Róż i bronzer w duecie dają ciepły, świeży rumieniec i lekko opaloną cerę. Choć nazwa blonzer jest nowa, sam sposób wiele z nas zna już od dawna.
Od kilku sezonów jest fokus na róż. Wizażyści i media społecznościowe co chwilę pokazują nowy sposób aplikacji: wysoko na policzkach, w stronę skroni, przez grzbiet nosa jak w strawberry makeup albo w miękko roztartej wersj, jak przy watercolor blush. Każdy z nich daje nieco inny efekt.
Teraz w mediach społecznościowych krąży blonzer, czyli miks różu i bronzera. Nazwa jest nowa, ale wiele z nas pewnie robiło taki makijaż już wcześniej, zupełnie intuicyjnie (sama jestem w tym gronie). Kosmetyki częściowo na siebie nachodzą, przez co makijaż wygląda łagodniej niż klasyczne konturowanie i zdecydowanie bardziej naturalnie. A efekt? Jak po dniu spędzonym na złotym piasku.
Kosmetyki nakładamy tam, gdzie słońce naturalnie pada na skórę: na górną część policzków, skronie, przy linii włosów i lekko na nos. Bronzer aplikujemy jako pierwszy, a następnie częściowo przykrywamy go różem. Na końcu rozcieramy oba kolory, aż połączą się na skórze. Najłatwiej łączyć produkty o zbliżonej konsystencji: puder z pudrem, krem z kremem albo dwie płynne formuły.
Ciepły bronzer pięknie łączy się z brzoskwinią, koralem i terakotą. Można też wybrać róż z domieszką brązu albo w ceglastym odcieniu, który sam w sobie daje podobny efekt. Kosmetyki najlepiej nakładać cienkimi warstwami. Łatwiej wtedy kontrolować intensywność i uniknąć plam koloru.