Wywiad

"Potrafię być dla siebie czuła". Kinga Preis rozmawia z Igą Nyc w nowej PANI

Potrafię być dla siebie czuła. Kinga Preis rozmawia z Igą Nyc w nowej PANI
Fot. BARTEK WIECZOREK

Kiedyś aktorstwo było dla niej całym światem. Grała wielkie role, ale nie umiała docenić samej siebie. Nam przyznaje, że dziś coraz rzadziej myśli o sobie w kontekście zawodowym. „Największą wartość ma dla mnie to, że potrafię walczyć o drugiego człowieka. W tym jestem świetna”.

Kinga Preis: "Przez całe lata unikałam obecności w mediach społecznościowych"

PANI: Planujesz zostać influencerką kulinarną? Twój filmik na Instagramie o robieniu sera camembert ma trzy miliony wyświetleń.

KINGA PREIS: Nie planuję. (śmiech) Przez całe lata unikałam obecności w mediach społecznościowych, więc teraz wiele osób pyta, co odmieniło się w moim życiu, że prowadzę Instagram. W moim nic, ale brak konta na takich portalach nie jest wartością dodaną w mojej branży. Dlatego jestem tam obecna z pewnego „wyrachowania”. Bo chcę pracować, chcę grać. A dziś, czy mi się to podoba, czy nie, to ilość polubień i followersów często decyduje o kolejnych propozycjach. Zdarzyło mi się przez ostatnich kilka lat nie zrobić ciekawych dla mnie rzeczy właśnie dlatego, że nie prowadziłam konta na Instagramie. Zresztą twierdzenie, że to ja je prowadzę, jest mocno na wyrost.

W takim razie kto prowadzi?

Wiktoria, prywatnie dziewczyna mojego syna Antka. Skończyła fotografię i doskonale się orientuje, jakimi prawami rządzą się media społecznościowe. Dla mnie bez różnicy, czy wrzucę post w piątek o godzinie 17, czy w poniedziałek o 9 rano. Ona wie, że lepiej w poniedziałek, bo ludzie siedzą w pracy i z nudów scrollują. Albo że filmik nie powinien być dłuższy niż kilkanaście sekund, bo i tak po pięciu użytkownicy przełączają się na następny i następny, szukając szybkiej dopaminy. Ja tych wszystkich reguł nie znam. Wiktoria jest nie tylko autorką zdjęć, ale też przewodniczką prowadzącą mnie po wirtualnym świecie za rękę. Ja wybieram temat i układam treść, a resztą zajmuje się ona. Najchętniej pokazuję na Instagramie rzeczy związane z moją działalnością zawodową, ale wiem, że czasem muszę też wrzucić jak robię ser, ocet jabłkowy czy kadry z życia. Tworzenie tych treści nie jest dla mnie szczególnie bolesne, ale jednocześnie odczuwam pewien bunt związany z tym, że wejście w świat social mediów nie było moim w pełni autonomicznym wyborem.

Kinga Preis: "Moje pokolenie w przytłaczającej większości stawiało zawód na piedestale"

Twój 28-letni syn, Antoni Preis, też związał się z branżą. Często rozmawiacie o pracy?

My w ogóle dużo rozmawiamy, o wszystkim. Pilnuję, żebyśmy spędzając razem czas, nie siedzieli z nosami w telefonach, tylko prowadzili wymianę myśli. Jestem zresztą przewrażliwiona w tej materii i jak tylko syn zerka na ekran komórki, to już doszukuję się w tym symptomów uzależnienia. (śmiech) Ale jeśli chodzi o zawód, to podejście Antka jest zupełnie inne niż moje. Zdrowsze. Dla niego to jest po prostu praca. Oczywiście interesująca, ale mimo wszystko praca. I kropka. Dla mnie, kiedy byłam w jego wieku, aktorstwo było całym światem. Nie rozdzielałam życia na prywatne i zawodowe. Dlatego zazdroszczę młodym, że oni mają tę umiejętność od samego początku. Moje pokolenie w przytłaczającej większości stawiało zawód na piedestale i to się często odbywało kosztem bliskich. Wielu moich kolegów prawie nie uczestniczyło w wychowywaniu dzieci i dziś tego żałuje.

