materiał partnerski

Ta podróż pozwoliła mi odkryć Tunezję na nowo. Oto 5 filmowych miejsc, do których będę wracać

Ta podróż pozwoliła mi odkryć Tunezję na nowo. Oto 5 filmowych miejsc, do których będę wracać
Fot. Maja Gmiterek

Są podróże, które działają jak mentalny reset. Pozwalają spojrzeć na dobrze znane miejsca z zupełnie nowej perspektywy. Właśnie taka okazała się dla mnie Tunezja. Kraj, który przez lata funkcjonował w zbiorowej wyobraźni głównie jako kierunek all inclusive, odsłonił przede mną swoje bardziej surowe, filmowe i niemal pozaziemskie oblicze.

Tunezja autentycznie

To była podróż przez pustynię, gliniane fortyfikacje i księżycowe krajobrazy, ale również przez opowieści ludzi, którzy od pokoleń żyją w rytmie bedduińskich pasterzy. Wracałam z niej z poczuciem, że zobaczyłam Tunezję nie jako turystka, ale jako obserwatorka świata, którego już nie ma.

Pierwszym miejscem, które całkowicie zmieniło moje wyobrażenie o tym kraju, była Matmata i słynny Hotel Sidi Driss. To właśnie tutaj powstały sceny do „Gwiezdnych wojen”, a podziemne domy Berberów stały się filmową planetą Tatooine. Jednak nawet bez hollywoodzkiego kontekstu miejsce robi ogromne wrażenie. Surowe, wykute w ziemi pomieszczenia dają naturalny chłód i poczucie odcięcia od współczesności. Wieczorem, przy herbacie z miętą, miałam wrażenie, że czas płynie tu inaczej, wolniej i ciszej.

Zupełnie inną energię odnalazłam na Djerbie. Wyspa okazała się nie tylko rajem dla miłośników plaż i śródziemnomorskiej architektury, ale też miejscem, w którym tradycyjne rzemiosło nadal ma realną wartość. Godzinami spacerowałam po lokalnym souku, obserwując stosy ręcznie tkanych pledów, ceramiczne misy malowane intensywnym błękitem i miękkie skórzane buty szyte przez miejscowych rzemieślników. 

Djerba (2)
Djerba
Maja Gmiterek

Najbardziej spektakularnym doświadczeniem okazała się jednak Sahara. Przejażdżka jeepem przez pustynne wydmy miała w sobie coś z filmowej scenografii i medytacji jednocześnie. Pustynia redukuje wszystko do podstawowych emocji: zachwytu, ciszy i pokory wobec natury. Kiedy samochód zatrzymał się pośrodku bezkresnego piasku, zrozumiałam, dlaczego tak wielu reżyserów wybiera właśnie te tereny. Sahara nie potrzebuje efektów specjalnych. Ona sama w sobie jest widowiskiem.

Pustynia
Sahara
maja gmiterek

Wśród miejsc, które zostaną ze mną najdłużej, jest również Mos Espa. To kultowa filmowa osada z „Gwiezdnych wojen”. Mogłoby się wydawać, że tego typu lokacje bywają rozczarowujące poza ekranem, ale tutaj było odwrotnie. Minimalistyczna architektura, piaskowe kopuły i absolutna cisza tworzyły surrealistyczny pejzaż. Spacerując między budynkami, miałam poczucie uczestniczenia jednocześnie w historii kina i w czymś znacznie starszym - pustynnej tradycji życia podporządkowanego naturze.

Star Wars  (1)
Ksar Hadada
maja gmiterek

Podobne emocje wywołał we mnie Ksar Hadada oraz położona niedaleko beduińska wioska Chenini. Kamienne spichlerze przypominające warowne labirynty wyglądają jak gotowa scenografia do filmu science fiction, choć powstały z bardzo praktycznej potrzeby ochrony żywności przed upałem. W Tatawin najbardziej poruszyła mnie jednak prostota codzienności. Dzieci bawiące się między glinianymi domami, kobiety przygotowujące chleb i wszechobecny spokój sprawiły, że ta część podróży stała się czymś więcej niż turystycznym zachwytem.

Tezza-2112
Chenini
Maja gmiterek 

Tunezja zaskoczyła mnie właśnie tym kontrastem między filmowym rozmachem a autentycznością mejsc, które nadal żyją własnym rytmem. I być może dlatego wiem, że będę tu wracać. Nie po to, by jeszcze raz zobaczyć pustynię, ale po to, by ponownie poczuć ten rzadki dziś rodzaj ciszy i podporządkowaniu naturze, którego nie da się znaleźć nigdzie indziej.

 

Autorką zdjęć do artykułu jest influencerka podróżnicza i fotografka Maja Gmiterek.