Co odpowiesz na pytanie „Kim jesteś”? Żoną, matką, nauczycielką, szefową, zdrową kobietą? Każda z nas ma różne tożsamości. Z wielu wyrastamy albo je tracimy. Już nie jesteśmy tym, kim byłyśmy, a jeszcze nie zbudowałyśmy siebie w nowej sytuacji. Ten moment psychologia określa jako „stan pomiędzy”. Bywa frustrujący i bolesny, ale doświadcza go każdy, przechodząc z jednego etapu życia do kolejnego. Jak sobie z nim poradzić, by nie kojarzył się z utratą, tylko z rozwojem?
Marta wchodzi do znajomych i rozgląda się niepewnie. Witają ją nieśmiałe uśmiechy, kilka osób spuszcza wzrok, nie wiedzą, jak się zachować. Pierwszy raz od śmierci męża przyszła na imprezę. Od pogrzebu minęło kilka miesięcy. Nie jest już w depresji, próbuje wrócić do normalnego życia. Tylko nie wie, kim teraz ma być. Ewa budzi się w swoim apartamencie i przeraża ją myśl, że nie pójdzie do pracy. Miesiąc temu straciła wysokie stanowisko. Po 20 latach w jednej firmie zwolniono ją. Dostała odprawę, ma za co żyć, ale nie wie, kim teraz jest. Dyrektorką finansową i członkinią zarządu – już nie. Na myśl, że mogłaby zająć podobne stanowisko w innej firmie i znów żyć pracą, czuje niechęć. Wyrosła z tego, nie chce znów wchodzić do korporacyjnej rzeki. Ale nie wie, do jakiej innej może wejść.
Znasz ten stan? Każda z nas czasem się tak czuje. W zawieszeniu. Pomiędzy tym, czego już nie ma, a tym, co jeszcze nie nadeszło. „Stan pomiędzy” ma nawet naukową nazwę: faza liminalna. To etap życia, w którym nie do końca wiadomo, jak będzie dalej wyglądało. Przypomina to sytuację, gdy w środku nocy szukasz swojej bramki na lotnisku na drugim końcu świata. Czujesz się zagubiona, a napisy informacyjne są w nieznanym ci języku. Starasz się nie myśleć o tym, co wokół, i przyspieszasz kroku, by szybciej dotrzeć tam, skąd masz odlecieć do swojego świata. Ale samolot został odwołany, a ty... nie wiesz, co dalej. Nakręcono o tym film Terminal z Tomem Hanksem w roli pasażera, który w hali tranzytowej spędził kilka lat. W życiu „stan pomiędzy” też może trwać długo. Wywołuje go doświadczenie utraty: bliskiej osoby, pracy, majątku, statusu. Towarzyszy wszelkim „zakończeniom”: rozwód, menopauza, emerytura – to punkty zwrotne, po których w pewien sposób zaczynamy życie od nowa, więc ogarnia nas niepokój. Stratą może być ciężka choroba, która zmienia życiowe priorytety, ogranicza możliwości, burzy plany. Zjawisko jest znane nie od dziś. Pisał o nim Dante Alighieri w Boskiej komedii: „W życia wędrówce, na połowie czasu/ Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi./ W głębi ciemnego znalazłem się lasu”.
Stan przejścia bywa też doświadczeniem zbiorowym. Jak w pandemii, gdy miesiącami tkwiliśmy zawieszeni między światem, który się skończył (bez maseczek, pracy zdalnej, lockdownu), i tym, który jeszcze nie nadszedł. Czuliśmy niepokój, nie umieliśmy sobie wyobrazić, jakie zmiany nadejdą i jak będziemy żyć w nowej rzeczywistości. Arnold van Gennep, antropolog, który badał „stan pomiędzy” w różnych kulturach, opisał etapy tego doświadczenia.
Pierwszy to separacja – oddzielamy się od dawnego obrazu siebie i starej tożsamości. Ewa po stracie pracy szybko przeszła ten etap, bo była już zmęczona korporacją i marzyła o zmianie. Wypowiedzenie pomogło jej podjąć decyzję. Marcie pogodzenie się z tym, że nie jest już żoną, tylko wdową, zajęło wiele miesięcy. Po etapie separacji następuje faza zawieszenia – niepewności, lęków, obaw, ale też nadziei. Budujemy nowe wizje siebie, ale są jeszcze kruche. Próbujemy sił w nowych sytuacjach, lecz wciąż mamy wątpliwości co do swoich wyborów. Często się z nich wycofujemy – krok do przodu, dwa kroki w tył. Trudno nam ruszyć z miejsca. Nadzieją na ulgę i realną zmianę jest etap akceptacji nowej tożsamości.
Dla Marty był to moment, gdy zaczęła chodzić sama do znajomych, u których dawniej bywała z mężem, ale też zdecydowała się poznawać nowych ludzi. W końcu dała sobie prawo, by spotykać się z innym mężczyzną – zaakceptowała, że jest kobietą, która nie ma partnera. U Ewy etap akceptacji zaczął się, gdy uwierzyła, że satysfakcję może dać jej praca na innym niż dyrektorskie stanowisku. Narodziny nowej tożsamości to nie jest proces łatwy. Trzeba pogodzić się, że zaszła zmiana i jakaś część nas stała się nieaktualna – przestałam być żoną, szefową, młodą kobietą. Między pierwszym a trzecim etapem dokonuje się duża transformacja psychiczna, a to jest bolesne. Warto jednak urealnić spojrzenie na siebie i popracować nad akceptacją nowej sytuacji, by nie utknąć, jak Tom Hanks, w życiowej hali tranzytowej na lata. „Stan pomiędzy” jest i po to, by się w nim czegoś o sobie nauczyć, zahartować psychikę i pójść dalej. Nabrać odwagi i wyznaczyć nowe cele. Adekwatne do obecnej sytuacji.
Natasha Stanley, coachini, która przeprowadza ludzi przez „stan pomiędzy”, opisuje emocje, z którymi mierzymy się w tym czasie.
Oto krótka instrukcja wychodzenia ze „stanu pomiędzy”.
Marta znalazła biuro podróży dla singli i zaczęła jeździć w miejsca, o których marzyła. Poznaje nowych ludzi, bada, czy któraś z tych znajomości mogłaby się zamienić w bliską relację. Daje sobie czas. Nie pogania się. Ewa, była dyrektor finansowa, zrobiła sobie kolorowe pasemka i zapisała się na taniec improwizowany. W korporacji taka fryzura by nie przeszła, a na zajęcia artystyczne nie miałaby czasu. Ale nie jest już w korporacji. Żyje w „pomiędzy”. W locie „do”. I nie szkodzi, że jeszcze nie wie, gdzie dokładnie jest jej cel. Uznała, że tym razem nie chodzi o optymalnie szybką realizację projektu, tylko o rozpoznanie swoich potrzeb na nowym etapie życia. A to wymaga czasu i uważności. Warto pamiętać, że nawet po trudnych przejściach możesz zbudować nową tożsamość, która da ci dużo satysfakcji. Dopóki żyjemy, mamy w sobie ten potencjał.