Wywiad

Katarzyna Herman: "Czasem udaję księżniczkę, ale tak naprawdę jestem Kasia z Podlasia"

Katarzyna Herman w sesji zdjęciowej do magazynu Twój STYL
Fot. ALEKSANDRA ZABOROWSKA

Świetna, gdy gra bohaterki silne, skomplikowane, wewnętrznie pęknięte. Jak Zofia Adamczewska w serialu 1670 – surowa konserwatystka kipiąca od tłumionej namiętności. Do tej roli Katarzyna Herman nie bała się postarzyć i oszpecić. 

Choć urodziła się w piątek 13 sierpnia, los jej sprzyja. Może dlatego nie zaklina rzeczywistości, przyjmuje ją. Podkreśla: „Od przemijania uciec się nie da”. Pięćdziesiątka jest… pięćdziesiątką, a nie nową czterdziestką. Przy łóżku trzyma Rozmyślania Marka Aureliusza, by pamiętać, że wszyscy odejdziemy. Z czasu zrobiła swojego sprzymierzeńca, żyje tu i teraz. Mówi, że młodość jest w głowie. I trochę w ciele, szczególnie w kręgosłupie. Więc ćwiczy, uprawia jogę, zdrowo je, nie pije i nie pali. Jedyny jej narkotyk to aktorstwo. Kiedy nie gra, smakuje codzienność: gotuje, grzebie w ziemi, sadzi kwiatki, wraca na Podlasie. Mocy szuka w korzeniach.

Katarzyna Herman: "Zrozumiałam, że nie da się uciec od przemijania"

Twój STYL: Rodzice opuścili Podlasie?

Katarzyna Herman: Mama wcześniej. Przeniosła się do nas, do Warszawy. Ma się dobrze, jest krzepka, uprawia działkę od rana do nocy. Tata tułał się długo, więc nie zauważyłyśmy, że ma alzheimera. Dobrze się maskował. Pomyślałam, że to nienajgorsze rozwiązanie na starość, tato długo miał świetne samopoczucie i dobre zdrowie fizyczne. Jeszcze niedawno próbował stawać na rękach. Natomiast z pamięci wyciął dużo wspomnień, zwłaszcza trudnych, raniących. W pewnym sensie to go uratowało. Ja też zostawiam w pamięci tylko to, co chcę zatrzymać. Bolesne incydenty kasuję. Tato nie ma wspomnień, ale wszystko go ciekawi, np. pyta: „Co to jest?”. Oliwa – mówię. Wtedy on: „Nie wolno jeść tłuszczu”. To pamięta, bo był sportowcem. Ja: „Tato, oliwę wolno, jest zdrowa. Nalewamy na talerzyk i maczamy w niej chleb”. Daję mu spróbować. „Dobre”. Po chwili: „Co to jest?”. Oliwa, tato... I tak w kółko. Ale póki co jest pogodny.

Myślisz, że możemy się czegoś nauczyć, coś zrozumieć, patrząc, jak rodzice się starzeją?

O, tak! Pamiętam, jak na studiach po pół roku nieobecności przyjechałam do domu. Mama zawsze wyglądała młodo, a nagle zobaczyłam starszą, pomarszczoną i posiwiałą panią. To mną wstrząsnęło. Zrozumiałam, że nie da się uciec od przemijania. Nie można zamknąć oczu i udawać, że czas nie płynie. Długo chciałam być inna niż mama. Teraz, obserwując ją, coraz częściej łapię się na tym, że bywam podobna. Nie należę do grupy dzieci po psychoterapiach, które uważają, że wszystko, co złe, to wina rodziców. Wierzę, że mama i tata starali się wychować nas najpiękniej. Byli młodymi rodzicami, dawali nam tyle serca, ile mogli. Nie oceniam ich, tylko wyciągam wnioski. W działaniu jestem podobna do taty. Zawsze był energiczny. Rozkręcał różne sprawy, trudniej było z doprowadzeniem ich do końca. Kiedyś mówiło się „słomiany zapał”, dziś – ADHD. Mój zawód znakomicie do tego pasuje. Wieczorem w teatrze dostaję oklaski, mam strzał dopaminy. Nie muszę pić, palić, zażywać narkotyków. Granie jest moim narkotykiem i muszę je kontrolować. Uważniej wybieram role, częściej odmawiam.

Katarzyna Herman na okładce magazynu Twój Styl lipiec 2026
fot. ALEKSANDRA ZABOROWSKA

Dzieci wychowywałaś inaczej niż mama.

