Wywiad

Agata Kulesza rozmawia z Beatą Nowicką: "Wiele głupot robimy z powodu braku akceptacji"

Agata Kulesza rozmawia z Beatą Nowicką: Wiele głupot robimy z powodu braku akceptacji
Agata Kulesza w sesji okładkowej do magazynu Twój Styl
Fot. Aleksandra Zaborowska

Jej role rozjeżdżają widzów. Nawet drugoplanowe, choćby Jolka w "Domu dobrym", zapisują się w pamięci. Agata Kulesza w jednym spojrzeniu potrafi zamknąć miłość, ból, okrucieństwo. Jest mistrzynią budowania złożonych, kontrowersyjnych postaci. Mówi: „Aktor nie ma bronić bohaterów, ma ich zrozumieć. Nawet złych”. Trzeba swoje przeżyć, żeby to umieć.

O takich aktorkach mówi się, że zagrają świetnie nawet kamień. Agata Kulesza każdą rolą pokazuje, że może być lepsza. Jakby jej talent nie miał granic. Ale musiała poczekać, by ją doceniono, zauważono. Doszła do mistrzostwa, ufając intuicji, instynktowi, zachowując pokorę. Swoje bohaterki wypełnia emocjami trafionymi w punkt. W pojedynczym geście, słowie, spojrzeniu potrafi zamknąć cały tragizm postaci. To sprawia, że po wyjściu z kina inaczej patrzymy na świat. Na siebie. Dlatego to od niej reżyserzy zaczynają budować obsadę. A czy ona cieszy się z osiągnięć? – Najgorzej umościć się w ułudzie. Ten zawód jest wspaniały, kiedy miłość jest wzajemna. Teraz tworzymy bardzo dobry związek. Kochamy się – mówi. Nie zawsze tak było.

Agata Kulesza: "Mam nadzieję, że jeszcze zagram rolę, która mnie samą zaskoczy"

Twój STYL: Patrząc na Różę, Wandę z Idy, Teresę z 25 lat niewinności... czy Inę ze spektaklu Merylin Mongoł, mam wrażenie, że dotknęła pani „mięsa” życia. Już wie wszystko o duszy ludzkiej.

Agata Kulesza: Oj, nie…! Wiem tyle, ile każdy uważny człowiek. Czujność i zmysł obserwacji to część mojego zawodu. Dzięki rolom, które zagrałam, własnym przeżyciom czy doświadczeniom przyjaciół poznałam wiele kolorów natury ludzkiej, schematów zachowań, ale na pewno nie wszystkie. Przede mną wciąż dużo do odkrycia. Mam nadzieję, że jeszcze zagram rolę, która mnie samą zaskoczy. A z „mięsa” życia zaliczyłam to, co każdy: porażki i sukcesy, radość, cierpienie i codzienność, która potrafi przytłoczyć. Chociaż zdaję sobie sprawę, że jako aktorka jestem w pozycji uprzywilejowanej. Mam życie ciekawe, nieprzewidywalne, związane z barwnymi ludźmi.

Nie ma w nim przestrzeni na nudę. Przyznam, że z wiekiem nauczyłam się celebrować codzienność. A pani?

Ja również. Wieczorem, wracając po przedstawieniu do domu, spoglądam w okna, w których świeci się światło. Wyobrażam sobie toczące się tam życie: zupa na kolację, rozmowa na kanapie, nowy odcinek serialu. Zawsze zakładam, że jest tam dobrze, ciepło. Gdy trafia mi się kilka dni nudy – bez stresu, wstawania o piątej rano i wracania tylko po to żeby się przespać – robię proste rzeczy, które mnie cieszą. Kiedy Marianka była mała, piekłam ciasta, uwielbiałam ten zapach. Teraz nie piekę, bo nie jem cukru, ale polubiłam zapach rosołu. Więc rosół pyka w garze, a ja robię pranie, porządkuję dokumenty, zajrzę do lodówki, sięgnę po zapomnianą książkę. Popatrzę na smugę światła wędrującą po ścianach i pomyślę: jak ten czas pędzi! Idę przez park odebrać paczkę, oglądam świat, który budzi się na wiosnę. Doskonale umiem robić nic.

