Wywiad

"Miłość dojrzała jest dla mnie synonimem spokoju". Kamilla Baar rozmawia z Igą Nyc w nowej PANI

Miłość dojrzała jest dla mnie synonimem spokoju. Kamilla Baar rozmawia z Igą Nyc w nowej PANI
Fot. MATEUSZ STANKIEWICZ

Odważna. Była u szczytu kariery, kiedy zdecydowała, że to macierzyństwo jest najważniejszą rolą jej życia. Dziś syn dorasta, a ona zatęskniła za sceną. Czy trudno jest powrócić, pytamy aktorkę Kamillę Baar.

Kamilla Baar o przerwie w karierze

PANI: W 2017 r. odeszłaś z etatu w Teatrze Narodowym, zrezygnowałaś z roli w popularnym serialu, przestałaś pojawiać się w filmach. Dlaczego zaciągnęłaś hamulec i powiedziałaś: „Ja wysiadam”?

Kamilla Baar: Zrozumiałam, że jeśli dalej będę gonić z planu na spektakl i z powrotem, to przegapię coś niezwykle ważnego – dorastanie mojego syna. Jego przemianę z dziecka w młodego mężczyznę. A chciałam mu w tym procesie towarzyszyć. W tamtym momencie, próbując pogodzić bycie matką z galopującą karierą, czułam się źle, bo żadnej z tych rzeczy nie byłam w stanie poświęcić wystarczającej uwagi. Musiałam poustawiać priorytety, a nie miałam wątpliwości, że najważniejsze jest dla mnie bycie mamą.

Wiele aktorek i aktorów po prostu zabiera ze sobą dzieci do pracy, nie rzuca od razu wszystkiego.

Nie chciałam, żeby mój syn dorastał za kulisami i spędzał czas ze mną wtedy, kiedy akurat będę miała chwilę przerwy. Wolałam, żeby żył swoim życiem, nie moim. Zapragnęłam być w domu, szykować obiady, wspólnie czytać i odrabiać lekcje, organizować nocowanki, spotykać się z rodzicami jego kolegów. Tworzyć społeczność i być jej częścią. Budować głęboką więź...

Nie bałaś się, że nie będziesz miała do czego wracać?

Oczywiście. Tym bardziej że wszyscy odradzali mi ten krok. Ale to nie była spontaniczna decyzja, bardzo dobrze ją przemyślałam. I kiedy zapadła, nie dałam się od niej odwieść. Potrafię być asertywna. Starałam się nie martwić na zapas, tylko skupić na tu i teraz. Bardzo pomagały mi w tym praktyka jogi, medytacja i kontakt z naturą. Ten czas zatrzymania się był mi potrzebny, żeby zatęsknić za zawodem i zrozumieć, że to jest właśnie to, co chcę robić. Zobaczyć wyraźniej, kim tak naprawdę jestem, zauważyć swoje potrzeby. Czy stałam się dzięki temu mądrzejsza? Na pewno dojrzalsza. Pewnie to zabrzmi patetycznie, ale wtedy narodziłam się nowa ja. Poczułam wolność. I sprawczość. Nagle nic nie musiałam, a wszystko zależało już tylko ode mnie.

Czym się w tym czasie zajmowałaś?

Uczyłam się nowych rzeczy, np. poznawałam tajniki ogrodnictwa i kuchni wegetariańskiej, a zawodowo próbowałam sił na innych niż aktorstwo polach. Przez jakiś czas opiekowałam się końmi, a później prowadziłam galerię sztuki współczesnej. Zajmowałam się młodymi twórcami oraz twórcami zapomnianymi z kręgu abstrakcji geometrycznej. Sztuka zawsze była mi bliska, a dzięki temu poznałam ciekawych ludzi, pojechałam na targi sztuki do Bazylei i Londynu. Szlifowałam angielski. Nie nudziłam się. Przekonałam się również, jak wielkim wysiłkiem jest zajmowanie się domem na pełen etat, i chciałabym, żeby praca kobiet na tym polu była bardziej doceniana. Przypomniałam sobie wtedy moją babcię Rózię, która mieszkała na wsi. Kiedy do niej przyjeżdżałam, była w nieustannym ruchu. Bo od świtu zajmowała się zwierzętami, sprzątała dom, przygotowywała nam posiłki, sprzątała kościół i kiedy siadała na kanapie, był już wieczór.

