Jak skutecznie uporać się z prokrastynacją i szybko (wręcz błyskawicznie) wykonać zadania „niewykonalne”? To proste: połączmy dwie techniki aktywizacyjne – i sprawy załatwione! Nieprzypadkowo wymyślili je ludzie, którzy sami kiedyś nie potrafili zarządzać czasem i potrzebowali dobrej motywacji.
Są takie trudne albo nudne zadania, które permanentnie przekładamy na „jutro”. Wmawiamy sobie: „dzisiaj naprawdę nie mam na to czasu i energii”, „potrzebuję nastroju”, "nie, to nie jest odpowiedni moment". Ich lista z każdym dniem rośnie, a nam coraz bardziej nie chce się zmobilizować, by odhaczyć choćby jeden punkt. Wszyscy znamy ten mechanizm z autopsji, prawda? A jeżeli nawet jesteśmy fantastycznie zorganizowane/i, z pewnością mamy kogoś bliskiego, kto codziennie walczy z prokrastynacją, i przegrywa. Czy można temu zaradzić? Są na to aż dwie metody aktywizacyjne – pomodoro i reguła 5 sekund.
Tę technikę wymyślił włoski student Francesco Cirillo (w 1987 roku), dla samego siebie. Miał problem ze skupieniem się na nauce, a że zbliżała się sesja egzaminacyjna, wpadł na pomysł, by za pomocą minutnika kuchennego w kształcie pomidora (pomodoro) wyznaczać sobie czas na wykonanie jednego zadania. Zaczął od dwóch minut pracy, dokładał kolejne, aż w końcu odkrył, że najlepsze efekty daje interwał: 25 minut działania plus 5-minut przerwy.
Jak technikę pomodoro wykorzystać w praktyce?
Jeśli interwał 25/5 okaże się za długi/krótki, możemy go dostosować do indywidualnych potrzeb. Większe zadania podzielmy na kilka mniejszych albo pracujmy w rytmie 50/10. Co cztery cykle pomodoro róbmy sobie dłuższą przerwę trwającą od 15 minut do pół godziny.
Tę regułę wymyśliła Mel Robbins, amerykańska coachka i ekspertka od samorozwoju, która – tak, ona też! – borykała się z prokrastynacją. Któregoś dnia, nie mogąc się zmusić do wykonania ważnego zadania, po prostu odliczyła od pięciu w dół i zaczęła działać. I udało jej się! Dlaczego? Bo mózg nie zdążył jej tego wyperswadować. Gdyby po upływie tych pięciu sekund nie podjęła aktywności, zaatakowałyby ją znowu uporczywe myśli: „nie, nie teraz!”, „to nie jest takie pilne, mogę to zrobić jutro”. Proste? Mel podzieliła się swoim odkryciem z innymi, publikując bestsellerową już książkę „Reguła 5 sekund”.
Już wiemy, co robić?
Ok, to już wersja dla naprawdę opornych, z dużą „dysfunkcją systemu motywacyjnego”. Ale co nam szkodzi spróbować? Sięgnijmy po telefon, ustawmy w nim budzik tak, by zadzwonił za 25 minut, ale nie włączajmy go jeszcze. Usiądźmy na chwilę w cichym miejscu i spokojnie pomyślmy o tym, co chcemy (musimy) zrobić. I jak dumni będziemy z siebie, kiedy nam się to uda. Jesteśmy już gotowi? W takim razie weźmy głęboki oddech i odliczmy… pięć, cztery, trzy, dwa, jeden – czas start! Minutnik zaczął naliczać czas, więc przechodzimy do działania.
Co pozwoli nam zrobić (przykładowo) mix tych dwóch technik?
Proste? Banalnie! A przy tym naprawdę skuteczne. I uwalniające!
Warto sporządzić listę ważnych zadań, które muszą być zrobione „na już” – podjąć wyzwanie i z dumą skreślać z niej kolejne punkty podczas następnych szybkich sesji pomodoro i magicznych 5 sekund. Powodzenia!