Wywiad

Ralph Kaminski: "Sukces nie jest lekarstwem na brak miłości do siebie"

Ralph Kaminski: Sukces nie jest lekarstwem na brak miłości do siebie
Ralph Kaminski w sesji dla magazynu Twój Styl
Fot. DAWID GRZELAK

Gdy tyle osób upodabnia się do siebie nawzajem, on się wyróżnia. Można go za to cenić albo nie, trudno jednak być wobec Ralpha Kaminskiego obojętnym. Śpiewa o życiu na różne nuty: radośnie, melancholijnie. Szczerze i przejmująco. Długo robił to, kryjąc się za scenicznymi maskami. Aż do teraz. Nagrał płytę GÓRA i pokazuje się słuchaczom taki, jaki jest. Ryzykowne? Zdaje sobie z tego sprawę.

W sierpniu 2022 roku wydał album Bal u Rafała i zaprosił publiczność do zabawy podczas tournée. Zagrał ponad 150 koncertów i zamilkł, zniknął na prawie dwa lata. Nuciliśmy więc melancholijny refren Duchów, nie zapomnieliśmy o Kosmicznych energiach i czekaliśmy na powrót Ralpha. Wreszcie jest! Z nową płytą i nowym sobą. Co się zmieniło? Życie przyniosło kolejne doświadczenia, trzeba było o nich zaśpiewać. Zrobił to w swoim stylu – wzruszająco. Album GÓRA opowiada o rezygnacji z pozy na rzecz prawdy.

Ralph Kaminski o nowym albumie i przerwie w karierze: "Ważniejsza była potrzeba ciszy"

Twój STYL: Długo cię nie było. Nie bałeś się, że publiczność o tobie zapomni?

Ralph Kaminski: Oczywiście, był i lęk. Gdy znikasz na rok czy dwa, świat nie stoi w miejscu, może znaleźć się ktoś, kto cię zastąpi. Ale ważniejsza była potrzeba ciszy. Okazała się niezbędna dla zdrowia i poczucia sensu. Chciałem mieć powód, by wrócić na scenę. Być pewnym, że ludzie za mną zatęsknili. I ja za nimi. Tęsknota porządkuje relację, nadaje jej wagę.

GÓRA to płyta osobista, słuchając jej, mam wrażenie, że zdjąłeś kostium, przestałeś chować się za sceniczną kreacją.

Chciałem wrócić do kameralności, prostoty, muzyki akustycznej. Utwory komponowałem przy pianinie Yamaha z lat 70. Wokale rejestrowałem w garderobie, tam odgłosy z zewnątrz są najlepiej stłumione. Orkiestrę nagrywaliśmy w studiu Polskiego Radia, ale to, co najważniejsze, stworzyłem w domu. Dlatego muzyka brzmi tak intymnie. Na początku wydawało mi się, że GÓRA będzie pogodna, bo przyszedł czas na coś lżejszego, nawet szczęśliwego. Jednak album skręcił w stronę refleksji, melancholii. Nie dlatego, że taki był mój artystyczny zamiar. Po prostu znalazłem w sobie sporo smutku i nie miałem już siły ani potrzeby go maskować.

Ralph Kamiński
DAWID GRZELAK

Ralph Kaminski: "Poczułem, że muszę skonfrontować się ze sprawami, od których uciekałem"

Mówisz o nagromadzeniu smutku, jakby stopniowo odkładał się w tobie. Co było pierwszą warstwą?