Przy Leonie, który jest starszy, skupiałam się wyłącznie na nim. Dałam mu całe serce i uwagę. Pamiętałam z dzieciństwa, że mając siedem córek, mama musiała podzielić miłość na siedem części. Sprawiedliwie, ale po kawałku. Kiedy urodziłam Romę, dotarło do mnie, jakie to trudne. Jan Peszek powiedział kiedyś mądre zdanie à propos wychowywania: „Kochaj i przytulaj”. Więc kochałam i przytulałam, ile się dało. Dziś, gdy dzieci są starsze, wiem, że warto też nawiązać więź intelektualną. Mogłam z nimi więcej rozmawiać, zamiast tyle pracować.

 

Katarzyna Herman: "Każda z ról zabiera kawałek mnie"

Co czujesz, grając w sztuce Kruk z Tower w warszawskim Te\trze Dramatycznym? Ta historia matki i syna przypomina antyczną tragedię. Twoja bohaterka, próbując odbudować relację z dzieckiem, decyduje się na ryzykowny krok i... pociąga oboje w otchłań.

Reakcja publiczności pokazała mi różne podejścia. Młodzi wczuwają się w sytuację Kostka, syna. Rodzice rozumieją desperację mojej bohaterki. Ja też się staram. W teatrze gram również inne role matek, w Lalce Mikity Iłinczyka czy w The Wall Pawła Miśkiewicza każda straciła dziecko – tak samo Krzeszowska, jak Hajfa i Elish – Palestynka i Irlandka, które odwiedzają kostnicę, poszukując swoich dzieci. Z kolei matka w Moim roku relaksu i odpoczynku w reżyserii Katarzyny Minkowskiej jest wiecznie naćpana, pijana, ignoruje córkę i nie umie kochać. Na scenie przerabiam spektrum matczynych osobowości, cieszę się, że mam takie doświadczenie. Traktuję to terapeutycznie. Kiedy wracam po spektaklu do domu, moje zagwozdki z dziećmi wydają się...

...prostsze do rozwiązania?

Zdecydowanie. Dlatego uważam, że warto czytać książki i chodzić do teatru. To pozwala przeżyć coś mocnego: porusza, prowokuje do myślenia, leczy duszę. A wracając do pytania: co czuję? Od trzech dekad aktorstwo daje mi frajdę. Traktuję je jak zabawę. Wchodzę w rolę, pstryk, i wychodzę. Jednak to się nie odbywa bezkarnie. Gdy mówię monolog o stracie dziecka, a w tle słychać przejmującą muzykę na żywo Wojtka Krzaka i hipnotyzujący głos Mai Kleszcz – organizm reaguje. Czuję się jak wąż ogrodowy, przez który przepływają emocje. Muszę rozbudzić w sobie ból i rozpacz, a potem wytłumaczyć sercu: „Nie bój się, to nieprawda, tylko udaję”. Z tym że serce łomocze jak oszalałe. Nie udaje. Kiedy kończę monolog, potrzebuję chwili, żeby się uspokoić. Zbigniew Zapasiewicz mówił mi: „Nie ty masz płakać, tylko widz”. Staram się tego trzymać. Ale ciało czuje i pamięta. Każda z ról zabiera kawałek mnie. To „plusy ujemne” aktorstwa.

Z „plusów dodatnich” – jako świetna aktorka nie staniesz się kobietą przezroczystą.

Tak myślisz? To pocieszające. W chwilach zwątpienia przypominam sobie Danusię Szaflarską, która grała do setki. Najpiękniej pod koniec życia. Po drugiej stronie są Greta Garbo, Brigitte Bardot czy Pola Raksa, które u szczytu sławy zdecydowały się zakończyć karierę i zniknęły. Mam wybór.

Zawsze umiałaś stawiać granice?

Zaskoczyłaś mnie... Nie wiem. Przyjechałam do Warszawy jako dziewiętnastolatka. Moje wyobrażenia o życiu były utkane z marzeń, książek, filmów i cytatów. Wchodziłam w dorosłość po omacku, intuicyjnie. Byłam najeżona. Niski głos i groźny wyraz twarzy wysyłały otoczeniu sygnał: nie podchodź. To wynikało oczywiście z nieśmiałości, ale może już wtedy okopałam się wewnętrznie, określiłam granice? Po latach przypomniała mi o tym reżyserka Agnieszka Glińska, z którą pracowałam w szkole teatralnej i tuż po. Powiedziała: „Zawsze byłaś trochę osobna”. Być może w tym tkwi moja moc.

Katarzyna Herman: wywiad do magazynu Twój Styl lipiec 2026 - 1
fot. ALEKSANDRA ZABOROWSKA

 

Katarzyna Herman: "Inwestuję w zdrowe ciało i sprawny umysł"

Wiele kobiet szanuje cię za rolę Zofii Adamczewskiej w serialu 1670. Gdy koleżanki po fachu nałogowo się odmładzają, ty pozwoliłaś się postarzyć i oszpecić! Przeraziłaś się, kiedy pierwszy raz spojrzałaś w lustro jako Zofia?