Kiedy poczułaś, że chcesz wrócić do aktorstwa?

Patrzyłam na syna i widziałam, że jest coraz bardziej niezależny, że rozpościera skrzydła i potrzebuje więcej przestrzeni na samodzielność. Na tamtym etapie moja tęsknota za zawodem była naprawdę duża. To cudowne uczucie grać na scenie - kiedy jesteś sobą, ale stajesz się kimś kompletnie innym.

Kamilla Baar w sesji okładkowej do magazynu PANI czerwiec 2026
fot. MATEUSZ STANKIEWICZ

Kamilla Baar o synu

Na festiwalu w Gdyni „Vinci 2” walczył o Złote Lwy z „Ministrantami” Piotra Domalewskiego, w których jedną z głównych ról zagrał twój 15-letni syn Bruno. Niedawno film został też pokazany na Mastercard OFF CAMERA w Krakowie. Duży sukces.

To był prawdziwy prezent od losu. Szczególnie że „Ministranci” zdobyli w Gdyni główną nagrodę. Byłam dumna, bo staram się wychowywać Bruna tak, żeby zaszczepić w nim zainteresowanie kulturą. Namawiam, żeby dużo czytał, dużo oglądał, słuchał muzyki, żeby rozwijał swój potencjał na wielu polach, czy to będzie koszykówka, narciarstwo, czy język angielski. Jestem fanką życia i uważam, że im więcej człowiek umie, tym pełniej jest w stanie z tego życia korzystać.

Byłaś z nim na planie?

Tak. Jak chłopcy chcieli się napić herbatki, robiłam herbatkę. Wolą bawarkę? Nie ma problemu, szłam po mleko. Nie wtrącałam się absolutnie w to, co działo się na planie, bo wiedziałam, że syn trafił najlepiej, jak mógł. Piotr Domalewski roztoczył nad chłopcami opiekę. Tam było dużo śmiechu, męskiego wsparcia i kreatywności. Byłam więc spokojna. I kiedy akurat nie parzyłam herbaty, mogłam siedzieć w kamperze i czytać książkę. Jest też w filmie scena, w której zagrałam jako statystka – siedzę w kościele pośród wiernych. To pamiątka z mojej obecności na planie. Kiedy pojechaliśmy na festiwal do Gdyni, chłopcy trzymali się z ekipą swojego filmu, a ja swojego. Bardzo synowi kibicowałam, ale stałam z boku.

Czujesz już, że moment, kiedy wyfrunie z gniazda, jest coraz bliżej?

Tak. I zawsze dążyłam do tego, żeby był samodzielny. Znasz to powiedzenie, że dzieci wychowujemy nie dla siebie, tylko dla świata? Namawiam syna, żeby spotykał się z różnymi osobami, żeby jeździł na wyjazdy bez mamy czy taty. Ja byłam odważna w poznawaniu świata, nie bałam się ludzi, a jednocześnie starałam się być wyważona, i to samo przekazuję jemu. Mówię, żeby doświadczał, eksperymentował i poznawał samego siebie. Bruno ma swój odrębny świat, ale łączy nas bliska więź, pełna troski i zaufania.

Kiedy rozmawiam z aktorkami, zazwyczaj przyznają, że nie chciałyby, żeby dzieci poszły w ich ślady. Ty jesteś innego zdania?

Ja uważam, że uprawiam najpiękniejszy zawód na świecie. On oczywiście jest trudny, ale który nie jest? Zawsze kiedy chcesz coś w swojej profesji osiągnąć, jesteś na wysokim poziomie emocji. Syn zdaje sobie sprawę, że aktorstwo to praca wymagająca bardzo dużo pokory, ale obserwując swoich rodziców, widzi też, jak cudowne i wartościowe jest obcowanie ze sztuką. Najważniejsze, żeby był pracowity, miał otwartą głowę i szczęście do otaczających go ludzi. 

Kamilla Baar w sesji okładkowej do magazynu PANI czerwiec 2026 - 1
fot. MATEUSZ STANKIEWICZ

Kamilla Baar: "Jestem teraz w związku partnerskim, który daje mi masę satysfakcji"

A wierzysz jeszcze w romantyczną miłość taką jak w „Wichrowych wzgórzach”?