Odeszła moja ukochana profesorka Anna Domżalska – mentorka, dzięki której zdałem do Akademii Muzycznej w Gdańsku. To ona pokazała mi, że muzyka jest czymś więcej niż zawodem. Pierwszy raz rozmawiałem z kimś, kto wiedział, że umiera, i był z tym pogodzony. Napisałem o niej piosenkę Ania. Jest w niej zdanie, które wypowiedziała, gdy siedzieliśmy razem w ogrodzie: „Wiesz, Ralph, nie boję się umierać/ Ciężko mi tylko, że nikt nie przytula mnie/ Tak jak mężczyzna (kobietę)”. Opowiadała, że miała dobre życie, ale pod koniec zabrakło w nim najważniejszej osoby. Małżeństwo się rozpadło, samotność okazała się przejmująca. To było zderzenie z tęsknotą za bliskością. Ania mówiła, że najgorsza jest świadomość tego, czego nie zdążyła przeżyć z drugim człowiekiem. W jakimś sensie to też o mnie. Byłem po sukcesie Balu u Rafała, który okazał się też próbą wytrzymałości, bo przez półtora roku zagraliśmy 150 koncertów. Wydawało się, że życie dobrze mi się układa, jest miłość, poczucie bezpieczeństwa, ale wszystko zaczęło się rozsypywać. Miłość się rozwiała, przyszło zmęczenie i samotność. Poczułem, że muszę skonfrontować się ze sprawami, od których uciekałem, bo inaczej już zawsze będą mnie obciążać.

Co było tak bolesne, że nie chciałeś o tym pamiętać?

Pierwszy raz świat mi się zawalił, gdy miałem pięć lat. Ojciec zostawił mamę, spakował rzeczy i odszedł. Nie było mądrej rozmowy, czułości, wyjaśniania. Mama to moja bohaterka: została w Jaśle sama z dzieckiem i piętnem rozwodu. 30 lat temu w małych miastach to nie była rzecz oswojona, raczej skandal, wystarczyło wyjść na ulicę, by poczuć potępiające spojrzenia: „To ta, od której mąż odszedł”. Nie załamała się, nie rozsypała. A ja? Dziecko często bierze na siebie winę za to, czego nie potrafi zrozumieć. Opowiedziałem o tym w utworze Tata.

To najbardziej poruszająca piosenka o rozpaczy porzuconego dziecka, jaką słyszałam.

Długo się zastanawiałem, czy chcę ją nagrać, oddać słuchaczom. Jej słowa są szczere, obnażające, bałem się, jak zostaną odebrane. Dostałem mnóstwo wsparcia, którego się nie spodziewałem. Nawet pewien ksiądz podziękował mi za ten utwór. Przekonałem się, jak uniwersalny jest ból. Zrozumiałem, że nie tylko mnie dotyczy.

Ojciec ją słyszał?

Nie wiem. Nie mamy kontaktu i już go nie oczekuję. Przez lata idealizowałem dzieciństwo. Wyrzucałem z pamięci wszystko, co złe, uciekałem od bólu. Ale on nie zniknął, ukrył się i pojawił po latach. Muszę się z nim zmierzyć. Na nowej płycie zbliżam się do niego najbardziej, jak potrafię.

Dorosły Ralph mierzy się z bólem, a mały chłopiec jakie miał sposoby, by przetrwać trudny czas?

Uciekałem w wymyślony świat. Jako dzieciak lubiłem cyrk. Gdy przyjeżdżał do Jasła, wszystko stawało się kolorowe, radosne. Pozwalał na wejście do innej rzeczywistości. Marzyłem o tym, żeby mieć swój cyrk, przebierałem się za klauna, doczepiałem czerwony nos, malowałem oczy, uśmiechnięte usta. Wtedy o tym nie myślałem, teraz widzę, że klaun to osoba samotna. Daje radość innym, a nikt nie troszczy się o niego. Ta rola była mi bliska, chciałem być zauważony, doceniony i sprawić, żeby mama się uśmiechnęła.

Co dla kilkulatka jest najtrudniejsze w niepewnej codzienności?

Stan ciągłego czuwania. Spodziewasz się katastrofy, nawet gdy nic się nie dzieje. Żyłem w gotowości, że za chwilę coś się skończy i znów trzeba będzie się dostosować. Byłem przekonany, że nic nie jest dane na zawsze i lepiej nie przywiązywać się do miejsc, ludzi, obietnic. Stąd moja potrzeba powtarzalności, wracania w te same miejsca, nieeksplorowania świata zbyt szeroko. To nie obawa przed nowym, raczej instynkt samozachowawczy.

