Kultura

Joanna Piotrowska i Agata Turkot Kobietami Roku Twojego STYLu. "Za ujawnienie zła i zmobilizowanie nas do sprzeciwu"

Joanna Piotrowska i Agata Turkot Kobietami Roku Twojego STYLu. Za ujawnienie zła i zmobilizowanie nas do sprzeciwu
Fot. Filip Zwierzchowski

Trudno opowiedzieć o przemocy domowej, której wielu z nas nie chce dostrzec, nie chce w nią uwierzyć. Poruszyć miliony osób, a części z nich dać nadzieję, siłę do obrony. Trudno stworzyć bezpieczne miejsce, gdzie kobiety, którym dzieje się krzywda, mogą się schronić i dostać pomoc. To zadanie dla odważnych. Pierwszy raz redakcja „Twojego STYLU” przyznała tytuł Kobiety Roku dwóm osobom: Joannie Piotrowskiej, liderce Fundacji Feminoteka, i Agacie Turkot, odtwórczyni głównej roli w filmie "Dom dobry". Obie dają nam przykład, jak przeciwstawić się złu.

Kobieta, której nie jest wszystko jedno, feministka, założycielka Fundacji Feminoteka – Joanna Piotrowska i aktorka Agata Turkot. Daleko od siebie, ale przypadek połączył je w sprawie kobiet. Jedna wspiera te, którym dzieje się krzywda, są bite i upokarzane. Druga w filmie "Dom dobry", zagrała młodą mężatkę doświadczającą przemocy. Ktoś powie: to tylko rola, ale są role misyjne. Na film poszły dwa miliony widzów w trzy tygodnie. Wiele osób zobaczyło w tej historii siebie i odważyło się zadzwonić do Feminoteki po pomoc. Tytuł Kobiety Roku TS jest za ujawnienie zła, które dzieje się za zamkniętymi drzwiami domów i zmobilizowanie nas do sprzeciwu.

Twój STYL: Joanno, 20 lat temu założyłaś Feminotekę, fundację, która pomaga kobietom doświadczającym przemocy. Ta praca ma wyjątkowy kaliber, wartość. Pani Agata tak sugestywnie zagrała bohaterkę "Domu dobrego", że... w fundacji rozdzwoniły się telefony.

Joanna Piotrowska: To prawda. Agata sprawiła, że kobiety, które doświadczają przemocy, identyfikują się z filmową bohaterką. Udało jej się stworzyć postać, która budzi empatię, można ją polubić, zrozumieć. Wiele kobiet potrzebowało tego impulsu. Poszły do kina, zobaczyły w tej historii siebie i poczuły gotowość, żeby poprosić o wsparcie. Dzwoniły do nas, pytały, czy to, czego doświadczają, jest przemocą. Czy zasługują na pomoc i czy nie ponoszą winy za to, co je spotkało. "Dom dobry" wywołał lawinę telefonów również z tego powodu, że producent zgodził się umieścić nasz numer w napisach końcowych. Ten film zrobił mnóstwo dobrego.

Agata Turkot: Wiedziałam, że scenariusz powstał na podstawie prawdziwych historii, nic nie zostało wymyślone, ale zapytałam reżysera, czy nie ma w tym przesady. Jak to możliwe, że w życiu jednej osoby mieści się tyle krzywdy? Przygotowując się do roli, spotkałam się z kobietami, które doświadczyły przemocy. To było ważne dla zachowania uczciwości, by niczego nie koloryzować. Zebrałam mnóstwo opowieści – każda przejmująca. Gdy na planie było mi ciężko, myślałam, że robię to dla tych kobiet. Pomagała mi siła osób, z którymi rozmawiałam, potrzeba niesienia tej historii dalej.

„Ten film nakręcił mężczyzna, to ważne” – powiedziała Joanna. Dlaczego?