Mam wrażenie, że tobie jednak udało się zachować odpowiedni balans między zawodem a życiem rodzinnym.

To wynika z wychowania, jakie odebrałam. Pomógł też fakt, że ja nie żyję w miejscu, w którym pracuję. Jak jestem w domu, to nie muszę jechać o świcie na plan. Nie wracam też po 12 godzinach zdjęć zmęczona i poirytowana faktem, że trzeba jeszcze ogarnąć dom. Wtedy moja uwaga i czas są zarezerwowane dla bliskich. Ale kiedy pracuję, to jestem oddalona o 360 kilometrów od zmartwień dnia codziennego, więc mogę skupić się na pracy. Uważam, że to właśnie ten wyraźny rozdział życia prywatnego i zawodowego pozwolił mi nie zwariować. (śmiech) Jedyne, co się przez te lata zmieniło, to znużenie podróżą. Kiedyś mogłam jeździć w tę i z powrotem, a teraz dostaję drgawek na widok walizki. A potem licytuję się na planie z kolegami z Warszawy, którzy narzekają na stanie w korkach: „To ile jechałeś, 40 minut? Ja cztery godziny”. (śmiech)

 

Kinga Preis o wolontariacie: "To jest zajęcie, które angażuje serce, umysł, każdą komórkę"

Wrzuciłaś na swoje konto również kulisy powstawania spotu dla hospicjum.

Zrobiliśmy go wspólnymi siłami m.in. z moją „synową” i synem. On stanął za kamerą, a ona wymyśliła kontent, zdobyła dekoracje i sprzęt oraz znalazła ludzi, którzy za free zajęli się światłem czy dźwiękiem. Wcześniej, kiedy w moim środowisku rozpuściłam wici, że chcemy nakręcić film dla hospicjum i potrzebna jest pomoc, niewielu było chętnych na pracę za darmo. Ale uparłam się, że w końcu uda się znaleźć ludzi, którzy zrobią to nie dla pieniędzy, ale z potrzeby serca. Ja wychodzę z założenia, że skoro już mam znaną gębę, to niech ona się komuś lub czemuś przysłuży.

Ty nie tylko dajesz „gębę”, ale też aktywnie działasz jako wolontariuszka.

Nie chodzi o to, żeby zrobić coś dla uspokojenia swojego sumienia. Potrzebna jest realna obecność. Wiadomo, że najchętniej uciekamy od cierpienia, ja też na początku bałam się, czy to wszystko udźwignę, ale namawiam, żeby nie odwracać wzroku, nie uciekać w obawie, że zobaczymy coś strasznego. Hospicjum dziecięce, w odróżnieniu od hospicjów dla dorosłych, nie jest wyłącznie miejscem na ostatni moment życia. Do nas trafiają dzieci nieuleczalnie chore, w przypadku których medycyna wyczerpała już swoje możliwości, ale często są z nami wiele lat. Jesteśmy przede wszystkim hospicjum domowym, czyli dziecko mieszka we własnym domu, a my pomagamy na różnych polach, ale mamy też u siebie tzw. dzieci społeczne, które zostały przez swoich rodziców zostawione. Nasze hasło to „Pokoloruj im świat” i zarówno ja, jak i dziesiątki innych osób pracujemy na to, wręcz stajemy na rzęsach, żeby te dzieci czuły się szczęśliwe i kochane. Żeby miały dogoterapię czy ślimakoterapię (śmiech), bo hodujemy gigantyczne ślimaki afrykańskie, które chodząc po dziecku, stymulują różne punkty na jego ciele. Chcemy, żeby nasze dzieci mogły żyć intensywnie i śmiać się jak najczęściej. Niektóre z nich nie potrafią odwzajemnić naszego uśmiechu, ale ja wiem, kiedy czują radość.

Udaje ci się godzić wolontariat z aktywnością zawodową?

Bywa intensywnie, bo w przeciwieństwie do zawodu aktorki praca w hospicjum to zajęcie, które nigdy się nie kończy. Nawet kiedy idę spać. Gdy wracam ze zdjęć, to mogę odwiesić przysłowiową rolę na wieszak i pójść na spacer z psem, zrobić obiad czy pogadać z mężem, nie myśląc o tym, co działo się tego dnia na planie. Ale gdy przyjeżdżam z hospicjum, to trybiki w głowie pracują cały czas. To jest zajęcie, które angażuje serce, umysł, każdą komórkę.