Udało ci się przepracować te lęki, zyskać poczucie bezpieczeństwa?

Po drugiej płycie wynająłem mieszkanie tylko dla siebie. Miałem 29 lat i niby czułem się bezpiecznie, a jednak każdego dnia bałem się, czy za rok będzie mnie stać na czynsz. Dopiero po czwartym albumie, Balu u Rafała, pomyślałem że mam przyszłość jako niezależny artysta. Ale nie wiem, czy istnieje trwałe poczucie bezpieczeństwa. Obserwowałem mamę, tyle razy zaczynała od nowa. To nauczyło mnie, że nie ma czegoś takiego jak ostateczna stabilizacja. Metaforyczna chatka w lesie, w której już nic złego się nie wydarzy. Szczęście i nieszczęście przypominają fale na morzu, trzeba się nauczyć na nich surfować, nie ma co czekać na moment całkowitej ciszy. Bliski jest mi tekst Piwnicy pod Baranami o tym, że przychodzimy i odchodzimy, wiatr nas rozrzuca, ale „… nam to nic/ przeczekamy, aż się skończy/ aż ucichnie/ to wstaniemy/ otrzepiemy rączki nasze klapy nasze/ żeby śladu nie zostało/ od początku zbudujemy miasta nasze/ domy nasze…”

 

Ralph Kaminski z czułością o babci: "Zawsze na mnie czeka i karmi"

Masz kilka intrygujących tatuaży.

Ten z sercem zrobiłem w 2022 roku, jest związany z bliską mi osobą, oboje mamy taki sam. Napis M O R Z E na palcach dłoni to tytuł mojego debiutanckiego albumu.

Nie znam nikogo, kto ma wytatuowane słowo: babcia…

Odręcznym charakterem jej pisma. Babcia Krysia to ideał, nie potrafię patrzeć na nią obiektywnie. Zawsze dobra, obecna. Gdy śpiewam: „Tam mój port/ I mieszka w nim Krystyna/ Nie zgubię się/ Dopóki jest Krystyna”, to nie metafora. Babcia ma dziś ponad 80 lat i wiesz co? Zawsze na mnie czeka i karmi. „Wracam tam/ Bo czeka już Krystyna/ Torty z róż…” – szczera prawda. Jej ciasta, racuchy, zupy i przede wszystkim – naleśniki! Z dżemem albo z jabłkami. Babcia nie wyraża miłości słowami, tylko gotowością, troską, ciepłym gestem. Jak wiele kobiet z jej pokolenia wychowała się w świecie jasnej hierarchii: mężczyzna jest w centrum, reszta krąży na orbicie. Poświęcała się, niewiele miała w życiu miejsca na siebie, dziadek był gołębiarzem, mistrzem! Cały dom żył w rytm treningów jego stada, zawodów, lotów, wyników. Babcia czasem miała dość gołębi, pasji, która zabierała męża na całe dni, tygodnie. A jednak nie próbowała tego zmienić. Dbała o dom, rodzinę. Dziś myślę, że to ona była prawdziwym centrum.

20260209_KaminskiRalph_TwojStyl_00117_Final
DAWID GRZELAK

Ralph Kaminski o depresji: "Niby było dobrze, a w środku wszystko się sypało"

Ponoć największym wyzwaniem nie jest droga do celu, lecz jego osiągnięcie. Zdobywasz Mount Everest i myślisz, dokąd dalej iść?

