Poznaj siebie

Singielki z wyboru. Dlaczego Polki świadomie wybierają życie w pojedynkę?

Singielki z wyboru. Dlaczego Polki świadomie wybierają życie w pojedynkę?
Fot. Getty Images

Życie solo nie sprzyjało wizerunkowi kobiety. Przestało jednak być synonimem samotności i wykluczenia. Wybieramy je świadomie. Daje przestrzeń do życia, wolność. Bywa też efektem braku zgody na związek, który zabiera więcej, niż oferuje.

Nie jestem sama dlatego, że mnie nikt nie chciał. To ja nie chciałam kogoś, dla kogo moje potrzeby się nie liczą – mówi Basia, 49-letnia prawniczka, 10 lat po rozwodzie. Ma dorosłą córkę, mieszkanie, przyjaciółki, psa, pracę, którą lubi, i wypełniony kalendarz. W piątki chodzi na pilates, w soboty do kina, raz w roku sama wyjeżdża do Włoch. – Kiedyś czułam, że muszę się z tego tłumaczyć. Teraz mówię: ta pani mieszka sama i bardzo jej z tym dobrze.

W Polsce żyje około 8 milionów singli i singielek. Albo lepiej „solistów” (określenie zaproponował pisarz Peter McGraw, autor książki Solo o zaletach życia w pojedynkę). W Korei Południowej powstało pojęcie „honjok”: chodzi o styl życia oparty na świadomym robieniu rzeczy samemu, od jedzenia po podróżowanie, jako odejście od presji tradycyjnego życia w parach. Nasza historia singielstwa jest specyficzna. Dr Julita Czernecka, socjolożka i terapeutka związana z Uniwersytetem Łódzkim (w mediach społecznościowych znana z profilu @kody.miłości), która od dwóch dekad bada związki i życie singli, mówi, że są dwa porządki: indywidualistyczny, który po 1989 roku przyniósł nowe modele kariery i samorealizacji, oraz głęboko zakorzeniony rodzinno-wspólnotowy system wartości. – Polska singielka często odrzuca model związku utrwalony przez starsze pokolenia. Relacje, w których musi po pracy ogarniać emocjonalnie całą rodzinę, a partner „pomaga” przy dzieciach, już kobiet nie interesują. Ma być inaczej niż u naszych matek czy babć. Lepiej. I bywa, że „lepiej” znaczy w pojedynkę.

Podobnie uważa Marta Majchrzak, psycholożka społeczna i założycielka pracowni badawczej Herstories, autorka raportu Świat Nowych Kobiet, w którym przebadano preferencje i postawy 1,5 tysiąca Polek. – Polskie singielki czują, że zyskują równowagę i zdrowie psychiczne, „decentralizując” mężczyzn. Wiele z nich podkreśla, że poukładanie sobie życia solo było wysiłkiem, dlatego nie chcą już wchodzić w relacje byle jakie.

Współczesne singielki wysoko stawiają poprzeczkę?

– To nie tak, że mam dość mężczyzn. Po prostu już im nie odpuszczam. Kiedyś myślałam, że związek polega na tym, że kobieta jest cierpliwa, łagodna, wybacza. Mama taka była. Zrozumiałam, że cierpliwość bywa ładną nazwą na znoszenie czyjejś niedojrzałości – mówi Natalia, 33-letnia redaktorka w wydawnictwie, żyje w pojedynkę od dwóch lat.

Socjolog Tomasz Szlendak w książce Miłość nie istnieje. Związki, randki i życie solo w XXI wieku opisuje narastające u kobiet rozczarowanie układami damsko-męskimi. Mówi się na to „heteropesymizm”. Nie chodzi o niechęć do mężczyzn, raczej poczucie, że wykonałyśmy ogromną pracę emancypacyjną, a wielu mężczyzn nie przeszło podobnej drogi i nadal oczekuje od partnerek matkowania i wyręczania w obowiązkach. Tymczasem my chcemy partnerstwa, odpowiedzialności emocjonalnej, równego podziału zadań, gotowości do okazywania troski. Mężczyźni operują starym kodem: męskość to zaradność, obecność fizyczna, ale niekoniecznie głęboka, szczera komunikacja. Efekt? Kobiety wolą zrezygnować z realizowania potrzeby, którą kiedyś stawiały wysoko w hierarchii, czyli z romantycznej miłości, jeśli wiąże się z nią dodatkowy etat.

