Wielka aktorka. Wspaniała kobieta. I "Święta Baba", jak nazywał ją reżyser Kazimierz Kutz. Anna Dymna od niemal ćwierć wieku każdą wolną – od pracy w filmie i teatrze – chwilę z radością poświęca podopiecznym swojej Fundacji Mimo Wszystko. Jeśli od kogoś mamy uczyć się pomagania innym, to właśnie od niej!
„Przed nami zjawisko socjologiczne, jednoosobowa instytucja zaufania publicznego” – tak zapowiedzieli Annę Dymną w swoim podcaście Kuba Wojewódzki i Piotr Kędzierski. Fakt, choć bardzo dużo gra w filmie i teatrze, aktorka od 23 lat – z ramienia swojej fundacji „Mimo wszystko” – każdą wolną chwilę poświęca na pracę charytatywną. Daje nadzieję na lepsze życie, pomagając dorosłym ludziom z niepełnosprawnością intelektualną. „I będę to robić do końca życia”, zapewnia. Cieszy się jednak, że kiedyś będzie miał ją kto godnie zastąpić, bo jak śpiewał Czesław Niemen „Ludzi dobrej woli jest więcej”. O niedawnej, głośnej akcji Łatwoganga i Bedoesa powiedziała: „Jak patrzę na to, co zrobili, rośnie we mnie radość”. A że pani Ania – jak oni – ma wielkie serce, charyzmę i siłę perswazji, udało jej się namówić dziennikarzy do dobrego uczynku. I tak – w programie na żywo – powstała zbiórka na domki wytchnieniowe (w Lubiatowie nad morzem), które mają stać się azylem dla rodziców dorosłych dzieci z zespołem Downa. Czy to nie jest „Święta Baba”?
Zachęcając do udziału w tej zbiórce, zebrałam 15 pięknych i inspirujących cytatów Anny Dymnej o wsparciu innych ludzi, które znalazły się w książce "Warto mimo wszystko" pióra Wojciecha Szczawińskiego.
- [Mimo wszystko] Nazwę tę zaczerpnęłam z tekstu umieszczonego na ścianie przytułku dla bezdomnych dzieci w Kalkucie. Jest w nim mowa o tym, że ludzie postępują nierozumnie, nielogicznie i samolubnie, ale że trzeba ich kochać mimo wszystko; że jeśli czynisz dobro, oskarżą cię o egocentryzm, lecz mimo wszystko dobro należy czynić, że czasami nawet można od ludzi otrzymać ciosy, lecz też, mimo wszystko, trzeba im pomagać
- Vincent Van Gogh powiedział kiedyś, że zdaje sobie sprawę z tego, iż wielu rzeczy nie rozumie. Ale kiedy patrzy w gwiazdy, to zaczyna marzyć. Moi podopieczni są identyczni. Wielu rzeczy nie pojmują. Za to wiele czują i są dużo bardziej wrażliwi od nas. Oni odbierają świat sercem. Kiedy człowiek z nimi przebywa, to zaczyna się uczyć tego języka czystych emocji.
- Sama doświadczyłam, że kontakt z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie jest niezwykły i radosny. Oni urodzili się tacy, jak my, niewinni i skazani na życie. Są więc pełnoprawnymi mieszkańcami ziemi i skoro istnieją, muszą tu pełnić jakąś magiczną i ważną funkcję. Przecież gdy patrzymy na świat i jego porządek, widzimy że wszystko ma na nim swoje miejsce, wszystko jest po coś, wszystko ma swój sens i ogromne znaczenie.
- Prowadząc program „Spotkajmy się”, stykając się z osobami potwornie okaleczonymi i oszpeconymi, uświadomiłam sobie, że jeśli ludzie nie zaakceptują i nie pokochają siebie takimi, jacy są, to nie są w stanie żyć. Miłość własna jest motorem najważniejszym. Mądre rozumienie samego siebie jest tu równie istotne. Myślę, że aby siebie pokochać, należy także postępować w taki sposób, by nikomu nie zawadzać, a nawet więcej: należy wywoływać u innych uśmiech.
- Przez ostatnie lata, dzięki przyjaźni z osobami chorymi i niepełnosprawnymi, poznałam taki rodzaj ludzkiego piękna, który wymyka się zmysłom. Warto żyć tylko po to, by móc je w sobie odczuć. To piękno często jest ukryte pod okropnie zniekształconymi ciałami, w straszliwie brzydkich w sensie fizycznym ludziach. Uświadomiłam sobie, na czym tak naprawdę piękno polega, jego niezaprzeczalna wartość. O nie walczę i pragnę walczyć nadal.
- Zdarza się, że nie potrafimy zobaczyć miłości. Gubimy ją w sobie, a nawet niszczymy, ponieważ górę biorą w nas nienawiść, kompleksy albo chciwe pogonie za iluzjami. Bywa też, że w nieskończoność rozpamiętujemy bolesne zdarzenia z naszego życia. Tak bardzo sami w sobie podsycamy gorycz, poczucie krzywdy czy inne negatywne emocje, że zaczynają nam one przesłaniać świat. Unieszczęśliwiamy wtedy siebie na własne życzenie. A przecież miłość uskrzydla, daje nieprawdopodobną siłę, przezwycięża bariery, które bez niej wydają się nie do pokonania.
