Wywiad

Janusz Chabior: "Kochać można różnie, nawet raniąc. Ja chcę kochać dojrzale"

Janusz Chabior: Kochać można różnie, nawet raniąc. Ja chcę kochać dojrzale
Fot. Filip Zwierzchowski

Gra role czarnych charakterów, ale… serce ma anielskie i cienką skórę. W relacjach z kobietami nie miał szczęścia. Uznał to za lekcję pokory, wyciągnął wnioski. Zakochał się i… dojrzał. Także do miłości. Dla niego to akceptacja, partnerstwo i świadomy wybór, nie tylko emocje. Dawanie, nie branie. Dojrzała miłość mówi: „Potrzebuję cię, bo cię kocham”. To delikatna roślina, trzeba o nią dbać.

Janusz Chabior: "Małżeństwo wiele w moim życiu wyczyściło"

Twój STYL: Ile jest chłopca w dojrzałym mężczyźnie?

Janusz Chabior: Żaden facet nie powie: „Stałem się starym, stetryczałym gamoniem”. Raczej: „Jestem wiecznym chłopcem”. Wpisuję się w trend. Nadal jestem nastolatkiem podczas podejmowania decyzji, ale pod wieczór czasami czuję ciężar wieku. Natura. Jak napisał Samuel Beckett: „Człowiek usycha i kurczy się. I nic nie da się z tym zrobić”. Jestem, jaki jestem. Marna konstatacja, ale zawsze coś.

Z tym usychaniem chyba przesadzasz. Na spotkanie przyjechałeś rowerem prosto z kortu tenisowego.

Jestem namiętnym oglądaczem turniejów wielkoszlemowych. Piłka nożna wydaje mi się przereklamowana i za bardzo skorumpowana. Tenis jest czysty. Albo dobrze odbijasz, albo źle odbijasz i wtedy przegrywasz. Od lat marzyłem, żeby zacząć grać, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. Na 62. urodziny w prezencie od Agatki (Agata Wątróbska, aktorka i reżyserka – red.) dostałem karnet na 10 lekcji tenisa z trenerem. Byłem cholernie szczęśliwy. Rozbawię cię. Wydawało mi się, że będę dobrze grał, i… nie myliłem się. Szybko łapię. Moja trenerka twierdzi, że powinno się oglądać dobre mecze, żeby dobrze grać. Ma rację.

W życiu też uczymy się przez obserwację. Kiedy poczułeś, że stałeś się dojrzałym mężczyzną?

Gdy zakochałem się w Agacie. Małżeństwo wiele w moim życiu wyczyściło. Musiałem stać się mężczyzną, bo już nie byłem sam. Wraz z żoną pojawił się dom, pies, czyli rodzina. A mężczyzna powinien dbać o rodzinę. Troska i opiekuńczość wiążą się z planowaniem i odpowiedzialnością.

Czym jest dla ciebie odpowiedzialność?

Odpowiedzialność jest wtedy, gdy budzę się rano, staję przed lustrem i mogę sobie powiedzieć, że wczoraj ze wszystkim dałem radę. Sprawy życiowe związane z codziennością zostały ogarnięte, rzeczy zepsute naprawione. W związku z tym jestem gotów wejść w nowy dzień. Ode mnie zależy, jak będzie wyglądać. Trzymam się zasad. Odpowiedzialność wiąże się z miłością, ale jak wiesz, kochać można różnie, nawet raniąc. Ja chcę kochać dojrzale. Tak, by kobieta, z którą jestem, była szczęśliwa, a nie zawiedziona. Na pierwszy rzut oka wydaje się to oczywiste, wręcz banalne, ale gdy przyglądam się związkom, które coraz szybciej się rozpadają…

...rozumiesz, jakie to bywa trudne i skomplikowane.

No właśnie. W naszym domu dzielimy się obowiązkami. Nie jest tak, że Agata jest księżną, a ja wyrobnikiem. Trzymając się terminologii sportowej – gramy do jednej bramki. Odkąd jesteśmy razem, nie pociągają mnie już szalone wypady do miasta i nocne rajdy po knajpach. Oboje ciężko pracujemy, doceniam czas, który mogę spędzić z moją żoną. Naszą relację: wspólny obiad, kino, spacer z Heńkiem, serial w domu na kanapie – przedkładam nad wyskoki z kumplami. Wolę pomyśleć o tym, jak urozmaicić życie w związku. Od paru dni planuję wakacje. Bardzo lubię to robić. Rzucam propozycje, jeśli Agatce się nie podobają, szukam dalej. Mamy święte półtora miesiąca, kiedy odpoczywamy. W tym roku zaproponuję żonie Kretę – piasek, słońce, ciepłe morze i nicnierobienie. Potem wypad do Bretanii z Heńkiem. Wyrobiliśmy już psi paszport, leży w szufladzie obok naszych. A na koniec trzy tygodnie nad Bałtykiem – nasza tradycja.