Gdy dostałam tę rolę, producenci spytali, czy dam się postarzyć? Opowiedziałam, że nie będzie to konieczne, już jestem dosyć stara. Nie przeraziłam się, bo transformacja była stopniowa. Zofię wymyślaliśmy z charakteryzatorem Januszem Kaleją. Najpierw schowaliśmy włosy – są zmysłowe i dodają urody. Potem rozjaśniliśmy brwi. Ten moment pamiętam. Pomyślałam, że wyglądam jak mieszczka z XVII-wiecznego portretu trumiennego. Do tego dorzuciliśmy parę plam wątrobowych, sińce pod oczami oraz minę zniesmaczonej żaby. Zauważyłaś, że Zofia nigdy się nie uśmiecha? Ciągle jest nabzdyczona. To najbardziej postarza. Czasami przeraża mnie pytanie: czy zagram babcię? Nie. Babci jeszcze nie. Nie chcę zabierać ról starszym koleżankom. Zagram po sześćdziesiątce. Chociaż zdarzyło się, że pomyślałam: „Kurczę, czy to już ten moment?! Naprawdę tak wyglądam?!”. Cóż, czasu nie oszukasz. Ale jestem sprawna, regularnie ćwiczę, to mi daje siłę. Nie głodzę się, nie stosuję diet, za to staram się jeść mniej i mądrze. Nie tykam cukru. Nie piję alkoholu, nie palę. Tylko w spektaklu od czasu do czasu i... mogłabym wieczorem wypić kieliszek czerwonego wina, które uwielbiam, wypalić papierosa, ale tego nie robię. Inwestuję w zdrowe ciało i sprawny umysł. W te parę dziesiątek lat dojrzałego życia, które przede mną.

Nie palisz, nie pijesz, to co robisz z czasem, który oszczędzasz?

Więcej śpię, dużo łażę, np. do teatru jako widz. Nudzę się czasem. Patrzę na drzewa. Dziadek przeżył traumę, stracił dom, mówił, że dom musi stać na górce i mieć widok na drzewo. Mój ma. Czytam. Zauważyłam, że ludziom nie chce się przeczytać nawet kilkuzdaniowego wpisu pod postem na Instagramie. Oglądają tylko obrazki. Niedawno zamieściłam zdjęcie, na którym jestem w ciąży z Romą. Dostałam mnóstwo gratulacji... Książki w trudnych chwilach dają ucieczkę, zapomnienie i też otwierają bramy do światów niedostępnych. Nie pojadę do Palestyny. Ale przeczytałam reportaż Jeden dzień z życia Abeda Salamy Nathana Thralla. Wstrząsającą opowieść o relacjach Żydów i Palestyńczyków. Lubię tropić piękne zdania. Zawsze mam przy sobie książkę oraz mały notesik, gdzie wpisuję cytaty. Ostatnio: „Moim zdaniem książka nie powinna kosztować więcej od flaszki wódki. Człowiek musi mieć przecież jakiś wybór” – Andrzej Sapkowski.

Katarzyna Herman: wywiad do magazynu Twój Styl lipiec 2026 - 2
fot. ALEKSANDRA ZABOROWSKA

Katarzyna Herman: "Chciałabym kogoś spotkać. Lubię mieć mężczyznę u boku"

Wyobrażasz sobie życie bez mężczyzny u boku?

Nie muszę. Rozwiodłam się przed pandemią, wtedy uważałam, że to moja klęska, jakby uschło drzewo, które wiele lat pielęgnowałam. To już minęło. Umiem żyć bez faceta. Jednak chciałabym kogoś spotkać. Lubię mieć mężczyznę u boku. Jest do kogo wracać. Można pogadać, przejrzeć się w jego oczach. Potrzymać za rękę, pogłaskać. Dotyk jest ważny. Proszę czasem dzieci, żeby mnie przytuliły. Słyszę: „Mamo, znajdź sobie faceta!”. To nie takie proste. Ale się rozglądam. Nasza rozmowa nie jest ogłoszeniem matrymonialnym, więc nie podam ci pożądanych męskich cech. Może wpadnę na tego mężczyznę lada dzień? A może nigdy? Wtedy zostanie mi teatr… Chociaż byłoby szkoda. W Małym Księciu róża mówi: „Ludzie? Wiatr nimi miota. Nie mają korzeni – to im przeszkadza”. Nie chcę się tylko miotać na wietrze.

Cały wywiad do przeczytania w najnowszym numerze magazynu Twój Styl.

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 07/2026