W tubce wygląda dość odważnie, ale na rzęsach daje bardzo subtelny efekt. Świetna alternatywa dla klasycznych kolorów.
Podkreślone rzęsy to u mnie podstawa. Jestem blondynką, mam naturalnie dość długie włoski, ale jasne, więc nawet jedna warstwa tuszu od razu sprawia, że oko wygląda lepiej. Lubię naturalny makijaż, więc najchętniej sięgam po brązowe maskary. Czerń wybieram już sporadycznie.
Ostatnio, po spotkaniu z makijażystką Agą Wilk, dałam się jednak namówić na burgund. I okazał się idealny. Kolor pięknie podkreśla moje zielone oczy. W tubce wygląda intensywnie, ale na rzęsach jest dużo łagodniejszy. Świetnie współgra z beżami, taupe i delikatnymi brązami na powiekach. Wieczorem dobrze sprawdza się w duecie z kredką w tym samym odcieniu.
Które polecam? Poniżej trzy tusze, po które warto sięgnąć na początek. Każdy daje trochę inny efekt.
Magiczna różdżka w głębokim bordo. Daje piękny efekt zarówno na długich rzęsach, jak i krótkich. Nie skleja ich, nie odbija się na powiece ani nie kruszy. Wielopoziomowa szczoteczka dobrze rozdziela włoski i dociera także do tych najmniejszych przy kącikach oka.
Dream Pop jest bardziej brązowo-bordowy, więc będzie dobrym wyborem na początek przygody z kolorem. Z daleka przypomina klasyczną ciemną maskarę, dopiero z bliska widać cieplejszy odcień. Szczoteczka precyzyjnie pokrywa rzęsy od nasady aż po końce. Tworzy zgrany duet z cieniem w sztyfcie Exagger-Eyes Easy Eyeshadow Stick w odcieniu Cocoa Cherry Sculpt.
Jeśli liczy się przede wszystkim wydłużenie, bardzo dobrze wypada Sky High. To ta sama doskonała formuła. Lubię przede wszystkim za elastyczną, smukłą szczoteczkę, która bez problemu dociera do krótkich rzęs. Bordo wyraziste, ale nadal łatwe do noszenia na co dzień. Formuła z ekstraktem z bambusa wydłuża włoski i nie skleja ich nawet przy kilku warstwach.