– To prawda, że współczesne singielki wysoko stawiają poprzeczkę. Nie potrzebują mężczyzny do przetrwania, więc partner musi być kimś więcej niż współlokatorem. Marzy nam się facet komunikatywny i emocjonalnie dojrzały – mówi dr Julita Czernecka. Inwestujemy wiele czasu i energii, by mieć lepsze życie i relacje: interesujemy się zdrowiem psychicznym, chodzimy na terapię, stawiamy na rozwój osobisty, analizujemy wzorce z domu i... uczymy się stawiać granice, wymagać. A gdy to robimy, mężczyźni uważają, że są atakowani i nie podoba im się to.

"Nie chcę związku, który jest wypełnianiem pustki"

Magda, 27-letnia dziennikarka freelancerka, ma za sobą dwa związki, ale od lat żyje solo. – Nie potrzebuję stałej relacji. Jeśli pojawi się ktoś, kto okaże się ważny: super. Nie chcę jednak związku, który jest wypełnianiem pustki. Niech będzie dodatkiem do życia, nie jego celem.

W pokoleniu 30-latek singielstwo to często odroczenie. Czas na pracę, terapię, podróże. Dr Czernecka mówi, że wiele osób przed trzydziestką traktuje życie solo jak etap poznawania siebie. Ale przyznaje, że młodzi funkcjonują w świecie, który utrudnia stabilne relacje. Aplikacje randkowe zwiększyły możliwości poznania partnera, ale obniżyły poczucie zobowiązania. Relacje zaczynają się szybciej, ale często pozostają w stanie zawieszenia. Można pisać do siebie codziennie i nigdy się nie spotkać. Można randkować miesiącami i nie wiedzieć, czy to związek. Kolejna kwestia: romantyczna miłość traci monopol. Baśnie, komedie, reklamy i język codzienności wzmacniały przekonanie, że tylko para jest pełnią, a życie w pojedynkę stanem przejściowym. Ten wzorzec słabnie.

Niemiecka socjolożka Andrea Newerla, autorka książki Nieromantyczni (o nowych formach intymności), wyjaśnia, że romantyczna fiksacja była dla kobiet kosztowna: inwestowały w miłość ogrom czasu i energii, podczas gdy potrzeby emocjonalne mogłyby zaspokajać dzięki przyjaźniom, relacjom sąsiedzkim, rodzinnym, twórczym czy zawodowym. Podobnie uważa badaczka Marta Majchrzak. – Zapytałyśmy kobiety z całej Polski: kto jest dla ciebie najbliższy? Odpowiedź, która powtarzała się najczęściej, zaskoczyła nawet mnie. Dla większości singielek po trzydziestce centrum wsparcia emocjonalnego tworzą inne kobiety, często też żyjące solo. Gdy Polki mówią o tym, przy kim mogą być sobą, kto pomaga w chorobie, kryzysie, zmianie pracy, znacznie częściej niż jeszcze dekadę temu pojawia się odpowiedź: bliskie kobiety. To nie jest efekt mody na singielstwo. To strukturalna zmiana, polegająca na tym, że inaczej organizujemy sobie życie emocjonalne. Facet czy przyjaciółka? Wychodzi na to, że najcenniejsze relacje singielek to te z innymi kobietami, często też singielkami. Przyjaźń awansuje kilka oczek wyżej niż miłosne uniesienia i jest pełnoprawną formą bliskości. Dr Julita Czernecka podkreśla, że to między innymi z tego powodu singielki rzadziej czują się samotne niż single. – Mają rozbudowane sieci wsparcia: przyjaciółki, siostry, kuzynki, koleżanki z pracy. Życie solo w przypadku kobiet z reguły nie jest życiem samotnym.