Joanna: Często słyszę, że nie wszyscy mężczyźni biją, nie wszyscy są źli. Zgoda. Dlatego, jeżeli jesteś mężczyzną dobrym, coś zrób. Zaangażuj się, zareaguj, wesprzyj, ochroń. Jeśli nie możesz pomóc, wpłać pieniądze organizacjom, które to robią, przekaż ulotkę, wyślij e-mail. Wojciech Smarzowski jest typem dobrego mężczyzny, który wykorzystał swoją pozycję, talent, autorytet, żeby zabrać głos w sprawie kobiet. Opowiedzieć o temacie, który był w niszy. Pojawiał się przy okazji Dni Przeciwko Przemocy czy śmierci kolejnej krzywdzonej, a potem znikał. Wspaniałe jest to, że pan Smarzowski zrobił film w konsultacji z organizacjami pomocowymi, także z Feminoteką, Niebieską Linią i z kobietami, które przemocy doświadczyły. Smutno to zabrzmi, ale ja "Dom dobry" oglądam od 20 lat w historiach osób, które zgłaszają się do nas po pomoc. Po premierze niektórzy mówili, że film jest za mocny, drastyczny. Nie jest. Znamy o wiele gorsze historie.

Rozmawiamy w siedzibie Feminoteki, są tu pokoje gościnne, mieszka w nich kilkanaście kobiet, część z małymi dziećmi.

Joanna: Fundacja zaczęła specjalizować się w pomocy tym, które doświadczają przemocy seksualnej. To najbardziej hardcorowe sytuacje. Od 2022 roku prowadzimy schronisko dla kobiet w trudnym położeniu. To głównie matki, często zagrożone bezdomnością, bo nie miały dokąd uciekać z przemocowego domu. U nas znajdują bezpieczne miejsce. Do wielu schronisk nie przyjmuje się zwierzaków, my mamy króliki, psy, koty – dla tych kobiet i dzieci to ważne, żeby zwierzę było z nimi. Otworzyłyśmy pierwszy – i jedyny na razie w Polsce – punkt pomocy dla kobiet po gwałcie – Femka. Oferujemy wsparcie: od prawnego, psychologicznego, medycznego, terapeutycznego po asystę. Nasza asystentka idzie z pokrzywdzoną na obdukcję, policję, do sądu. Największy ciężar przyjmują specjalistki dyżurujące przy telefonie. To ważna rola. Do niczego nie namawiamy, idziemy za tym, czego kobieta potrzebuje. Wierzymy tym, które dzwonią. Nie podważamy ich doświadczeń ani tego, co czują. Nie jesteśmy sądem, nie weryfikujemy dowodów, nie wydajemy wyroków. Wspieramy. 

260413_TwojStyl_0293
Joanna Piotrowska
Filip zwierzchowski

Pozornie proste pytanie: dlaczego kobietom tak trudno wyjść z tego kręgu piekła? Wykonać pierwszy telefon?

Joanna: Powodów jest kilka. W społeczeństwie brakuje świadomości, czym jest przemoc. Po każdej kampanii edukacyjnej czy naszym wystąpieniu w mediach widzimy odzew. Kobiety nie są pewne, czy to, czego doświadczają, jest przemocą, nie wiedzą, na jaką pomoc mogą liczyć, boją się, że wsparcie jest płatne. U nas nie płaci się za pomoc! Feminoteka współpracowała przy tworzeniu programu edukacji zdrowotnej w części dotyczącej przemocy domowej, seksualnej. Żałuję, że te treści nie weszły do programu obowiązkowego. Edukacja seksualna to element profilaktyki przemocy. To wiedza o granicach, o rozpoznawaniu czynów je przekraczających, ale też o tym, jak reagować i gdzie szukać pomocy. 

Agata: Gdy pracowałam nad rolą, moja wiedza o przemocy wzrosła i zaczęłam ją dostrzegać dokoła siebie, bliżej bądź dalej. To było niesamowite doświadczenie. Gdy człowiek skupi uwagę na problemie, on nagle staje się widoczny, wyraźny, namacalny. Domaga się uwagi, reakcji.