Janusz Chabior
fot. Filip Zwierzchowski

 

Janusz Chabior: "Miłość jest najważniejsza"

Rozmarzyłam się! Do szczęścia doszedłeś metodą prób i błędów. Co z tych lekcji zrozumiałeś?

Że miłość jest najważniejsza. Każdy z nas ma swoją historię, a życie jest zbyt skomplikowane, nie da się zastosować jednego wzorca. Nie wiadomo, ile zależy od nas, a ile od układu astralnego. Dotychczasowe doświadczenie nauczyło mnie, że nasz wpływ na to, jak wyglądała nasza przyszłość, jest marginalny. Oboje znamy ludzi, którzy przeczytali 50 amerykańskich poradników o tym, jak żyć i być szczęśliwym, a mimo to wszystko im się pieprzy. Ja jestem kolesiem urodzonym pod szczęśliwą gwiazdą. Życie to nie jest zjazd na sankach z łagodnej górki w słońcu. Raczej szusowanie na desce po stromiznach, we mgle i śniegu. Niewiele widzisz, ale lecisz. Na każdym etapie mogła mi się powinąć noga. I tak się zdarzało... A jednak wyszedłem na prostą.

Kiedy patrzysz wstecz, co myślisz o młodym Januszku Chabiorze?

Nie poznaję typa. Tamtego Januszka już nie ma, więc trudno o nim opowiadać zgodnie z prawdą. Mogę konfabulować, jaki byłem fajny i niefajny, ale nie chcę. Kiedy przyjechałem do Warszawy, długi czas mnie przerażała. I z tego strachu trochę się pogubiłem. Zatracałem się w rzeczach błahych. Trochę nabroiłem. Trochę win odkupiłem. Żyję 63 lata na tym świecie i już wiem, jak łatwo coś spieprzyć. Teraz staram się nie popełniać błędów. Staram! Trzeba być czujnym, uważnym. Myli się ten, kto myśli, że związek między dwojgiem ludzi jest kolorowym chwastem, który sam wysieje się w ogrodzie i będzie rósł bez względu na pogodę. To delikatna roślinka, na którą trzeba chuchać i dmuchać. Zawsze mieć na nią oko. Nie dopuścić, żeby świadomie lub przez nieuwagę ktoś inny zgniótł ją butem. Aby stworzyć fajny związek, trzeba być uważnym ogrodnikiem.

Skąd wiedziałeś, jak być uważnym ogrodnikiem po dwóch bolesnych porażkach? Nie wypominam ci rozstań, trzymam się faktów.

Odrobiłem lekcje i wyciągnąłem wnioski. Dawanie przynosi więcej satysfakcji niż branie. Spójrz na akcję Łatwoganga. Od lat słyszymy, że młodzież jest depresyjna albo roszczeniowa, leniwa, skupiona na sobie i nic jej się nie chce. Nagle chłopak po dwudziestce rozkręca największą zbiórkę w historii i angażuje młodych na skalę, która zawstydza wielu dorosłych. Dzieciaki wpłacały pieniądze, które odkładały na wakacje. Na tym polega moc tej akcji. Zryw serca, który zaskoczył nas samych. Przypomniał, jaką siłę ma jedność, pomaganie, dawanie. A wracając do związku… Jestem wyczulony na potrzeby Agatki. Fajnie jest uszczęśliwiać bliskich, szczególnie żonę. Kiedy widzę, że jest szczęśliwa, sam jestem szczęśliwy potrójnie. Czasami odsuwam swoje pragnienia na bok, żeby zobaczyć jej uśmiech. To chyba można nazwać miłością?

Można. „Miłość to czasownik” – przeczytałam niedawno.

Celne. Wracamy do metafory ogrodnika i roślinki, którą trzeba pielęgnować. Podlewać, wystawiać na słońce, ochraniać przed wiatrem, otulać przed mrozem. Obrączki to tylko insygnia związku, który tworzą dwa osobne byty. A z drugiej strony symbol. Przypomina mi, że jestem odpowiedzialny za rodzinę. Mój amulet. Mąż – to wiele ról w jednym. Czasami magik, czasami klaun, innym razem dostawca albo kucharz. Są dni, gdy żona dzwoni: „O której wrócisz do domu? Coś nam upichcę”. I takie, kiedy ja przejmuję stery w kuchni. Gotowanie dla Agatki to nie poświęcenie, tylko frajda. Otwieram lodówkę i zastanawiam się, co mogę wyczarować. Uwielbiam moment, gdy z produktów pozornie do siebie niepasujących uda się skomponować piękne danie, które moja ukochana żona je z radością.

 

Janusz Chabior o związku: "Nauczyliśmy się tolerować nasze niedoskonałości"

A mogło nie być tego związku!