 

Singielki a zaspokojenie seksualne

Co z seksem? Spokojnie, radzimy sobie – odpowiadają singielki. Z badań seksuologa prof. Zbigniewa Izdebskiego wynika, że ponad połowa żyjących w pojedynkę kocha się regularnie. Kobiety przestały udawać, że nie mają potrzeb. Wiele z nas otwarcie mówi, że można je realizować poza tradycyjnym związkiem. Seks przestał być utożsamiany z romantyczną relacją, a także z monogamią. To jedna z symbolicznych zmian obyczajowych ostatnich dekad. Wśród młodych kobiet życie intymne staje się jednym z elementów kontaktu z ciałem. Mówimy o aplikacjach randkowych, seksie bez deklaracji. Niektóre z nas świadomie oddzielają erotykę od miłości, inne podkreślają, że po latach w słabych relacjach dopiero samotność pozwoliła im odkryć własne potrzeby.

– Aplikacje randkowe obwinia się, że nie służą tworzeniu trwałych więzi. To prawda, ale ułatwiają poznawanie partnerów seksualnych na skalę, o której dawniej można było pomarzyć – śmieje się 27-letnia Magda, która choć jest sama, miała kilka przelotnych relacji: „fuck friends” albo „friends with benefits”.

Życie intymne jest dla mnie ważne. Zdarza mi się umówić z kimś tylko na seks. Utrzymuję też relację z jednym z moich eksów.

Baśka, prawniczka, opowiada: – Po rozwodzie pierwszy raz miałam seks dlatego, że tego chciałam, a nie że byłam żoną. Poderwałam kolegę z kancelarii, który mi się podobał. Też rozwodnik. Na dłużej nie kliknęło, ale nie szkodzi. Długo myślałam, że kobieca seksualność musi być związana z opieką, relacją, troską o drugą osobę. Dopiero po czterdziestce zrozumiałam, że czasem wystarczy przyjemność.

Takie życie ma też drugą stronę. Część kobiet mówi o zmęczeniu randkowaniem. Seks bez zobowiązań nie zawsze jest wyzwalający. – Niektóre koleżanki singielki wycofują się z aplikacji randkowych właśnie dlatego, że trudniej w nich o autentyczne zainteresowanie – przyznaje singielka Magda. Z badań Marty Majchrzak, psycholożki społecznej, wynika, że seks jest istotny dla poczucia dobrostanu w przypadku 67 proc. singielek. – W pogłębionych wywiadach etnograficznych z łatwością opowiadały o ulubionych zabawkach erotycznych, część z nich chętnie pokazywała swoją kolekcję. Czy wolałyby seks z mężczyzną? Tak, ale tylko z partnerem, który wie, co robi w łóżku – opowiada badaczka.

Singielki o zmęczeniu związkiem

– Nie pisałam się na bycie terapeutką dorosłego faceta. Zaczęłam liczyć koszty związku. Jeśli po pracy mam gotować, sprzątać, pamiętać o urodzinach jego matki i jeszcze ogarniać emocje, to wolę mieszkać sama – Natalia, wykładowczyni uniwersytecka, 43 lata, jest singielką od roku. Kobiety widzą to, co wcześniej było niewidzialne: pracę emocjonalną. To one miały dbać, łagodzić, organizować życie rodzinne, rozbrajać konflikty, pilnować kalendarza, podtrzymywać więzi – bez marudzenia, że robią za dużo. Pandemia pokazała, jak kruchy jest mit partnerstwa. W wielu domach to my przejęłyśmy zdalną edukację dzieci, opiekę zdrowotną, logistykę i emocjonalne zarządzanie bliskimi. Był to moment graniczny. Skoro związek ma oznaczać więcej pracy, frustracji i mniej odpoczynku, to dlaczego nie zamieszkać bez męża czy partnera? Marta Majchrzak zauważa, że kobiety nie dlatego rezygnują z relacji, że stały się egoistkami, tylko wreszcie cenią swoje zdrowie psychiczne.

– W badaniach widzimy istotną zmianę. Coś, czego nie było jeszcze dekadę temu: miliony kobiet przestały traktować bycie w związku jako oczywistość. Pytanie: „czy ta relacja naprawdę poprawia moje życie?”, pojawia się coraz wcześniej, coraz częściej zadają je sobie kobiety po trzydziestce. To fundamentalna zmiana. Dawniej bycie w związku było społeczną normą, której nikt nie musiał uzasadniać. Dziś coraz częściej związek musi się obronić – powinien przynosić satysfakcję i spełnienie, a nie zawsze tak jest, o czym mówiła z żalem spora grupa kobiet, które przebadałam. Przybywa tych, dla których singielstwo stało się ustawieniem domyślnym. I są z tego zadowolone.

