Nostalgiczna i refleksyjna, fani mówią: piosenkowa terapeutka. Kaśka Sochacka to fenomen. Bilety na jej koncerty sprzedają się w mig, choć na scenie nie ma fajerwerków i tancerzy. Tylko ona i muzycy. Ale gdyby po pierwszym wersie zamilkła, publiczność sama dokończyłaby utwór, bo zna wszystkie. By przyszedł taki sukces, potrzebne było morze cierpliwości i pokory. Na szczęście Kaśka w nim nie utonęła.
A ty jak? Jak ci się teraz podoba twój świat? – pyta czule w piosence o rozstaniu. Lubi ten temat. I inne skłaniające do wzruszeń. Śpiewanie o nich przyniosło jej pięć Fryderyków. Delikatna i sympatyczna, uważnie dobiera słowa, buduje ładne zdania. Dużo się śmieje. Pijemy kawę w ogrodzie wytwórni Jazzboy. Śpiewają ptaki, kiście bzu pachną szaleńczo – jak to na Saskiej Kępie. Rozmawiamy o komentarzach w internecie, rzadko się zdarza, że ktoś ma tak pozytywne.
Twój STYL: Jak myślisz, za co ludzie cię lubią?
Kaśka Sochacka: Chciałabym wiedzieć. Dzisiaj już dociera do mnie, że piosenki, które uważałam za tylko moje, stają się również czyjeś. Rozumiem, że są dla kogoś ważne, że w czymś pomagają i zmieniają życia. Sama też przeszłam metamorfozę. Byłam tą nieśmiałą dziewczyną, która przepuszcza innych w kolejce. Dosłownie. Gdy studiowałam w Krakowie ekonomię, równocześnie zapisałam się do Krakowskiej Szkoły Jazzu. Wystąpiłam tam publicznie tylko raz. Podczas prób, kiedy akompaniowali nam profesjonalni muzycy, siedziałam w kącie i przepuszczałam wszystkie koleżanki, żeby tylko nie wystarczyło czasu dla mnie. One wchodziły na środek, ja nie.
Dostałaś dwa Fryderyki za debiut i album. A w roku 2021 na gigantycznym billboardzie na Times Square w Nowym Jorku pojawiła się twoja twarz – tak uhonorowała cię platforma Spotify w nagrodę za popularność. Jaki to ma smak?
Wtedy nie nazywałam tego sukcesem, po prostu cieszyłam się, byłam wdzięczna. Dopiero z perspektywy czasu widzę, jakie to było duże. Ale za każdym razem przed wyjściem na scenę wątpię, czy ludzie przyjdą, czy informacja o wyprzedanych biletach to nie kłamstwo. Wiem, to szalone, ale ciągle tak mam.
Publiczność śpiewa z tobą albo za ciebie, zna każde słowo. Jak myślisz, czym ich przyciąga twoja muzyka?
Może szczerością? Gdy piszę piosenkę, nie myślę o odbiorze publiczności. Jestem sam na sam z tekstem, jest w nim wszystko, co chcę w tej chwili powiedzieć o sobie. Słuchacze chyba to czują. Gdy opublikowaliśmy utwór Wiśnia, w komentarzach było mnóstwo interpretacji słowa „tęsknię”, powtarzającego się w refrenie. Uderzyło mnie, że jest tak pojemne. Więc może chodzi też o uniwersalność tekstów? Już wiem, że moja muzyka odmieniła życie kilku osobom.
Fani to mówią?
Czekają po koncertach, chcą rozmawiać, a ja jestem ciekawa każdego z nich, więc gadamy. Piszą też listy. Piękne, osobiste. Pamiętam każde spotkanie, każdą historię. Czasem nie mogę przez nie spać. Dzisiaj dowiedziałam się, że w Gdańsku będzie chłopak, który przylatuje z Chin specjalnie na mój koncert. Już unoszę wiedzę, że inni czekają na moje utwory, chcą je ode mnie wziąć.
Niezmienna jest twoja empatia, czułość. Skąd one w tobie?
Artystyczna wrażliwość bierze się chyba z braków, różnych deficytów. Moje? Weźmy pod lupę dzieciństwo. Czułam miłość rodziców, ale często nie było ich w domu, dużo pracowali. Chciałam być w paczce z rodzeństwem, jednak różnica wieku była za duża. Więc ta „pełna chata” dla mnie czasem była pusta. To przykłady tych deficytów. Inne są w tekstach. Wolę o nich śpiewać, niż mówić.
Wrażliwość i skromność to zaleta, jednak w show-biznesie cenniejsza wydaje się pewność siebie, autoreklama. Ty nie bywasz, nie pokazujesz się na ściankach. Taki masz plan?
To nie element strategii. Długo czekałam na swój czas i wciąż z pokorą podchodzę do tego, co robię i co osiągam. Nie odlatuję. Jest świetnie, ale za chwilę „może skończy mi się fart”, jak śpiewam w Madison. Poza tym… jestem wyczulona na szczerość, na prawdę. Chyba dlatego stronię od tego świata. Boję się go. Staram się unikać zranień. Schronienia szukam w relacjach. Wiem, że ludzie są najważniejsi – rodzina i bliscy z wyboru, z którymi idę przez życie.
Cały wywiad do przeczytania w najnowszym numerze magazynu Twój Styl.