Sztuczna inteligencja miała oszczędzać nasz czas. Miała pomagać szybciej pisać, sprawniej analizować informacje, ułatwiać pracę i pomagać w codziennym życiu. Jednak wraz z nowymi możliwościami pojawiło się także pytanie: czy, korzystając z AI, nie zaczynamy wpadać w pułapkę niekończących się pytań i poprawek w poszukiwaniu idealnego rozwiązania?
Podczas firmowego szkolenia dotyczącego wykorzystywania sztucznej inteligencji w pracy prowadzący zaproponował nam ćwiczenie. Polegało na wpisaniu promptu: „Zanim przygotujesz prezentację na podstawie załączonych materiałów, zadaj mi pytania, które pomogą ci jak najlepiej wykonać to zadanie.”
Efekt był zaskakujący – lista pytań generowanych przez AI zdawała się nie mieć końca. Każda odpowiedź prowadziła do kolejnych doprecyzowań, nowych wyborów i następnych możliwości. Zamiast szybko przejść do działania, łatwo było utknąć w procesie ciągłego udoskonalania.
Wiele osób korzystających z narzędzi AI wpada w podobny schemat. Prosimy o kolejne wersje tekstu, dodatkowe propozycje, bardziej szczegółowe odpowiedzi. I to, co początkowo miało pomóc nam osiągnąć lepszy efekt, może zamienić się w niekończące się poprawianie. Granica między świadomym ulepszaniem a poszukiwaniem ideału zaczyna się zacierać...
Podobnie jak wcześniej pojawiło się określenie doomscrolling, opisujące bezrefleksyjne przewijanie kolejnych treści w internecie, dziś coraz częściej mówi się o doompromptingu. To nieformalne określenie sytuacji, w której użytkownik wpada w pętlę kolejnych zapytań do AI, poprawek i prób uzyskania „idealnej” odpowiedzi, ponieważ żadna nie satysfakcjonuje go w 100 procentach.
Problem nie tkwi wyłącznie w samej technologii. Nowe narzędzia jedynie wzmacniają mechanizm, który znamy od dawna – potrzebę wykonania zadania najlepiej, jak to możliwe. Zamiast zakończyć pracę po pierwszej dobrej wersji tekstu, prosimy o kolejne warianty. Zamiast zaakceptować pomysł, szukamy jeszcze lepszego. Zamiast uznać, że efekt jest wystarczająco dobry, próbujemy osiągnąć wersję doskonałą.
Według psychologów perfekcjonizm może przybierać dwie formy. Adaptacyjny pomaga wyznaczać cele, rozwijać się i czerpać satysfakcję z osiągnięć. Nieadaptacyjny wiąże się natomiast z lękiem przed popełnieniem błędu, nadmierną samokrytyką oraz poczuciem, że efekt nigdy nie jest wystarczająco dobry.
Naukowcy postanowili sprawdzić, jak te cechy wpływają na korzystanie z nowych technologii. W badaniu opublikowanym w 2026 roku w czasopiśmie Acta Psychologica, przeprowadzonym wśród 1099 studentów, wykazano, że osoby z wyższym poziomem nieadaptacyjnego perfekcjonizmu częściej polegały na narzędziach sztucznej inteligencji (źródło: www.sciencedirect.com).
W praktyce, osoba, która bardzo boi się popełnić błąd, może częściej szukać potwierdzenia w AI: kolejnej wersji tekstu, kolejnej sugestii, kolejnego zapewnienia, że efekt jest właściwy. Łatwo ulec pokusie, żeby korzystać z pomocy coraz częściej, na wielu obszarach naszego życia. Jak twierdzą badacze, sama technologia nie jest problemem – pytanie tylko, czy korzystamy z niej jako wsparcia, czy powoli zaczynamy wierzyć, że bez niej nie poradzimy sobie wystarczająco dobrze.
Żyjemy w świecie, w którym coraz częściej mamy poczucie, że powinnyśmy radzić sobie lepiej, działać szybciej i skuteczniej. Chcemy być dobrzy w pracy, obecni dla bliskich, zorganizowani i stale się rozwijać.
Sztuczna inteligencja może być dla nas wsparciem. Pomaga uporządkować zadania, zaplanować dzień, przygotować dokumenty czy znaleźć nowe pomysły. Ale czasem może też niepostrzeżenie wzmacniać presję, żeby wszystko było jeszcze lepsze. Tekst? Idealny. Plan dnia? Doskonały. Pomysły na imprezę? Najbardziej oryginalne.
Tymczasem rozwój nie oznacza ciągłego poprawiania każdego szczegółu. Czasem największą umiejętnością jest zatrzymać się i uznać: to już jest wystarczająco dobre. Technologia może pomagać nam działać lepiej, pod warunkiem, że pozostaje narzędziem, a nie kolejnym źródłem presji.