Rozwój

Nadzieja: supermoc czy naiwność? To zależy, czy potrafimy z niej korzystać

Nadzieja: supermoc czy naiwność? To zależy, czy potrafimy z niej korzystać
Fot. Agencja Getty Images

Wszyscy lubimy mieć nadzieję, a jednocześnie uważamy ją za cechę osób naiwnych. Naukowcy odkryli, że warto ją doceniać. Jest nie tylko jednym z najbardziej złożonych stanów uczuciowych, ale często bywa źródłem siły i determinacji. Potrafi obudzić ukryty potencjał, zmobilizować do nadzwyczajnych osiągnięć, a czasem… uratować życie. Ale trzeba wiedzieć, jak z niej korzystać, by budziła sprawczość, a nie pasywność.

Nadzieja utrzymuje nas przy życiu. Dosłownie. W latach 50. Curt Richter, psychobiolog, przeprowadził na Johns Hopkins University badanie, które nazwał „Eksperyment Nadzieja”. Idea była prosta: umieścił szczury w słojach wypełnionych do połowy wodą. Zwierzę nie mogło wydostać się z naczynia. Musiało pływać, by przeżyć. Po około 20 minutach szczury tonęły (badanie odbyło się, gdy nikt nie przejmował się etyką w projektach naukowych). W drugiej fazie eksperymentu Richter zmienił zasady: po kilku minutach pływania pomagał wydostać się szczurowi ze słoja, pozwalał mu odpocząć, po czym znów umieszczał go w wodzie. Efekt był szokujący. Szczur mając nadzieję na ratunek, pływał cierpliwie. Rekordzista – trzy doby. Co wywołało zmianę? To, że Richter dał zwierzętom nadzieję. Czy z ludźmi jest podobnie?

Nadzieja: koktajl hormonalny, który zwiększa nasz potencjał

My też doświadczamy „cudów” pod wpływem nadziei. Podróżnik Ernest Shackleton w 1916 roku przepłynął małą łódką tysiąc kilometrów przez wody Antarktydy i szedł 36 godzin w mrozie do wielorybniczej osady, by uratować swoich ludzi uwięzionych na pokrytej lodem Wyspie Słoniowej. Zanim tego dokonał, uważano, że taki wyczyn jest niemożliwy. Gdy spytano go, jak przeżył w ekstremalnych warunkach, odpowiedział: „Nigdy nie rozważałem porażki. Miałem nadzieję, że istnieje sposób, by uratować załogę. Zbudowałem ją w sobie podczas poprzednich wypraw, gdy udawało mi się wyjść cało z groźnych sytuacji”. To jeden z przykładów, gdy ktoś osiąga szczyt możliwości, dzięki wierze, że... może się udać. Nie chodzi tylko o słowa!

Nadzieja wywołuje reakcję biologiczną, która uwalnia cenne neuroprzekaźniki (dopaminę, serotoninę, norepinefrynę i endorfiny). Ten koktajl hormonalny poprawia samopoczucie, znosi uczucie niepokoju, zmęczenia, pomaga opanować stres i działać pod presją czasu. Znacząco zwiększa nasz potencjał! Jego leczące działanie badał dr William Buchholz. Zaczęło się od rozmowy dwóch onkologów. „Nic z tego nie rozumiem – dziwił się pierwszy. – Stosujemy te same leki u pacjentów w identycznym stadium choroby. Widzę poprawę u 22 procent pacjentów, i aż u 74 procent twoich. Jak to robisz?” Drugi odpowiedział: „Poza chemioterapią EPOH (od pierwszych liter używanych substancji) podaję im lek HOPE (z ang. nadzieja)”. Badania Buchholza potwierdziły, że pacjenci, którzy uwierzyli, że mogą wygrać z nowotworem, wracali do zdrowia. Nie tylko odkrywcom i chorym pomaga optymizm. Wierzący w siebie ludzie po stracie pracy szybciej znajdują nową, częściej prowadzą zdrowy tryb życia. Stoi za tym wiara, że ich wysiłki mają sens i mogą zmienić życie na lepsze. Dlaczego więc nadzieja ma kiepski PR, jest „matką głupich”? Bo są różne jej warianty i nie wszystkie nas wspierają. Dobra jest nadzieja aktywna, gdy za mobilizacją sił idą konkretne działania. Ernest Shackleton to przykład. Nie czekał na cud na pokrytej lodem wyspie, tylko postanowił sam go dokonać (wierzył w sukces wyprawy, ale też sensownie ją zaplanował).

 

Pułapki nadziei pasywnej

Przeciwieństwem jest nadzieja pasywna, czyli bierna wiara w magiczne zrządzenie losu, które zlikwiduje problem. Jej manifestem jest popularne powiedzenie „jakoś to będzie”. Taka postawa nie motywuje do wzięcia odpowiedzialności za swoje problemy, tylko zachęca do czekania na „cud”. To liczenie, że ktoś lub coś rozwiąże problem za nas. Ale jest dobra wiadomość. Dr Curt Richter udowodnił, że aktywną nadzieję można wzmacniać i rozwijać. Drogą do tego jest konstruktywne konfrontowanie się z wyzwaniami, czyli postawa „bój się i rób”. Pomaga w tym ustalanie wymiernych i osiągalnych celów, nawet niewielkich, oraz konsekwentne ich realizowanie. Każdy problem ma swoje rozwiązanie i to niejedno, aktywna nadzieja motywuje, by je znaleźć. A sukcesy, nawet małe, budują sprawczość. Podobny efekt przynosi sprawdzanie się w nowych dziedzinach. Warto więc uczyć się języków, technologii, próbować różnych sportów, i to niezależnie od wieku. Gdy radzimy sobie na nieznanych dotąd polach, rośnie w nas przekonanie, że poradzimy sobie również z nieoczekiwanymi kłopotami.

Optymizm ugruntowują też inspirujące historie o ludziach, którzy „dokonali niemożliwego” – determinacją, wysiłkiem, nieugiętą postawą. Warto o nich czytać, oglądać filmy dokumentalne, słuchać ich podcastów. Łatwiej wtedy pomyśleć: skoro ktoś sobie poradził z trudnościami, to i ja mogę! Inspiruje w tych opowieściach i to, że ich bohaterowie w krytycznych momentach umieli zwrócić się o wsparcie do odpowiednich osób (to nie to samo, co bierne czekanie na ratownika!). My też możemy to zrobić, gdy czujemy, że sytuacja nas przerasta. Jedną z form rozwijania aktywnej nadziei jest też psychoterapia, która uczy, jak lepiej korzystać z własnych zasobów psychicznych i radzić sobie z problemami.

Ciekawe jest jeszcze inne odkrycie psychologów związane z aktywną nadzieją. Wzmacnia ją nie tylko to, że ktoś pomaga nam w trudnej sytuacji, ale również gdy my udzielamy bezinteresownej pomocy. Wydaje nam się wtedy, że świat jest miejscem, w którym można liczyć na życzliwość (skoro my pomogliśmy nieznajomej osobie, to i nam ktoś może pomóc w potrzebie). Nie jesteśmy szczurami wrzuconymi do pojemnika na łasce badacza. Mamy wpływ na wiele związanych z naszym życiem spraw. Gdy z niego korzystamy, często odkrywamy, że możemy więcej, niż sądziliśmy. Takie doświadczenie potrafi odblokować nieznane pokłady nadziei i wiary we własne możliwości. Jedno z drugim ma wiele wspólnego. Jak dowodzą liczne eksperymenty naukowe, siła optymizmu nie zna ograniczeń!

 

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 03/2026