Moje myślenie o miłości bardzo się na przestrzeni lat zmieniło, ale z przekonaniem mogę powiedzieć, że miłość romantyczna istnieje. Jestem teraz w związku partnerskim, który daje mi masę satysfakcji. I dziś uważam, że choć przeciwieństwa się przyciągają, to jednak w związku ważniejsze są podobieństwa. Te same zainteresowania, wspólne pasje, zbliżony gust, ale też podobne odczuwanie świata, zasady, wrażliwość. Życie składa się z codzienności, więc to dobrze, kiedy partnerzy mają takie same rytuały. Dzisiaj romantyzm to już nie są dla mnie motyle w brzuchu, tylko bezpieczeństwo, akceptacja i przyjaźń. Zrozumiałam, że słowo „miłość” jest bliskoznaczne z miło - z drugą osobą tak właśnie ma nam być. Miło. Miodowo. Dlatego ze swojej strony robię wszystko, żeby wywoływać na twarzy mojego partnera uśmiech. Miłość dojrzała jest dla mnie synonimem spokoju, ale to nie znaczy, że nie przeżywam wysokich temperatur. Wręcz przeciwnie, nie wyobrażam sobie letniej miłości. Z moim partnerem podróżujemy razem po świecie, ale nie nocujemy w luksusowych hotelach, tylko w namiotach i bungalowach, nie jeździmy wynajętymi samochodami z wielkimi walizami w bagażniku, tylko pakujemy małe plecaki i wsiadamy do tuk-tuka, autobusu, pociągu czy na prom i poznajemy kraj. I to jest takie nasze, to jest ta „gorączka” relacji, w której poznajemy się z najbardziej nieoczekiwanych stron.

Ponoć wspólne podróże to test dla związku, a po wakacjach jest najwięcej rozwodów.

Bo to jest moment, kiedy jest się z drugim człowiekiem 24 godziny na dobę, bez rozpraszaczy w postaci codziennych obowiązków. Zasypiasz z tą osobą codziennie i budzisz się obok niej i to jest czysta, niczym niezmącona obecność. Następuje więc szybka weryfikacja, czy dobrze się z tym człowiekiem czujesz w każdych okolicznościach, niezależnie od warunków. My przeszliśmy ten test pozytywnie. (śmiech)

Skoro każdy z nas pisze scenariusz o samym sobie, to czy ty jesteś zadowolona ze swojej opowieści?

Jestem szczęśliwa. I zadowolona z tego, że podjęłam różne, nie zawsze łatwe decyzje. Że mam masę pomysłów i energii, że wciąż mi się chce. Jestem w ciągłym ruchu. Radosna i pełna życia. Teraz np. zabieram mamę do Londynu, potem syna i bratanka do Kopenhagi. Ktoś kiedyś pokazał mi świat, a teraz ja chcę pokazywać go innym. Nauczyłam się doceniać to, co mam, i cieszyć się każdą chwilą.

Kim jest Kamilla Baar?

Kamilla Baar - Rocznik 1979. Aktorka filmowa, telewizyjna i teatralna. Urodziła się w Człuchowie na Pomorzu, mieszkała m.in. w Poznaniu i w Tychach. Studia ukończyła w Warszawie w Akademii Teatralnej, a jej spektakl dyplomowy, „Sen nocy letniej”, wyreżyserował Jan Englert. Na scenie debiutowała przedstawieniem „Norway Today” Macieja Sobocińskiego w Starym Teatrze w Krakowie, a następnie przez kilkanaście lat była związana ze stołecznym Teatrem Narodowym, z którego odeszła w 2017 r. Pracowała tam m.in. z Jerzym Jarockim, Iwanem Wyrypajewem i Mają Kleczewską. W kinie zadebiutowała filmem „Vinci” Juliusza Machulskiego, a w telewizji dużą popularność przyniosła jej rola Ewy w serialu „Na dobre i na złe”. Jest laureatką m.in. Telekamery dla najlepszej aktorki. Była dwukrotnie zamężna, z aktorem Wojciechem Błachem ma 15-letniego syna Brunona.
Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 06/2026