Dieta

Fibermaxxing pokochały osoby na redukcji, ale ten trend powinna wypróbować każda z nas

Fibermaxxing pokochały osoby na redukcji, ale ten trend powinna wypróbować każda z nas
Fot. Getty Images

Fibermaxxing to świadomie zwiększanie ilości błonnika w diecie. Wygląda na trend, który wszystkim nam może wyjść na zdrowie?

Przez długi czas „królowało” białko, była moda na post przerywany czy różnorodne sposoby na ograniczanie węglowodanów w diecie. Bywają trendy kontrowersyjne, ale też i takie – aprobowane przez lekarzy i dietetyków, – które pomagają nam zmieniać sposób odżywiania na bardziej racjonalny. Fibermaxxing, który zdobywa popularność w mediach społecznościowych, nie namawia do eliminowania kolejnych produktów ani do restrykcyjnych diet. Wręcz przeciwnie – zachęca do powrotu do podstaw i ograniczania wszechobecnej przetworzonej żywności.

Czym jest fibermaxxing?

Fibermaxxing to zwiększenie w codziennej diecie ilości produktów bogatych w błonnik. Na TikToku i Instagramie znajdziemy setki filmów pokazujących, jak do każdego posiłku dodawać więcej warzyw, owoców, nasion, roślin strączkowych czy pełnoziarnistych produktów.

Choć sama nazwa brzmi jak kolejne internetowe hasło, idea jest prosta – zamiast skupiać się wyłącznie na liczeniu kalorii czy zawartości białka, należy zadbać o podaż składnika, którego większość z nas spożywa zdecydowanie za mało.

Dlaczego błonnik jest tak ważny?

Przez lata błonnik był kojarzony głównie z prawidłową pracą jelit. Dziś wiadomo, że jego znaczenie jest znacznie większe. Odpowiednia ilość błonnika wspiera zdrowie układu pokarmowego, pomaga utrzymać prawidłowy poziom glukozy i cholesterolu, sprzyja uczuciu sytości, a także zmniejsza ryzyko wielu chorób cywilizacyjnych, w tym cukrzycy typu 2 oraz chorób serca.

Dlatego dietetycy od lat zachęcają, aby na naszych talerzach pojawiało się więcej produktów roślinnych i pełnoziarnistych.

 

Większość z nas je za mało błonnika

Eksperci zalecają spożywanie około 25–38 gramów błonnika dziennie, jednak rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Współczesna dieta, oparta na wysoko przetworzonej żywności, często dostarcza zaledwie połowę tej ilości.

Nic więc dziwnego, że trend namawiający do jedzenia większej ilości warzyw, owoców czy roślin strączkowych spotkał się z pozytywnym odbiorem specjalistów.

Sekret tkwi... w jelitach

Jednym z powodów, dla których fibermaxxing zdobywa popularność, jest coraz większa wiedza na temat mikrobioty jelitowej. Błonnik stanowi pożywienie dla „dobrych”  bakterii zasiedlających nasz przewód pokarmowy. Im bardziej różnorodna dieta roślinna, tym większa szansa na rozwój bogatszego mikrobiomu, który wpływa korzystnie nie tylko na trawienie, ale również na naszą odporność, metabolizm, a według części badań także na samopoczucie psychiczne.

 

Co jeść, żeby naturalnie zwiększyć ilość błonnika?

Nie trzeba kupować drogich suplementów ani specjalnych mieszanek. Najlepszym źródłem błonnika pozostają łatwo dostępne produkty spożywcze. Na co warto postawić?

  • siemię lniane i nasiona chia -  można dodawać do jogurtu, owsianki czy sałatki - najprostszy sposób, by bez większych zmian w diecie zwiększyć w niej ilość błonnika
  • warzywa, zwłaszcza brokuły, jarmuż i zielone warzywa liściaste,
  • owoce, szczególnie jabłka, gruszki i owoce jagodowe,
  • pełnoziarniste pieczywo, kasze, płatki owsiane górskie,
  • fasolę, ciecierzycę i soczewicę,
  • orzechy.

Każdy z tych produktów dostarcza nie tylko dużej ilości błonnika, ale również witamin, minerałów i przeciwutleniaczy.

Czy więcej zawsze znaczy lepiej?

Niekoniecznie. Eksperci przestrzegają przed gwałtownym zwiększaniem ilości błonnika w diecie. Jeśli do tej pory jedliśmy go raczej niewiele, organizm może zareagować wzdęciami, gazami lub bólem brzucha. Najlepiej zwiększać jego ilość stopniowo, nie przekraczając zalecanych ilości i pamiętając o odpowiednim nawodnieniu (woda jest niezbędna, aby błonnik mógł prawidłowo spełniać swoją funkcję).

Choć błonnik jest korzystny dla większości osób, są sytuacje, w których warto zachować ostrożność. Osoby cierpiące na zespół jelita drażliwego (IBS), chorobę Leśniowskiego-Crohna lub inne schorzenia przewodu pokarmowego powinny skonsultować większe zmiany w diecie z lekarzem lub dietetykiem.

Trend, za którym warto podążać

W odróżnieniu do wielu internetowych „mód”, fibermaxxing nie zachęca do eliminowania całych grup produktów ani do stosowania restrykcyjnych diet. Wręcz przeciwnie – promuje jedzenie większej ilości naturalnych produktów roślinnych, które od lat znajdują się w oficjalnych zaleceniach żywieniowych (według najnowszych wskazówek Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej tzw. Talerz zdrowego żywienia w połowie powinien składać się z kolorowych warzyw i owoców, ¼ powinny zajmować produkty zbożowe, przede wszystkim pełnoziarniste, pozostałą ¼ - produkty białkowe). Czasem wystarczy dodatkowa porcja warzyw do obiadu, garść owoców na drugie śniadanie czy miseczka owsianki zamiast słodkich płatków, aby nasza dieta stała się bardziej wartościowa.

Nie każda moda z mediów społecznościowych zasługuje na naśladowanie, ale fibermaxxing jest jednym z wyjątków. Pod warunkiem, że traktujemy go racjonalnie i zdrowo rozsądkowo, ilość błonnika zwiększamy stopniowo i dbamy o odpowiednie nawodnienie  może to być prosty krok w stronę zdrowszej diety.