Kinga Preis w nowej PANI
BARTEK WIECZOREK

Kinga Preis: "Liczy się jakość kontaktów, nie ich ilość"

Jeszcze niedawno dużo mówiło się o zjawisku FOMO, Fear of Missing Out, czyli poczuciem strachu przed tym, że coś właśnie nas omija. A teraz psychologowie zauważają, że coraz częściej odczuwamy jego przeciwieństwo, czyli ROMO, Relief of Missing Out, tłumaczone jako ulga, że coś nas ominęło.

Jeśli mam wybór, wolę zostać w domu, gdzie nie muszę wciągać przysłowiowego brzucha i pokazywać się w wersji na wynos. Zresztą dobrze mi jest z dala od artystycznego zgiełku. W ogóle za tym nie tęsknię.

Twoi koledzy i koleżanki opowiadają, że na planie jesteś niezwykle zabawna.

Ja bardzo lubię ludzi, ale krąg bliskich mi osób jest bardzo wąski. I uważam, że to dobrze. Bo liczy się jakość kontaktów, nie ich ilość.

 

Kinga Preis: "Byłam swoim najsurowszym krytykiem"

Kiedyś mówiło się, że dla aktorek 50+ nie ma dobrych ról. To się chyba zmieniło?

Dla mnie 55 lat, bo tyle mam, to świetny dla kobiety wiek. Oczywiście mogłabym narzekać, że pewne rzeczy już mi się nie przytrafią, że np. nigdy więcej się nie zakocham, ale może to dobrze? Bo musiałabym się rozwodzić. W tym wieku strzyka już w kościach i skóra wiotczeje, ale ja dopiero teraz – i mówię to bez kokieterii – zyskałam poczucie własnej wartości. Wcześniej nie miałam komfortu sobą samą - ani jako kobieta, ani matka, ani aktorka. A przecież grałam w dobrych produkcjach i udawało mi się godzić wychowywanie dziecka z pracą. Ale uważałam, że na każdym z tych pól powinnam robić jeszcze więcej, jeszcze lepiej. Byłam swoim najsurowszym krytykiem. Na szczęście nauczyłam się odpuszczać. Nie ścigam się już sama ze sobą o najwyższe miejsce na podium i potrafię być dla siebie czuła. Wiem, co jest we mnie dobre, a co jest złe, i doceniam człowieka, jakim jestem. Ale czy 50+ to jest dobry wiek dla aktorki? Nie wiem… Na szczęście ja już coraz rzadziej myślę o sobie w kategoriach zawodowych. Od 17 lat działam w hospicjum i największą wartość ma dla mnie to, że potrafię walczyć o drugiego człowieka. I jestem w tym dobra. Jestem w tym wręcz zaje***ta.

Kim jest Kinga Preis?

Kinga Preis - Rocznik 1971. Aktorka teatralna i filmowa. Debiutowała jeszcze podczas studiów we wrocławskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w spektaklu Jerzego Jarockiego w Teatrze Polskim, a potem przez wiele lat była związana z tą sceną. Laureatka sześciu Nagród Filmowych Orzeł, m.in. za „Ciszę” Michała Rosy, „W ciemności” Agnieszki Holland i „Pod Mocnym Aniołem” Wojciecha Smarzowskiego. Z kolei w Gdyni doceniono jej role m.in. w „Komorniku” Feliksa Falka” i „Święcie ognia” Kingi Dębskiej. Aktorka wystąpiła też w filmie „Cztery noce z Anną” Jerzego Skolimowskiego. Dużą popularność i sympatię widzów przyniosła jej rola w serialu „Ojciec Mateusz”, który doczekał się już 34 sezonów. Od 2010 r. jest ambasadorką Fundacji Wrocławskie Hospicjum dla Dzieci.
Jej partnerem życiowym jest Piotr Borowiec, z którym ma 28-letniego syna Antoniego.

 

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 05/2025