Tworzą naturalną, luźną fryzurę, a jednocześnie są zdecydowanym akcentem stylizacji. Wybieramy najmodniejsze koki, które docenimy zwłaszcza przy wysokich temperaturach.
Luźny kok z apaszką albo scrunchie to jedna z tych fryzur, które dodają stylizacji wakacyjnego luzu. Nie musi być idealny, wręcz przeciwnie. Najlepiej wygląda wtedy, gdy kilka pasm wymyka się, a sam kok ma miękką, nieregularną formę. W wersji niskiej prezentuje się bardziej romantycznie i retro, szczególnie z dużą gumką scrunchie w kratkę, paski albo kwiaty. W wersji wysokiej nabiera miejskiego, dziewczęcego charakteru. Wystarczy przewiązana apaszka, której końce swobodnie opadają wokół upięcia. Jak go zrobić?
Włosy zbieramy nisko nad karkiem albo wysoko na czubku głowy, w zależności od efektu jaki chcemy uzyskać. Nie powinny być mocno wygładzone. Lepiej rozczesać je palcami i zostawić naturalną objętość. Następnie pasma zawijamy w miękki kok i związujemy cienką gumką, którą później przykryje apaszka. Sam kok warto lekko rozciągnąć palcami, aby nie wyglądał zbyt ciasno. Na koniec wokół upięcia przewiązujemy chustkę lub zakładamy scrunchie.
Po kilku sezonach, w których królowały ciasne, gładkie koki, wracamy do naturalnych upięć. Kaszmirowy kok (chignon cachemire), którego nazwa zainspirowana jest miękkimi, przytulnymi swetrami, w punkt oddaje ideę. Luźny, lekki, niewymuszony, a jednocześnie elegancki z nutą nonszalancji.
Włosy zbieramy nisko przy karku jak do kucyka (gumka nie powinna być zaciśnięta zbyt mocno). Następnie zawijamy kucyk w miękki kok. Pasma skręcamy luźno wokół gumki, bez nadmiernego napinania. Końcówki mogą zostać częściowo schowane pod spodem albo lekko wystawać. Właśnie ta "niedoskonałość" sprawia, że fryzura wygląda bardziej nowocześnie. Kok dodatkowo możemy przypiąć wsuwkami, tak aby trzymał formę, ale nie stracił lekkości. Na koniec wystarczy wysunąć pojedyncze kosmyki przy twarzy, a sam kok lekko „rozciągnąć”, aby wyglądał pełniej.
Fryzura, która wygląda jak naturalna metamorfoza uczesania po całym dniu? "Kok o 18:00" (czyli chignon de 18h) to połączenie tak zwanej biurowej fryzury z lekko wygładzonymi włosami wokół twarzy z luźniejszym uczesaniem z tyłu. Kok jest swobodny, czasem lekko niedokończony, z pojedynczymi pasmami, które wymykają się po bokach.
Jak go zrobić? Włosy zbieramy jak do kucyka, zachowując lekko wygładzony przód. Następnie kucyk zawijamy wokół gumki, tworząc miękki kok. Nie powinien być ściśnięty zbyt mocno. Im więcej luzu w upięciu, tym bardziej naturalny efekt. Kilka końcówek może wystawać, a pojedyncze kosmyki przy twarzy, skroniach i karku powinny wyglądać tak, jakby same wysunęły się w ciągu dnia. To właśnie ta kontrolowana niedoskonałość tworzy cały urok chignon de 18h.
Fantazyjne upięcia z klamrą opanowały Pinterest i Instagram. Klamra nie jest już tylko szybkim sposobem na spięcie włosów, ale najważniejszym akcentem fryzury. Może być duża, kolorowa, perłowa, metaliczna albo transparentna, a sam kok powinien wyglądać lekko, przestrzennie i trochę niedoskonale. Najlepiej prezentuje się wtedy, gdy włosy nie są ciasno zwinięte, tylko lekko spięte, tak, aby końcówki swobodnie wystawały.
Włosy zbieramy nisko przy karku, pośrodku głowy albo wyżej, w zależności od kształtu klamry i efektu, jaki ma powstać. Najpierw pasma warto lekko rozczesać palcami, zostawiając naturalną objętość i delikatną swobodę. Następnie włosy skręcamy luźno, jak do klasycznego koka lub francuskiego, ale bez przesadnej precyzji. Zamiast chować wszystkie końcówki, część z nich można wypuścić nad klamrą albo po bokach. Całość spinamy dużą klamrą. Na koniec kok można delikatnie rozluźnić palcami, wysunąć kilka kosmyków przy twarzy i karku, a jeśli klamra jest dekoracyjna, potraktować ją jak element stylizacji.