260306_TwojStyl_AKulesza_0628_r3
fot. Aleksandra Zaborowska

Agata Kulesza: "Nie uporamy się ze wszystkim demonami, ale możemy zacząć myśleć o sobie lepiej, szanować się"

Niektóre pani bohaterki rozgoryczone życiem, zawiedzione mężczyznami czy sfrustrowane sobą uciekają w używki. Jak prokurator Dorota, alkoholiczka z Zabawy, zabawy. Ma pani ulubione używki?

Papierosy, niestety. Ale myślę o tym, że powinnam rzucić, może podejmę wyzwanie. Na razie odstawiłam gluten, laktozę i cukier. No więc po kolei. Oswoję się z życiem bez cukru, zajmę się nikotyną. Widziałam – i wciąż widuję – osoby, które nie wytrzymując naporu rzeczywistości, szukają ulgi w zakupach, alkoholu, dragach, dopalaczach. Uciekamy przed bólem, strachem, samotnością, brakiem celu. Uzależnienie to choroba. Nasze słabości często wynikają z wrażliwości, bezsilności. Dobrze, że ludzie chodzą na terapie i próbują rozgryźć, czego im w życiu brakuje. Nie mam złudzeń. Nie uporamy się ze wszystkim demonami, ale możemy zacząć myśleć o sobie lepiej, szanować się.

Uprawia pani dość brutalny zawód, szczególnie dla kobiety, bo związany z fizycznością, z wyglądem. Przemijanie panią przeraża?

Niedługo na ekrany wejdzie film Czas, który nie nadszedł Julki Rogowskiej, ze zdjęciami Mikołaja Sygudy. Młodzi ludzie. Lubię młodych. Interesuje mnie ich punkt widzenia. Film jest dystopijną opowieścią o świecie, w którym starość to tabu. Ludzie korzystają z rewolucyjnej kuracji antygeriatrycznej, zapewniającej młodość i miejsce w nowym społeczeństwie. Nie wiadomo, ile kto ma lat. Sara, moja bohaterka, odmawia poddania się kuracji i zostaje wysłana do Ostoi, przechowalni dla starców. Ucieka stamtąd. W naszej rzeczywistości starsi ludzie stają się przezroczyści, niewidzialni. W filmowej wszyscy Sarę zauważają, bo odstaje od „normy”. Budzi strach i obrzydzenie. Mam wrażenie, że pogoń za młodością…

260306_TwojStyl_AKulesza_0401_r3
fot. Aleksandra Zaborowska

Agata Kulesza: "Nie wstrzykuję sobie wypełniaczy. To nie dla mnie"

...nigdy się nie kończy. Też mam takie poczucie.

Widzę, że się starzeję. Mózg wciąż nieźle pracuje, ale nie mam już takiej ostrości spojrzenia jak kiedyś. Skóra wiotczeje, ciało się zmienia. Hormony inaczej działają, metabolizm zwalnia. Wiem, że te zmiany trzeba zaakceptować. Wiem też, że można wiele zrobić, żeby lepiej wyglądać. Dbam o siebie i staram się myśleć, że nie jest źle. Chociaż niedawno zobaczyłam swój wywiad w telewizji i byłam przera- żona. Pocieszałam się, że światło było kiepskie. Chciałabym się ładnie starzeć. Każdy chce, a nie każdemu jest dane. Niektóre koleżanki mają świetne geny, nie przeskoczę tego. Nie wstrzykuję sobie wypełniaczy. To nie dla mnie. Muszę widzieć swoją twarz. Ale niech każdy robi, co chce. Dokonałam wyboru, trochę jak Sara. Postanowiła, że zestarzeje się naturalnie i poniosła konsekwencje. Ale może się okazać, że spotkamy się za siedem lat, a ja pani powiem: „Tu wstrzyknęłam, tam naciągnęłam i czuję się piękna”.