To prawda. Małgorzata, bohaterka "Domu dobrego", jest wykształcona, oczytana, studiowała w Londynie. Wyrwała się z dysfunkcyjnej rodziny, potrafiła zawalczyć o siebie… A jednak stała się ofiarą przemocy. Dlaczego?

Joanna: Dlatego, że to, co dzieje się w relacji z oprawcą, odbiera sprawczość. Kobieta, która doświadcza przemocy: psychicznej, ekonomicznej, fizycznej, seksualnej, czuje się bezsilna, ma niskie poczucie wartości i przekonanie, że została z tym sama. Nikt jej nie uwierzy, bo on powiedział, że jest beznadziejna, głupia, nic niewarta i nie da sobie bez niego rady. Boi się, bo on groził, że zabierze dziecko, skrzywdzi ukochane zwierzę. Tkwiąc w tej relacji, nie widzimy wyjścia, bo nikt nas tego nie nauczył. Znowu wraca wątek edukacji. Gdy w przedszkolu chłopczyk ciągnie dziewczynkę za włosy, mówimy, że to są „końskie zaloty”. Albo „kto się lubi, ten się czubi”. A to przemoc, naruszenie naszych granic. Mózg ma właściwość, która czasem bywa przeszkodą. „Zapominamy” o złych rzeczach, chcemy pamiętać o dobrych. Ten, kto krzywdzi, sprawdza, na ile może sobie pozwolić, i przesuwa granice, a my tego nie dostrzegamy.

Efekt „gotowanej żaby”. To metafora psychologiczna opisująca jak stopniowo przyzwyczajamy się do pogarszającej się sytuacji. Ignorujemy narastające zagrożenie, ponieważ zmiany są powolne, co prowadzi do utraty czujności i ostatecznego „ugotowania”.

Joanna: Każdej kobiecie opowiadamy o kole przemocy. To trójfazowy schemat zachowań sprawcy, obejmujący narastanie napięcia, gorącą przemoc oraz fazę miodowego miesiąca. Mechanizm, który prowadzi do uzależnienia ofiary od sprawcy. Gorąca przemoc to moment wybuchu, bolesny i niebezpieczny, wtedy kobiety często decydują, że muszą coś z tym zrobić. Dzwonią na policję, do nas i innych organizacji, szukają pomocy. Mężczyzna przeprasza, obiecuje poprawę, prosi o wybaczenie. Mówi, że kocha i wszystko będzie dobrze. Obsypuje prezentami i dobrocią. Miodowy miesiąc może trwać krócej, dłużej. Chodzi o to, że wracamy do sytuacji sprzed złego. I gdy kobieta mówi: „Wybaczam ci, wycofuję sprawę, rezygnuję z pomocy”, mija jakiś czas i mężczyzna ponownie zaczyna sprawdzać, na ile może sobie pozwolić. To silny mechanizm, który czasem prowadzi do śmierci ofiary. Kobiety, które raz zgłosiły się po pomoc, a potem wycofały, czują wstyd. Obwiniają się. Myślą: „Nie skorzystałam z szansy, teraz mi powiedzą, że jestem głupa, nieodpowiedzialna, niepoważna. Wszystko wymyśliłam”. 

Podkreślmy, że nigdy czegoś takiego nie usłyszą!

Joanna: Bez względu na to, ile razy zdecydują się przejść to spektrum przemocy, zawsze mogą do nas zadzwonić. Nie będziemy ich oceniać. Zrobimy, co w naszej mocy, żeby pomóc.

Do jakich mroków musiała się pani dokopać w sobie, jaką ranę rozdrapać, by tak brawurowo zagrać Gośkę?

Agata: To była świetnie napisana rola, znakomity scenariusz. Wojtek Smarzowski był dla mnie kompendium wiedzy wszelakiej. Miałam też obok Tomka Schuchardta, który koncertowo mi partnerował i wspierał. Wspaniałą Anię Skorupę, coacha aktorskiego, która mi pomagała. To było kluczowe, bo czując się bezpiecznie w tych niekomfortowych warunkach, po prostu zaryzykowałam. Każdy dzień zdjęciowy był ryzykiem i schodzeniem w głąb siebie. Nigdy jednak nie utożsamiam się z rolą w stu procentach, nie poświęcam prywatnego życia, by coś stworzyć, wykreować. Współczuję Gośce, empatyzuję z nią i pozwalam jej w sobie żyć, ale pamiętam, że to nie ja, to nie moje doświadczenie. Ja jestem Agatą, która wykonuje pracę, służy. Inaczej pogrążyłabym się w szaleństwie.

