20 lat temu zdobyła Mount Everest. Pokazała innym, ale też sobie, że stać ją na wiele. Co zrobić z tą energią? Martyna Wojciechowska uważa, że osobista siła nie jest wiele warta, gdy nie potrafimy się nią dzielić. Więc fundacja, pomoc psychologiczna dla nastolatków, ciągle coś. Czasem jednak jest dzień, gdy mówi: mam prawo do własnej słabości.
Twój STYL: Napisałaś, że łatwiej przyznać ci się do błędu niż do słabości.
Martyna Wojciechowska: Od niedawna próbuję. Ale często czuję, że ludzie oczekują ode mnie czegoś innego. I gdy moja szczerość nie trafia na zrozumienie, mówię: „OK, już będę tą superbohaterką”. Balansuję pomiędzy dwoma stanami: byciem empatyczną, czułą oraz silną i zdeterminowaną. Na szczęście one się nie wykluczają – można być wrażliwą wojowniczką. Nie myśl, że się skarżę. Sama tak wybrałam. Co nie jest oczywiste, bo długo nadużywałam słowa „muszę”: muszę wstać rano, zrobić dziecku śniadanie, nagrać program. Potem zrozumiałam, że to mój wybór. Teraz świadomie podejmuję różne decyzje w błahych i poważnych sprawach. Jaką chcę być mamą, córką, osobą czy taką, która wspiera innych, co mi to daje? Czy czuję się wtedy ważna, potrzebna?
I co sobie odpowiadasz?
Wybieram, że chcę mieć wpływ na to, jak wygląda świat, i w tym sensie być influencerką, choć to słowo się zdewaluowało, zostało wypaczone. Dlatego w Przesunąć horyzont. 20 lat później dzielę się moją historią, doświadczeniami. Postanowiłam tę książkę w dużej mierze napisać od nowa, żeby z perspektywy przeanalizować ten czas. Może to zaciekawi czytelniczki i czytelników, może coś im ułatwi, przed czymś uchroni? Jeśli choć jedno zdanie okaże się przydatne, poczuję, że mam wpływ na świat. Kiedyś usłyszałam, że to naiwne, ale wierzę, że razem naprawdę możemy zmieniać rzeczywistość na lepsze. Wiem, brzmi jak slogan z opakowania płatków śniadaniowych. Trudno.
Ta wiara cię napędza?
Gdyby nie ona, nie siedziałybyśmy w biurze Fundacji Unaweza. Ciągle na maksa mi się chce! We wrześniu skończę 52 lata, a wstaję każdego dnia gotowa działać. Jasne, czasem jestem zmęczona. Ale szybko się regeneruję. Mam też wokół ludzi, którzy, jak mi trochę skrzydła opadną, wesprą, dmuchną w nie. Nie kreuję sztucznie tej energii, ja ją mam.
Przyznanie się przed zespołem do słabości wzmacnia zaufanie do szefowej?
Gdy jest trudno, warto to powiedzieć, sprawdzić, czy wspólnie znajdziemy rozwiązanie. Pracuję z ludźmi mądrzejszymi ode mnie. Potrzebuję ich wiedzy, doświadczenia. Nie mam licencji na słuszność w każdej sprawie. To samo praktykuję w domu. Mania miała 14 lat, kiedy usiadłam naprzeciwko niej i powiedziałam: „Córuś, chciałam najlepiej na świecie, zależało mi, żeby być najlepszą mamą. Ale popełniłam błędy i bardzo cię za to przepraszam. Teraz ty powiedz, czego potrzebujesz ode mnie. Jak mogę cię wesprzeć. Nie będę już wychodzić z nadmiarowymi pomysłami, które nie zawsze były trafione”.
Dotrzymałaś słowa?
Staram się. Nie tak dawno pojechałyśmy do Włoch na skałki. W przerwie usiadłyśmy, by coś zjeść, i Mania pyta: „Mamo lubisz się wspinać?”. Mówię, że pewnie, że to też nasz czas – ona i ja razem. „To się wspinaj, dla mnie to za duża presja” – odpowiedziała córka. Byłam zaskoczona, ale też dumna z niej. Wielu rodziców ma wizję, czego potrzebuje dziecko, ale ona często rozmija się z rzeczywistością. Wszyscy zaangażowani w projekt Młode Głowy powtarzamy, żeby rodzice przestali zgadywać, czego chcą dzieci, a zaczęli z nimi rozmawiać. Posłuchali ich nareszcie i dowiedzieli się o nich więcej. Kiedy przeprosiłam córkę, zaczęłyśmy na nowo budować naszą relację, na innych warunkach. To był game changer, punkt zwrotny.
Rozmawiałaś z córką, gdy podejmowałaś decyzję o adopcji Kabuli, Tanzanki z albinizmem, której odcięto rękę, by zrobić z niej amulet?
Zrobiłam to dopiero kilka lat po fakcie. Zrozumiałam wtedy, że moja decyzja mogła być dla Marysi trudna. Dzieci nie lubią się dzielić rodzicami, a tu pewnego dnia ktoś do twojej mamy też mówi „mamo”. Może zrobiłam tak, ponieważ byłam w podobnej sytuacji, kiedy moja mama zajęła się dwójką dzieci po śmierci brata i bratowej? Z dnia na dzień bez czasu na przygotowanie. I dla mnie było trudne, że muszę się podzielić mamą, a postawiłam córkę w takiej samej sytuacji. Ale jednocześnie nie potrafiłam postąpić inaczej.
Cały wywiad do przeczytania w najnowszym numerze magazynu Twój Styl.