Po rozwodzie przez chwilę myślałam, że muszę kogoś znaleźć. Bałam się, że samej będzie mi źle. A zobaczyłam, że pierwszy raz śpię spokojnie – Agnieszka, 41 lat, singielka od ośmiu lat, mama dwunastoletnich bliźniaczek.

Dla wielu kobiet życie solo jest etapem leczenia ran po rozwodzie, toksycznym związku, relacji z przemocą psychiczną lub fizyczną albo po latach funkcjonowania w układzie, który wymagał ciągłej czujności (wróci z pracy zmęczony czy zirytowany?). Samotne mieszkanie jest… rekonwalescencją. Dr Julita Czernecka: – W mojej pracy powtarza się doświadczenie kobiet, które po rozstaniu zaczynają odzyskiwać własne rytuały, ciało, czas, sen, pieniądze, przyjaźnie. Nie wszystkie chcą zostać singielkami na zawsze, ale wiele z nich nie wyobraża sobie już powrotu do relacji, które za dużo kosztują. To ważne, bo opowieść o singielkach często wpada w dwie skrajności: albo przedstawia je jako narcystyczne beneficjentki upadku patriarchatu, skupione na karierze, podróżach i imprezowaniu, albo jako kobiety wybrakowane, które nie umiały ułożyć sobie życia. – Obie wersje są uproszczone. Bycie solo może być wyborem, koniecznością, etapem, stylem życia. A czasem wszystkim naraz – wyjaśnia dr Czernecka.

 

Singielki podróżniczki

Monika, 52-letnia szefowa działu marketingu w dużej firmie, zawsze chciała spędzać więcej czasu sama, zazdrościła koleżankom organizującym wyjazdy w pojedynkę albo w kobiecym gronie. – Mąż nie pozwalał, szantażował mnie, mówiąc, że mamy mało wolnego czasu i powinniśmy spędzać go razem. Po rozstaniu postanowiłam spełnić to marzenie. Pierwsza podróż solo była dziwna. Kupiłam wycieczkę all inclusive. W hotelowej restauracji czułam się, jakbym robiła coś nielegalnego. Po kilku dniach uspokoiłam się, mogłam wstać, o której chcę, pójść na plażę czy do muzeum albo nie. To było wyzwalające. Teraz jeżdżę sama, mam kilka ulubionych kierunków: Maroko, Paryż, Wenecja.

Podróże solo stały się trendem w turystyce. Sama kupuję bilet, wybieram trasę, decyduję, czy chcę ciszy wśród przyrody, czy energii miasta – mówi. Sama znaczy też kompetentna. Psycholożka prof. Netta Weinstein z University of Reading od lat bada dobroczynne skutki świadomego przebywania w samotności (w języku angielskim jest na to osobne słowo: solitude w odróżnieniu od loneliness, oznaczającego samotność). Wnioski z jej badań są takie, że intencjonalny czas spędzony bez towarzystwa pozwala odzyskać kontakt z własnym „ja”, z potrzebami i marzeniami. W świecie, w którym wiele z nas funkcjonuje na autopilocie, samotny wyjazd na weekend może pomóc w praktyce uważności. W Polsce na takie wypady częściej decydują się kobiety po trzydziestce, rozwódki, ale też mężatki po pięćdziesiątce. Bo życie solo nie zawsze oznacza bycie singielką. Mamy prawo do osobnej przestrzeni, także pozostając w związku.

– Jeszcze kilka lat temu kobiety opisywały samotne wyjazdy jako coś, z czego trzeba się tłumaczyć, albo co się robi z konieczności, bo „nie miałam z kim”. Dziś coraz częściej słyszę: „pojechałam sama, bo chciałam”. To drobna zmiana językowa, ale za nią stoi coś większego: kobiety przestają traktować bycie solo jako deficyt towarzystwa, a zaczynają jako kompetencję. Umiejętność bycia ze sobą staje się czymś, z czego są dumne i z czego czerpią przyjemność – potwierdza Marta Majchrzak z pracowni Herstories.