260413_TwojStyl_0989
Agata Turkot
Filip zwierzchowski

Mądra rada usłyszana na planie?

Agata: To nie było jedno słowo czy złota myśl. Raczej trwające cały czas wsparcie. Obecność osób, które nade mną czuwały. Przechodzenie razem przez różne ekstremalne doświadczenia. Dla mnie to okazało się bezcenne.

W "Domu dobrym", ale i w życiu, bliscy widzą, że ktoś dopuszcza się przemocy, a jednak nie reagują. Dlaczego my, matki, siostry, przyjaciółki, koleżanki z pracy, odwracamy wzrok?

Joanna: Bo nie dowierzamy. Nie chcemy zobaczyć. W głowie nam się nie mieści. Wolimy myśleć, że złe rzeczy przydarzają się tylko ludziom złym. Dobrym – nie. To mechanizm psychologiczny, trudno go obejść, jeśli się go nie zna. Cały czas tli się myśl: „A może ona jednak coś zrobiła? Coś mu powiedziała? Jakoś sprowokowała?”. Z łatwością stawiamy się w roli sądu i wydajemy wyrok. Albo się wycofujemy: „Nie wiem, co tam się dzieje, więc nie będę się wtrącać. Nie będę się angażować. Po co? Tylko kłopoty z tego będą…”. 

Agata: Nie reagujemy, bo się boimy, że przemoc nas wciągnie. Sami oberwiemy. Wstyd jest dziwną, mocną emocją, która towarzyszy przemocy. Wstydzimy się zareagować, bo nie wiemy jak. Nikt nas nie nauczył. Wraca brak edukacji, o którym mówi Joanna. Gdyby już w przedszkolu, w ramach zabawy, nauczycielki tłumaczyły chłopcom i dziewczynkom, że są granice, których nie wolno przekraczać, uczyły uważności, to w dorosłym życiu ich reakcja na krzywdę drugiego człowieka byłaby naturalna. Jednak wciąż tkwimy zapętleni między strachem, wstydem i brakiem wiedzy, które nas hamują. A nie ma nic gorszego niż obojętność.

Ten, kto krzywdzi, może mieć twarz znanego prawnika, senatora, lokalnego polityka, nauczyciela akademickiego, policjanta, lekarza...

Joanna: Gdy ktoś cieszy się prestiżem, szacunkiem, ma wysoki status społeczny, trudno nam uwierzyć, że stosuje przemoc. Przemocowcy są cyniczni i sprytni. Perfekcyjnie budują swój wizerunek fajnego, dobrego człowieka. Często słyszymy: „On? Przecież to taki pomocny, czuły ojciec, mąż, sąsiad. Żonie kwiaty kupuje, dzieci wozi do szkoły. Zawsze szarmancki, płaszcz podaje, drzwi otwiera”. Kobiety często są przekonane, że doświadczają przemocy, bo są tak głupie i beznadziejne, jak im wmówiono. Przemocowiec intensywnie pracuje nad tym, by odciąć ofiarę od osób, od których mogłaby otrzymać wsparcie. To przemyślana taktyka. On nie mówi: „Nie możesz się spotykać. Zabraniam ci”. Tylko: „Dlaczego jedziesz do matki? Ona mnie nie lubi, ja tam nie mogę pojechać. Znowu spotykasz się z przyjaciółkami? One gadają o głupotach. Zostań ze mną. Ja cię kocham. Co? Nie kochasz mnie? Nie chcesz ze mną być?”. Nieustanny szantaż emocjonalny.

Coś się zmieniło przez te 20 lat?

