90 dni, 90 minut i tylko jedno zadanie, któremu będę poświęcać całą moją uwagę. Czy dzięki tej metodzie przestanę wreszcie odkładać na później marzenia i plany?
Od lat obiecuję sobie, że napiszę pamiętnik z podróży – a może nawet spróbuję wydać go w formie książki? Mam mnóstwo notatek i zdjęć, ale nigdy dość czasu, żeby zająć się tym na poważnie. Chciałabym też wreszcie nauczyć się francuskiego. I zadbać o kręgosłup, regularnie ćwicząc przed wyjściem do pracy. Obiecanki-cacanki? Do tej pory tak było. Ale teraz to wreszcie się zmieni, ponieważ postanowiłam wprowadzić w życie zasadę 90/90/1. Jej pomysłodawca, Robin Sharma (znany jako autor bestsellerowej książki „Klub 5 rano. Szczęśliwy poranek zmienia wszystko”), przekonuje, że ta prosta metoda pomaga zamienić plany w realne efekty. Kto próbuje ze mną?
Przez kolejne 90 dni poświęcamy pierwsze 90 minut swojego dnia pracy na realizację wybranego – i co najważniejsze – tylko jednego celu. Warunkiem powodzenia jest poświęcenie temu zadaniu całej uwagi. Wyłączamy więc powiadomienia w telefonie, nie zaglądamy do maila, nie wychodzimy w międzyczasie na zakupy ani na ploteczki z sąsiadką.
Proste? Niekoniecznie, bo większość z nas funkcjonuje dziś w trybie wielozadaniowości. Ja często jedną ręką odpisuję na wiadomości, drugą piszę tekst, a w międzyczasie zerkam jeszcze na zdjęcia, które mogłyby go zilustrować. Na pulpicie komputera mam zwykle otwartych kilkanaście zakładek. Oderwanie się od tego może być nie lada wyzwaniem. Jednak – jak przekonuje autor metody – jej siła tkwi w prostocie i konsekwencji. Skupienie się na jednym zadaniu i regularność to klucz do realizacji planu.
Około 100 lat temu naukowcy odkryli, że nasz organizm funkcjonuje nie tylko w rytmie dobowym, lecz podlega także krótszym cyklom aktywności i odpoczynku. Trwają – zapewne już się domyślacie – około 90–120 minut. Po okresie wzmożonej aktywności nasza wydolność umysłowa spada, sygnalizując, że potrzebujemy przerwy, aby po pewnym czasie znów funkcjonować na wysokich obrotach.
Dodatkowo rano, przez mniej więcej trzy godziny po przebudzeniu, mamy najwyższy poziom dopaminy i kortyzolu – czyli naturalnego „paliwa” do działania. Zatem im wcześniej zaczniemy, tym większa szansa na powodzenie.
Sekret metody 90/90/1 tkwi w powtarzalności. Dzięki niej:
Wbrew moim obawom nie wymaga to życiowej rewolucji ani dokładania sobie obowiązków. Robin Sharma przekonuje, że kluczem jest dobra organizacja i praca mądrzejsza, a nie cięższa.
Dobrze też dostosować te 90 minut do swoich codzienny rytuałów i na przykład zaczynać działanie po zaparzeniu sobie filiżanki porannej kawy. I koniecznie śledźmy postępy – widok efektów naprawdę motywuje.
Wsparcie innych bywa bezcenne. Dlatego spróbuję namówić przyjaciółkę albo męża, żeby też podjęli podobne wyzwanie. Możemy się wzajemnie motywować, a potem chwalić się efektami!
Warto też być dla siebie wyrozumiałymi. Jest bardzo prawdopodobne, że nie każdego dnia uda się zrealizować plan w stu procentach. Czasem zrobimy mniej, krócej. To jednak nie powód, by się poddawać. Liczy się konsekwencja i dążenie do celu, choćby tylko małymi kroczkami.