konsystencję i bardzo łatwo się aplikuje. Świetnie sprawdza się, gdy nie mam dużo czasu na makijaż. Nie obciąża i nie robi smug. Odcień 02 zostawia na policzkach lekki, soczysty kolor. Można nałożyć go również na usta.
Klasyczny róż w pudrze, ale bez suchego efektu. Używam w odcieniu Cheeky Pink. Jest dobrze napigmentowany, więc wystarczy lekko musnąć policzki pędzlem. W składzie jest m.in. olej z orzechów laskowych.
Na pierwszy rzut oka odcień Light Fuchsia może wydawać się mocny, ale po roztarciu wygląda naprawdę bardzo ładnie, jak naturalny rumieniec. Formuła jest lekka i dobrze wtapia się w skórę. Bardzo trwały.
To róż, który daje najbardziej świetliste wykończenie z całej piątki. Mam odcień Rosy Glow i ostatnio sięgam po niego najczęściej. Łatwo się rozprowadza, a cera od razu wygląda na bardziej wypoczętą. W składzie są m.in. kwas hialuronowy i Collageneer™.