Joanna: Sporo, ale to nie jest zmiana, która byłaby zadowalająca, bo państwo robi mało w kwestii edukacji. Czuję się, jakbym żyła w XX, a nie w XXI wieku. Od kilku lat odbudowujemy relacje z policją i znów dobrze nam się współpracuje. Policjanci chcą się szkolić, pomagać. Natomiast wymiar sprawiedliwości to beton. Prokuratorzy i sędziowie podejmują decyzje, które mogą kosztować życie, a nie chcą poszerzać swojej wiedzy. Mają głowy przepełnione mitami i stereotypami: „Coś musiała zrobić, garów nie umyła, nie ugotowała obiadu na czas, więc puściły mu nerwy”. Dla nich współpraca z organizacją pozarządową byłaby ujmą na honorze. Państwo dało im władzę, a my będziemy ich pouczać, edukować? Generalizuję, ale za każdym razem, gdy zapada wyrok korzystny dla pokrzywdzonej, której pomagamy, wybucha radość. Na sali sądowej często widzimy obrazek: oprawca elegancko ubrany, spokojny, elokwentny. Po drugiej stronie ona, ofiara. Kłębek nerwów, emocji. Kobieta z traumą. Proste pytanie: kto robi lepsze wrażenie przed sądem? „Wariatka”, „niezrównoważona” czy ten porządny obywatel? Jeżeli sędzia nie zna technik manipulacji, stanie po stronie przemocowca. Wyda wyrok w zawieszeniu, oprawca wróci do domu i będzie się mścił.

Przypomnę, że WHO uznało przemoc ze względu na płeć pandemią XXI wieku. Czy nauczyła się pani czegoś od Gośki? Coś zrozumiała?

Agata: Razem z nią ruszyłam w podróż po najczarniejszych, ale też tych jasnych zakamarkach duszy ludzkiej. Mogłam przejść przez mroczne doświadczenia, chowając się za Gośką i nie płacąc realnych kosztów. W laboratoryjnych warunkach dotknąć trudnych tematów, bezkarnie je przetestować. Poczuć, kiedy moje ciało zaczyna się buntować, blokować. Jakich sytuacji nie umiałabym przejść. Która moja reakcja prywatna byłaby podobna do reakcji bohaterki? I co mogę z tym zrobić. Dla mnie jasność Gośki okazała się kluczowa. Wersja, gdzie udaje jej się zawalczyć o siebie, była tą, której się trzymałam. Wsparcie, jakie Gośka dostała od innych kobiet, od swojego stada, które wyciągnęło ją z mroku przemocy i uratowało życie, było dla mnie wspaniałą lekcją. Człowiek może nas wrzucić do szamba, ale też dzięki drugiemu człowiekowi możemy z niego wyjść. Ten film i tę rolę uważam za jedno z najpiękniejszych życiowych doświadczeń.

Joanno, gdyby złota rybka powiedziała, że możesz poprosić o jedną rzecz, co by to było?

Joanna: Jedną rzecz!? Niełatwe pytanie mi zadałaś. Rebecca Solnit pisze w Nadziei w mroku, że w sprawach trudnych należy cieszyć się z małych zmian. Tego się trzymam. Naiwna nie jestem. Ludzie bywają źli… Więc daj mi, proszę, rybko, tyle pieniędzy na Feminotekę, by żadna osoba zatrudniona u nas nie musiała martwić się o finanse i żebyśmy mogły pomóc każdej kobiecie, która do nas przyjdzie

Patronem konkursu "Kobieta Roku" jest YES.
SLIDER YES kobiety roku 2025_680x560

Tekst ukazał się w magazynie TWÓJ STYL nr 06/2026

Fundacja Feminoteka prowadzi bezpłatny ogólnopolski telefon zaufania dla kobiet doświadczających przemocy: 888 88 33 88 (czynny w dni powszednie w godzinach 11:00–19:00). Wpłat wspierających działanie fundacji można dokonywać na konto: ING BSK S.A. 68 1050 1038 1000 0022 9768 3522, KRS 000024288