Wywiad

Magdalena Boczarska: "Całe życie szukamy prawdy o sobie"

Fot. ALEKSANDRA ZABOROWSKA

Wzięła udział w telewizyjnym show, żeby wejść na nowy grunt, poczuć moc. Nie przypuszczała, że program rozrywkowy może mieć wpływ na życie dojrzałej kobiety. Tak się stało. - Taniec ujawnia prawdę o człowieku – mówi. Jaka jest prawda o Magdzie? Długo ukrywała się za rolami, kontrolowała emocje. W nowym wcieleniu odważyła się być sobą bardziej, niż być aktorką.

Przychodziła na plan filmowy z połamanymi żebrami, z połamanym sercem i grała. Tak było, gdy kręciła W ukryciu. Lata temu przyznała: „Rozwód rodziców wyzwolił we mnie instynkt walki, przetrwania, który jest ważnym elementem mojego życia i kariery”. Dzięki rolom Kamili w Różyczce i Michaliny Wisłockiej w Sztuce kochania Magdalena Boczarska weszła do aktorskiej ligi mistrzów. Utrzymała się tam po kolejnych: w Pod powierzchnią, Piłsudskim, Królu, Zachowaj spokój. Nie sprzedała duszy filmowi, z partnerem Mateuszem Banasiukiem są czułymi rodzicami ośmioletniego Henryka. Jest też sport, który trzyma ją w pionie. Fizycznym i emocjonalnym.

Magdalena Boczarska: "Znalazłam się w takim miejscu, że musiałam wyjść ze strefy komfortu"

Twój STYL: Nie poznałam cię w pierwszej chwili... Mówią, że program, w którym wystąpiłaś, to fizyczne i psychiczne wyzwanie. Masz po nim chorofobię, organiczną niechęć do tańca?

Magdalena Boczarska: Przeciwnie. Mam do niego stosunek miłosny. Gdyby pół roku temu ktoś powiedział, że Taniec z Gwiazdami otworzy nowy rozdział w moim życiu, nie uwierzyłabym. A jednak... Jeden z producentów powiedział, że byłam reckordzistką odmawiania udziału w tym programie. Przez lata oglądałam tańczące koleżanki i kolegów, ale żeby samej wystąpić? Nigdy w życiu! Przychodzi jednak moment, że masz ochotę zrobić coś szalonego, innego. O co nikt cię nie podejrzewa.

…nawet ty sama.

Znalazłam się w takim miejscu, że musiałam wyjść ze strefy komfortu, potrzebowałam zmiany. Intuicja podpowiadała, że program mi w tym pomoże, czułam jednak wewnętrzny opór. Wiedziałam, że środowisko filmowe nie będzie tego dobrze postrzegało.

Magdalena Boczarska w nowym Twoim Stylu
fot. ALEKSANDRA ZABOROWSKA

 

Magdalena Boczarska: "Jakiś czas temu poczułam, że aktorstwo przestało mnie rozpalać"

No tak: Wisłocka, Różyczka, Ryfka, Maria Piłsudska… A jednak nie posłuchałaś „środowiska”, tylko siebie.

Także mojego Mateusza i menedżerki, którzy byli fanami tego pomysłu. Czasem potrzebujesz impulsu, gdy chcesz coś zrobić, ale się boisz. I ja ten impuls od nich dostałam. Więc z duszą na ramieniu i świadomością ryzyka, „co pomyślą inni”, powiedziałam „tak”. Nie miałam pojęcia, jaka jestem w tańcu, czy się ośmieszę? Czy dam radę fizycznie, psychicznie? Dużo niewiadomych i ogromna presja, którą sama na sobie wywierałam. Gdy o tym mówię, wciąż się wzruszam. Jakiś czas temu poczułam, że aktorstwo przestało mnie rozpalać, dodawać skrzydeł. Uwielbiam ten zawód, ale bywa tak samo piękny jak okrutny. Piękny, gdy mamy szczęście do fantastycznych ról, reżyserzy i producenci widzą nas w swoich filmach, publiczność wychodzi z kina wzruszona, gdy spływają słowa uznania. A okrutny, bo po wzlotach przychodzą upadki, po euforii – często stagnacja. Po tylu latach ciągle nie jestem odporna na krytykę, na wątpliwości. Spodobam się publiczności czy nie? Moja praca jest komuś potrzebna czy bezużyteczna?