Ukryte koszty życia solo

Życie solo ma też cienie. To, co w parze rozkłada się na dwie osoby, singielka finansuje sama. Samodzielność oznacza pełną odpowiedzialność za utrzymanie. Dlatego coraz częściej mówi się o „single tax”, podatku od życia w pojedynkę. – Singielki najwięcej wydają na zdrowie, edukację, mieszkanie, usługi oszczędzające czas. Nie dlatego, że mają więcej pieniędzy. One muszą kupować rozwiązania, które w rodzinie często zapewnia druga osoba, jak choćby przegląd roweru przed sezonem – tłumaczy Marta Majchrzak.

W kontekście gospodarczym mówi się o rosnącej sile tzw. single economy, bo jednoosobowe gospodarstwa domowe stanowią już około 26,5 proc. wszystkich w Polsce. – Jedna z kobiet powiedziała mi: płacę za spokój. I to chyba najkrótsza definicja single economy, jaką słyszałam – wyjaśnia badaczka. Miasta, firmy i instytucje publiczne długo projektowały rozwiązania pod pary i rodziny. Tymczasem coraz więcej dorosłych będzie żyło inaczej. To oznacza m.in. potrzebę większej liczby małych mieszkań, inne produkty finansowe, ubezpieczenia, inny sposób organizowania wypoczynku. Takie czasy.

"Singielka nie mówi, że nie potrzebuje bliskości"

Kilka lat temu popularność zdobyła teza Paula Dolana z London School of Economics, że niezamężne i bezdzietne kobiety to najszczęśliwsza z grup społecznych. Zdanie zaczęło żyć własnym życiem: jako efektowny dowód na to, że kobiety bez mężczyzn mają się świetnie. Dr Julia Czernecka podchodzi do sprawy ostrożnie.

– Szczęście singielek zależy nie od statusu, ale od jakości życia i zgody na taki stan rzeczy. Najlepiej funkcjonują te, które traktują bycie solo jako sensowny, spójny model. Mają relacje, pracę, pasje, poczucie wpływu. Nie wykluczają miłości, ale nie czekają na nią jak na wybawienie. Dr Czernecka podkreśla, że w Polsce wiele osób cierpi z powodu braku partnera. – Regularnie słyszę od pacjentek: „Szukam, ale nie umiem znaleźć”, „Trafiam na niewłaściwych mężczyzn”. Dlatego opowieść o radosnym singielstwie nie może unieważniać pragnień tych, które chciałyby żyć we dwoje. To jedna z podstawowych potrzeb człowieka mieć kogoś bliskiego.

W skrajnych sytuacjach szukamy relacji zastępczych, także z... chatbotami. „Romanse” ze sztuczną inteligencją, które jeszcze niedawno uważałyśmy za dystopię, stają się realnym tematem omawianym przez socjologów i psychologów (reportaż Doroty Salus i Agnieszki Szwajgier o relacji Joanny z chatbotem Aurelem opublikował niedawno magazyn „Duży Format”). Dr Julita Czernecka mówi jasno: człowiek jest istotą wspólnotową. Nie chodzi więc o to, żeby wszyscy żyli osobno, choć rynek temu sprzyja (praca zdalna, dostawy zakupów do domu, rozrywka na kliknięcie), ale by zaakceptować nowe formy wspólnoty. Rodzina nuklearna, małżeństwo, związek typu LAT (jesteśmy razem, mieszkamy osobno), przyjacielska sieć, kobieca wspólnota, bycie solo z mocnymi relacjami poza domem – to równoprawne modele życia.

Singielka nie mówi, że nie potrzebuje bliskości. Ona odrzuca model, w którym bliskość z mężczyzną automatycznie organizuje całe jej życie. Z moich badań wynika, że wiele kobiet żyjących solo ma bogatsze życie relacyjne niż niejedna mężatka. Tylko że ono się inaczej rozkłada: przyjaciółki, siostry, mentorki, sieci kobiece. To inna „architektura” bliskości, w której mężczyzna nie znajduje się w centrum kobiecego wszechświata – mówi Marta Majchrzak.

Miłość? Tak. Ale nie kosztem siebie. Prawniczka Barbara mówi, że nie wyklucza wejścia w związek: Wykluczam tylko powrót do życia, w którym muszę rezygnować z własnych potrzeb i marzeń, żeby ktoś inny miał wygodnie i czuł się zaopiekowany.

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 07/2026