Kultura

„W okamgnieniu”. Emocjonalna, filmowa podróż między tym, co było, jest i dopiero nadejdzie

„W okamgnieniu”. Emocjonalna, filmowa podróż między tym, co było, jest i dopiero nadejdzie
"W okamgnieniu"
Fot. Materiały prasowe

Co łączy odległą przeszłość, trwającą ułamek sekundy teraźniejszość i zagadkową przyszłość? Człowiek i jego emocje.

Było, było, było, jest, będzie, będzie, będzie. Ziemia ma 4,5 miliarda lat i pewnie jeszcze drugie tyle skończy, zanim zostanie wchłonięta przez Słońce. Obecna chwila natomiast trwa zaledwie ułamek sekundy. Dla zwykłego śmiertelnika wartości te ocierają się o abstrakcję, a jakby tego było mało, to wszechświat – jak przekonywał Alvy Singer w „Annie Hall” Woody’ego Allena z 1977 roku – stale się rozszerza, w związku z czym trudno ustalić, jaki sens mają życie i cała reszta.

To, co już dawno minęło. Wszystko to, co dzieje się współcześnie. To, co dopiero ma nadejść. Triada składająca się na kategorie fizyczne oraz cechy i właściwości czasu. To właśnie po nie sięga Andrew Stanton w projekcie pod wiele mówiącym tytułem „W okamgnieniu” (2026), który niedługo po debiucie na festiwalu Sundance trafił pod strzechy wzdłuż i wszerz globu. Reżyser rozciąga swą anegdotę na setki pokoleń, by pokazać, że przeszłość, teraźniejszość oraz przyszłość są ze sobą splecione. Wystarczy mu jeden artefakt – przekazywany z rąk do rąk wisiorek z żołędziem – by to udowodnić.

1321231_1.13
"W okamgnieniu"
materiały prasowe

 

Film zaczyna się od klarownej, choć powstałej przy użyciu marnej jakości zdjęć wygenerowanych komputerowo sekwencji przedstawiającej proces ewolucji. Od Wielkiego Wybuchu przez początki najprostszych organizmów jednokomórkowych aż po rozwój bardziej złożonych istot, w tym człowieka. To stamtąd Stanton wyprowadza właściwą akcję utworu. Oto pod koniec epoki neandertalczyka, czyli około 45 tysięcy lat przed naszą erą, prehistoryczna rodzina Hery (Tanaya Beatty) i Thorna (Jorge Vargas) oraz ich córki Lark (Skywalker Hughes) zmaga się z przeszkodami, jakich przysparzają im okoliczności, na czele z czyhającą na nich śmiercią. W 2025 roku z kolei Claire (Rashida Jones), antropolożka specjalizująca się w paleolicie, nawiązuje romans z Gregiem (Daveed Diggs), równocześnie drżąc z obawy przed chorobą trawiącą organizm jej matki. Niespełna pół milenium później Coakley (Kate McKinnon), naukowczyni i pilotka o wydłużonej żywotności, przemierza przestrzeń kosmiczną w celu dotarcia na planetę, która stanie się nowym domem dla następnej generacji ssaków naczelnych, mających funkcjonować w ścisłej symbiozie ze sztuczną inteligencją. O ile oczywiście kobiecie uda się pokonać przeciwności zagrażające zdrowiu nienarodzonych jeszcze dzieci.

Stanton przeplata ze sobą trzy linie narracyjne, a dzięki zręcznemu montażowi równoległemu udaje mu się połączyć na pozór niepowiązane wątki w spójną całość. Cóż jednak z tego, skoro reżyser nie pozostawia widzowi przestrzeni na domysły. Wszystko jest tu jasne jak, nomen omen, słońce, co wydaje się o tyle dziwne, że Stanton ma na koncie tak zniuansowaną animację jak „WALL·E” (2008), w której skądinąd też wyrażał troskę o Ziemię. Oto paradoks. W filmie nominalnie stworzonym dla dzieci autor nie stronił od ambiwalencji i komplikacji, zaś w kinie dla dorosłych ogranicza się do banałów i oczywistych oczywistości.

1321230_1.13
"W okamgnieniu"
materiały prasowe

„W okamgnieniu” jest szalenie naiwne, sentymentalne oraz – biorąc pod uwagę fakt, iż to opowieść o celebracji życia oraz człowieczeństwa – martwe w środku oraz jakieś takie nieludzkie. Aż trudno uwierzyć, że scenariusz Colby’ego Daya figurował swego czasu na tak zwanej Czarnej Liście, czyli spisie najciekawszych niezrealizowanych tekstów. Duetowi nie sposób odmówić dobrych intencji. Wszak wspólnym mianownikiem charakteryzującym dzieje populacji jest nie tylko śmierć, ale też miłość i przyjaźń, hart ducha i pragnienie przetrwania oraz nadzieja na lepsze jutro. Przeszłość ma wpływ na teraźniejszość, a ich wzajemnie oddziaływanie rzutuje na przyszłość. Brak głębi sprawia jednak, że „W okamgnieniu” ogląda się jak rozciągniętą do półtorej godziny reklamę zakładu ubezpieczeniowego.

Jednym zdaniem:
Pozbawiona życia i nieludzka opowieść spod znaku SF o… życiu i ludziach. 

1321229_1.13
"W okamgnieniu"
materiały prasowe

logo@2x-new