Ewa Szykulska powiedziała mi niedawno: „Zapracowałam sobie na ten pysk. Moja twarz opowiada moje życie. Kiedyś była »non-iron«, niewymagająca prasowania. Teraz jest niewyprasowana”.

Ewa jest wspaniała. Szanuje i lubi siebie. O to tak naprawdę powinnyśmy zadbać. Myślę, że wiele głupot robimy z powodu braku akceptacji. Nie chcę nikogo pouczać. Na Instagramach i TikTokach mamy tłumy „przywódców duchowych”, którzy wszystko wiedzą. Dziwi mnie to. Każdy musi skonfrontować się ze sobą. Wychodzenie ze strefy komfortu chroni przed starością. Dwa dni temu wzięłam udział w koncercie urodzinowym Wojciecha Młynarskiego, zaprosił mnie Janek Młynarski. To była podbramkowa sytuacja. Śpiewanie wywołuje we mnie paraliżujący strach. Ale zrobiłam to i kiedy wieczorem wróciłam do domu, byłam zachwycona. Poczułam, że żyję. Dostałam w kość, ale na drugi dzień czułam się młodsza o 10 lat.

260306_TwojStyl_AKulesza_1280_r2
fot. Aleksandra Zaborowska

Agata Kulesza: "Konfrontacja z prawdą wymaga odwagi"

Można nauczyć się czegoś od fikcyjnej postaci?

Można. W Teatrze Ateneum gramy sztukę To wiem na pewno. Matka, którą gram, jest urocza, ale też niezwykle kontrolująca. Zawsze wie lepiej. Jako aktorka rozumiem, że to wynika z lęku, a jednocześnie myślę o tym, żeby jako matka nie kontrolować w ten sposób córki. Nawet o tym rozmawiałyśmy. Zapytałam Mariannę: „Czy ja ci robię takie rzeczy?”. Usłyszałam, że jestem na innym biegunie. Konfrontacja z prawdą wymaga odwagi. Ale warto podejmować próby. Mam wspaniałe doświadczenie z pracy nad rolą pani Meliton w Lalce. Silną, bystrą, samodzielną, która wygrała w świecie, gdzie kobiety są uwikłane w sieci zależności. Rekomendowała nauczycielki, swatała pary, ułatwiała schadzki zakochanym. Spełniała cudze marzenia. Walczyła o swoją niezależność, uzależniając innych. Nie jestem rewolucjonistką. Nie mam przekonania, że zmienię świat, ale mam wpływ na to, jak urządzę swoją rzeczywistość. I to robię.

Uważa pani, że ma dobre życie?

Bardzo dobre. To nie oznacza, że nie mam chwil słabości. Na terapii wiele przerobiłam, dogrzebałam się do siebie, potrafię zbudować swój dobrostan, ale sporo jeszcze jest do załatwienia. Przeczytałam, że mechanizm obronny polegający na zamrożeniu blokuje dostęp do emocji. Czyli trudno mnie dotknąć, wyprowadzić z równowagi, zranić, ale jednocześnie nie jest łatwo się do mnie zbliżyć. Dzięki Bogu mam przyjaciół, którzy są ze mną od lat, znają mnie z różnych etapów życia. Mają do mnie dostęp i potrafią powiedzieć: „Agata, jesteś zbyt kategoryczna”. Albo: „Masz zamrożone serce”. I ja wtedy z nimi rozmawiam, ale też dyskutuję sama ze sobą, dlaczego tak się dzieje, co się wydarzyło? Jesteśmy wypadkową tego, przez co przeszliśmy i co przeżyliśmy. Ale chodzi o to, żeby iść do przodu. Ja chcę. „Jeszcze w zielone gramy”.

Cały wywiad do przeczytania w najnowszym numerze magazynu Twój Styl.

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 05/2026