Mogło. Nigdy nie byłem specjalistą od marzeń. Szczególnie w uczuciach. Nawet nie marzyłem, że będę aktorem. Prenumerowałem „Dookoła świata” i chciałem zostać marynarzem. Kiedy wzdychałem do tej jednej jedynej, los sprawiał, że ona wolała innego. Pomyślałem, że lepiej poczekać na to, co się zdarzy, niż nabijać głowę fantazjami. Nie spodziewałem się, że będzie… tak fajnie. A jest. Zdecydował przypadek. Graliśmy spektakl Ucho prezesa i Góral (Rober Górski – red.) zaprosił mnie na sylwestra. Nie miałem ochoty iść, byłem wtedy samotnym, nieszczęśliwym chłopakiem. Monika, żona Górala, zaprosiła Agatę, która też się opierała. Oni nie mieli planów, żeby nas swatać. My nie mieliśmy nastroju na imprezę. Oboje byliśmy trochę dzikusami. A jednak przyszliśmy! Los bardzo chciał, żebyśmy się spotkali. Na tym sylwestrze delikatnie pocałowałem Agatę w policzek i… się potoczyło. Agata miała malutkie mieszkanie, ja podobne. Pytanie, gdzie będziemy budować wspólne życie: u mnie czy u niej? Odpowiedź była prosta: szukamy czegoś nowego. Zamieszkanie razem było wyzwaniem. Każdy miał swoje przyzwyczajenia, prywatną „wieżę”. Szukaliśmy kompromisów. Dojrzałość w związku polega i na tym, że nauczyliśmy się tolerować nasze niedoskonałości.

Agata z sukcesem wyreżyserowała m.in. spektakl Przyjaciele Francisa Vebera w teatrze Garnizon Sztuki, w którym zagrałeś. W wywiadzie powiedziała: „Mąż mnie namawiał. On we mnie wierzy, rozpala we mnie różne pomysły”. A jednak oboje baliście się tego doświadczenia. Dlaczego?

Zazwyczaj nie mieszka się z reżyserem, z którym się pracuje. Staraliśmy się nie przenosić pracy do domu, ale okazało się to niemożliwe. Najtrudniejsze było rozdzielenie relacji mąż–aktor i żona–reżyserka. Oczywiście Agata mówiła, jak mam grać, bo ona była kapitanem na tym statku, ale... Każde z nas miało własne koncepcje i rozwiązania. Przy niektórych się upierałem, czasami wkurzałem. Przegadaliśmy niejedną noc. Ostateczną decyzję zawsze podejmowała Agata. Zaufałem jej i... miałem rację. Z perspektywy czasu wiem, że zdaliśmy egzamin, nie pokłóciliśmy się na zabój, do rozwodu nie doszło. Kochamy się nawet bardziej. Jestem dumny z żony, że tak świetnie dała radę. Powstało superprzedstawienie. Pan, który sprzedaje nam jajka, po wieczorze w teatrze powiedział: „Muszę państwu wyznać, że super jest ta sztuka. Mieliśmy z żoną o czym pogadać do północy…”.

Janusz Chabior -2
Fot. Filip Zwierzchowski

Janusz Chabior: "Dobrze w związku nie mieć klapek na oczach"

Czego się o sobie dowiedzieliście po tym wyzwaniu? Co to doświadczenie wniosło w wasze życie?

Uświadomiłem sobie, że muszę uważnie słuchać drugiej strony. Nie zawsze mam rację. Ale warto wyjść poza własne przyzwyczajenia myślowe. Jestem Wodnikiem w ascendencie Lwa, bywam trudnym typem we wspólnym życiu. Oboje zresztą mamy silne charaktery, jesteśmy uparci. Ale szukamy kompromisów, żeby jedna połówka nie zdominowała drugiej. Obserwując innych, zauważyłem, że ludzie często kurczowo trzymają się swojego punktu widzenia. Jakby w środku siedział jakiś wredny krasnal i wołał: „Ty masz rację, nie ona! Ma być, jak ty chcesz!”. No, jednak nie. Dobrze w związku nie mieć klapek na oczach.

Zakochany facet myśli o przemijaniu?

Ten temat w mojej głowie nie istnieje. Czasy są burzliwe, więc nie wybiegam myślami daleko do przodu. Raczej jestem zanurzony w teraźniejszości niż w przeszłości czy przyszłości. Ale przygotowałem dla rodziny plecak przetrwania. Mam też zakopanych parę pereł w ogrodzie, gdyby trzeba było kupić chleb albo benzynę. Poza tym wszystko dobrze. Mówią, że im człowiek starszy, tym czas szybciej płynie. Z tym się zgadzam. Wstaję o szóstej, mieszkamy na terenach zalewowych Wisły, więc idę z Heńkiem na dwugodzinny spacer, jemy śniadanie z Agatką. Zaczyna się dzień i… nagle pora kłaść się spać! A może ten czas tak pędzi, bo jestem szczęśliwy, a nie z powodu wieku?

Lubisz wersję siebie z Agatą?

Bardzo. Uspokoiłem się. Żona dała mi rzadki w dzisiejszym świecie zastrzyk empatii, którego przez lata mi brakowało. Czułość serca. To piękny okres w moim życiu. Niech trwa!

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 07/2026