W programie na żywo byłaś wystawiona na bezlitosną ocenę.

I bałam się tego jak nie wiem co. W kinie i teatrze mogę ukryć się za rolą. Mogę zbrzydnąć, przytyć, postarzeć się, płakać, histeryzować, mylić się, być wulgarna, cyniczna, odpychająca, ale to nie jestem ja, tylko postać, którą gram. W programie tańczyłam po prostu ja, wystawiona na widok publiczny i ocenę. Ogromne znaczenie ma to, z kim tańczysz, kto taniec przed tobą odkrywa. Miałam wielkie szczęście, że trafiłam na Jacka Jeschke, który po tym wszystkim stał się przyjacielem. Trzy miesiące, wiele godzin dziennie razem. Gdyby nie Jacek, nie osiągnęłabym tak wysokiego poziomu w tańcu. Zapewniał mi komfort psychiczny w trudnych momentach, a było ich naprawdę dużo. Jacek jest ciepły, empatyczny, mądry, zabawny. Jego energia pomogła mi cieszyć się tą drogą. Aktorstwo dawno nie dało mi takiego kopa emocjonalnego jak taniec. Może dlatego, że pokazuje dużo prawdy o człowieku.

Magdalena Boczarska w nowym Twoim Stylu - 2
fot. ALEKSANDRA ZABOROWSKA

 

Magdalena Boczarska: "Chcę być dla siebie dobra, wyrozumiała"

Ta prawda najbardziej mnie interesuje.

Całe życie szukamy prawdy o sobie. Na terapii, w medytacji, w podróży. Gdy zaczął się program, ktoś mnie zapytał, jaka chciałabym być w tańcu? Odpowiedziałam, że prawdziwa. Niedawno stwierdzono u mnie ADHD, to też była ważna zmiana. Diagnoza pozwoliła mi spojrzeć na siebie z czułością i poukładać pewne rzeczy na nowo. Wyjaśniła wiele znaków zapytania, udzieliła kojących odpowiedzi, bo przez lata miałam do siebie pretensje, obwiniałam się o różne niedostatki, karciłam za niedoskonałości. Uważałam się za niewystarczającą. Teraz w wielu sytuacjach myślę: „Taka po prostu jestem”. I oczywiście nie tłumaczę wszystkiego diagnozą, nie stała się wymówką. Raczej uświadomiła, że chcę być dla siebie dobra, wyrozumiała. Długo czułam się zniewolona tym, co sądzą o mnie inni. To było dojmujące odkrycie, że jestem więźniem tego, co myśli środowisko filmowe: inni aktorzy, reżyserzy. Taniec pomógł złapać dystans.

Magdalena Boczarska w nowym Twoim Stylu - 4
fot. ALEKSANDRA ZABOROWSKA

Ale?

To nie była łatwa lekcja. W teatrze moje „być albo nie być” nie zależy od tego, jak zagram spektakl. Widownia może klaskać bez entuzjazmu albo wcale, ale nie decyduje o tym, czy wyjdę na scenę następnego dnia. W Tańcu... weryfikacja jest natychmiastowa, bezlitosna. Trzeba mieć siłę, żeby się temu poddać. Ktoś mnie zapytał, czy wystąpienie w tym programie wymagało odwagi.

Co odpowiedziałaś?

Że odwaga to za mocne słowo w kontekście programu rozrywkowego, ale na pewno wymagało skoku na głęboką wodę i zaufania, że dopłynę w fajne miejsce. W kategoriach osobistego wyzwania było to ekstremalne. Powiedziałaś, że interesuje cię prawda… Znalazłam się w takim punkcie, że chciałam zrobić woltę. To był idealny moment, żeby stanąć w szranki z dziewczynami 15 lat młodszymi i od nich nie odstawać, pokazać moc. Chciałam zafundować sobie to doświadczenie przed pięćdziesiątką. Mogłam zmierzyć się sama ze sobą. Potrzebowałam adrenaliny, żeby poczuć, że jestem we wspaniałym rozdziale życia. To nowy początek.

Cały wywiad do przeczytania w najnowszym numerze magazynu Twój Styl.

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 08/2026