- Ksiądz Jan Twardowski pisał: „I zapomnij, że jesteś, gdy mówisz, że kochasz”. Jeżeli więc stwierdzimy, że kochamy, to nie możemy skupiać się na sobie. Tylko jeśli kochamy – nawet mimo przeróżnych, nieraz dramatycznych przeciwności – odnajdujemy w sobie siły, których nigdy nie spodziewalibyśmy się w sobie znaleźć.
- Ludzie naprawdę są dobrzy. Problem polega na tym, że wielu z nich nie potrafi uświadomić sobie drzemiącego w nich potencjału dobra. Tę iskrę należy w nich dopiero rozniecić. O tym, że życzliwość i uśmiech są najbardziej skuteczną bronią w walce z ponuractwem, niechęcią albo agresją, przekonałam się już dawno temu. Wiem, że w każdym zdrowym człowieku drzemie atawizm dobroci, który można w nim rozbudzić.
- Przekonałam się, że często pod powłoką zła, egzaltacji, czy innego udawactwa kryją się dusze i umysły zastraszonych biednych ludzi, którzy nie potrafią poradzić sobie w życiu. Chowają więc twarze w różnych maskach albo całkowicie zasklepiają się w skorupach. Ich nie można nienawidzić ani potępiać - trzeba starać się zrozumieć.
- [Powody do narzekań?] Mam ich dziesiątki, może nawet setki. Jestem zwyczajnym człowiekiem. Jednak w pełni godzę się również z tym, co nieuniknione: z różnorodnością okoliczności życia, z upływem czasu, z własnymi ograniczeniami. Po prostu tak musi być: jest radość, cierpienie, jest trwanie i kres. Wszystko się zmienia. Oto istota życia. Na tym polega jego wielka, wspaniała tajemnica. Świadomość tej istoty góruje nad moim narzekaniem. Dzięki niej odnajduję w sobie wolność i spokój.
- Od narzekania albo użalania się nad sobą nie poprawiło się jeszcze nikomu. Wiesiek Dymny napisał w którymś z poematów: Ból to ciul. Najważniejsza jest świadomość. W tej obsceniczności Dymnego kryje się ogromna mądrość. Zrozumiałam to, gdy zaczęłam poznawać świat ludzi potwornie okaleczonych przez los, obserwować, jak biorą się z życiem za bary.
- W działalności społecznej zwracam tylko uwagę na fakt, że osoby chore, niepełnosprawne, czy w podeszłym wieku, zagrożone wykluczeniem społecznym, są takimi samymi istotami jak wszyscy – że posiadają pasje, marzenia oraz talenty, które cywilizowane społeczeństwo może i powinno wykorzystywać dla wspólnego dobra. Jeśli nie zaczniemy sobie tego uświadamiać już teraz, to – bez względu na postępy techniki, medycyny, bez względu na rozwój nauk społecznych albo wzniosłe idee głoszone przez polityków, polityków i duchownych – będziemy podążać ku barbarzyństwu i samozagładzie.
- Nie myślę o życiu w kategorii kosztów, strat i zysków. Rozumiem jednak, że człowiek ma tylko jedno istnienie. Jeżeli los daje mu szansę, by zrobić coś ważnego nie dla siebie i nie dla pieniędzy, to jest to szczęście. W moim życiu nadszedł czas, w którym dostrzegłam, że bezinteresownie mogę pomagać innym. Owszem, nieraz ta pomoc jest okupiona ogromnym wysiłkiem. Ale zapewniam Pana, że im większy wysiłek, tym radość z pracy jest większa.
- Powstały instytucje pożytku publicznego, organizacje sprawdzone i kontrolowane przez państwo, którym każdy może przekazać jeden procent swojego podatku dochodowego. Uważam, że dzięki temu mechanizmowi przysłowiowy Kowalski może pomagać mądrze, a tym samym zmieniać świat. Mądre pomaganie polega też na tym, żeby ludzi obojętnych zachęcać do działania.
- Otrzymuję wiele listów od osób załamanych i sfrustrowanych swoją codziennością. Radzę wtedy, by taki człowiek przestał zajmować się sobą i otworzył się na innych; żeby rozejrzał się wokół i odnalazł osobę, być może, bardziej nieszczęśliwą niż on, żeby jej pomógł. Jedna z kobiet, którym odpowiedziałam w ten sposób, przysłała kolejny list. Napisała: "Początkowo byłam wściekła, oburzyłam się na tę Pani mało konkretną radę. Ale potem spróbowałam ją zastosować. Miała Pani rację. Teraz jestem szczęśliwym człowiekiem".
Cytaty pochodzą z książki "Warto mimo wszystko" Anny Dymnej i Wojciecha Szczawińskiego, wydanej przez Wydawnictwo Znak