Moja zawodowa droga to ciągłe pokonywanie trudności, a nie zdobywanie Mount Everestu. Już na egzaminie do Akademii Muzycznej w Gdańsku wszystko mogło się skończyć, zanim się zaczęło. Czułem, że komisja nie widzi we mnie potencjalnego wokalisty. Gdyby nie profesor Anna Domżalska, nie dostałbym się tam. Co zabawne, tuż przed egzaminami wziąłem ją za sekretarkę, bo jako jedyna była uśmiechnięta, życzliwa, otwierała nam drzwi. Dużo później dowiedziałem się, że jej głos przeważył szalę na moją korzyść. Gdy już jako student złożyłem podanie do jej klasy, kierowała mną intuicja, ale szybko zrozumiałem, jak bardzo się myliłem, biorąc ją za „miłą panią”. Była surowa, wymagająca, bezkompromisowa, nie pozwalała schować niedoskonałości głosu za emocją, interpretacją. To doświadczenie nauczyło mnie pokory i wdzięczności. Ktoś we mnie uwierzył, zauważył mnie i nie odpuścił.

„Widzę cię” profesor Domżalskiej, a później wspólna praca okazały się kluczowe w twoim życiu zawodowym. Prywatny przełom też ci się przytrafił?

W 2017 roku zachorowałem na depresję. Wcześniej nagrałem płytę, dawałem koncerty i niby było dobrze, a w środku wszystko się sypało. Musiałem uznać, że to, co się ze mną dzieje, jest chorobą, a nie chwilową słabością czy brakiem charakteru. Że potrzebuję pomocy. Na terapię poszedłem w rozsypce, z naiwnym wyobrażeniem, że ktoś „wypierze mi mózg”, poukłada w nim wszystko za mnie i odda światu lepszą wersję Ralpha. Szybko okazało się, że to nie tak. Terapia nie była przytulaniem – choć czułość dla siebie jest w niej ważna – tylko mozolną nauką i pracą. Powolnym układaniem puzzli bez gwarancji, że są kompletne i zobaczę pełen obraz.

Czego najważniejszego dowiedziałeś się o sobie?

Że zniosłem więcej, niż powinienem, miałem trudne, kosztowne emocjonalnie życie. Depresja nie wzięła się znikąd, była ceną, jaką za to zapłaciłem. Zmagałem się z chorobą około trzech lat. Po pierwszym roku leczenia poprawiło się, potem przyszło kolejne tąpnięcie, ale już wiedziałem, z czym mam do czynienia i jak reagować.

 

Ralph Kaminski: "Sukces, nawet największy, nie jest lekarstwem na brak miłości do siebie"

Ciągnie cię w stronę zmiany czy stabilizacji i spokoju?

Życiowy paradoks – artystycznie potrzebuję ruchu, ryzyka, ciągłego sprawdzania, co potrafię. Gdybym przestał wychodzić poza obszary znane, miałbym poczucie, że wszystko się kończy. Tego boję się najbardziej – momentu, w którym przestanę być ciekawy, zastygnę. Dla twórcy to katastrofa. Ale prywatnie szukam czegoś przeciwnego: stałości, rytmu, prostoty. Uczę się zwalniać tempo. Nie chcę już grać setek koncertów rocznie. Widzę, jak to może zniszczyć relacje i jak łatwo można stracić coś, co naprawdę się liczy.

Przewartościowujesz życie?

Raczej staram się je lepiej zrozumieć. Przewartościowanie przyniósł czas Balu u Rafała. Uświadomiłem sobie wtedy, że mogę zdobywać kolejne szczyty, ale to nie sprawi, że będę szczęśliwszy, nie nauczy samoakceptacji. Sukces, nawet największy, nie jest lekarstwem na brak miłości do siebie.

I dziś, kiedy biegniesz wolniej, jesteś szczęśliwy?

Powiedziałbym, że bywam szczęśliwy. Nie potrzebuję emocjonalnych fajerwerków. Zawsze byłem bliżej rzeczy małych: dobrej kawy, chwili ciszy, słonecznego dnia. Nie wychowałem się w nadmiarze, więc doceniam drobiazgi.

Wyobrażasz sobie moment, w którym wszystko w tobie będzie poukładane?

To niemożliwe. Ale życie nie polega na dojściu do konkretnego punktu, tylko na drodze. Wyobrażam sobie, że idę przez nie z mniejszym lękiem i odrobiną czułości wobec samego siebie.

Cały wywiad do przeczytania w majowym numerze Twojego Stylu.

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 05/2026