Portret

Dolly Parton nie da się zapomnieć. Niezwykła historia królowej country

Dolly Parton nie da się zapomnieć. Niezwykła historia królowej country

25 sierpnia w Nashville odeszła Dolly Parton. Kobieta-symbol. Wokalistka, autorka tekstów, aktorka, producentka i filantropka – była jedną z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych postaci amerykańskiej kultury.

Jej charakterystyczny głos, niezwykła osobowość i talent sprawiły, że zdobyła fanów na całym świecie. „Nie da się jej prosto opisać. Zawdzięczamy jej „I Will Always Love You”, jedną z najpiękniejszych piosenek o miłości, które kiedykolwiek powstały. Nagrała ponad 50 płyt, które sprzedały się w ponad 100 milionach egzemplarzy” – pisał o Dolly Parton Jan Topolewski. Przypominamy artykuł „Hello Dolly”, który ukazał się w magazynie PANI.

Jedyna i niepowtarzalna Dolly Parton

Dollywood Foundation podarowała dzieciom na całym świecie ponad sto milionów książek. Sama Dolly Parton na YouTubie regularnie czytała najmłodszym bajki na dobranoc. Czy to nie naiwne w dobie TikToka i Instagrama? Nie, bo Dolly wierzyła w siłę opowieści. Napisała ich ponad trzy tysiące. To jej piosenki. Dzięki nim dziewczyna z Great Smoky Mountains w Tennessee zyskała wielką sławę i wielkie pieniądze.

A było tak. Dolly Rebecca Parton byłą jedną z dwanaściorga dzieci farmerów Avie Lee Caroline i Roberta Lee Partonów. Jej dzieciństwo było bardzo ubogie, ale szczęśliwe. W chacie, w której się wychowywała u podnóża malowniczych Gór Dymnych, nie było radia, a przez długi czas również elektryczności. Mała Dolly wzięła więc na siebie obowiązek zabawiania licznej rodziny.

Śpiewała stare piosenki, wymyślała nowe. Po raz pierwszy wystąpiła publicznie w wieku 10 lat. „Wtedy postanowiłam, że zostanę gwiazdą”. Plan był, wystarczyło tylko trochę poczekać. Tuż po 18. urodzinach wyjeżdża do Nashville, stolicy muzyki country. „Przybyłam tu w sobotę rano. Ze sfatygowaną walizeczką pełną piosenek, starą gitarą, w znoszonych ciuchach”, opowiada. „Byłam głodna, płakałam każdej nocy, ale szybko uczyłam się pewności siebie. Musiałam, bo byłam dziewczyną w męskim show-biznesie”.

Rzeczywiście, nie brakowało jej tupetu. Pukała do każdych drzwi i nie zrażała się odmową. Miała też godną naśladowania strategię: „Nikogo się nie bałam. Bo czego? Że mnie ktoś zabije? A nawet jeśli, to co? Ugotuje mnie i zje? Sprawa była banalnie prosta, odniosę sukces albo poniosę porażkę. Święcie wierzyłam, że czeka mnie to pierwsze”. Wkrótce więc szefowie wytwórni w Nashville przekonali się, z kim mają do czynienia. Poznali siłę jej talentu i ciętość języka. A Dolly Parton nagrała swój pierwszy przebój zatytułowany „Dumb Blonde”, w którym postawiła sprawę jasno: „Tylko dlatego, że jestem blondynką, nie myśl, że jestem głupia. Bo ta blondyneczka nie da sobie dmuchać w kaszę”.

Jolene i inne dziewczyny

W 1967 roku Dolly Parton rozpoczyna współpracę z Porterem Wagonerem, popularnym piosenkarzem country, gospodarzem własnego programu telewizyjnego i właścicielem ekscentrycznej blond fryzury, której nie powstydziłaby się jego nowa podopieczna. Uczennica szybko jednak prześcignęła mistrza. A stało się to dzięki takim piosenkom jak „The Brigde”, opowiadającej o dziewczynie w ciąży, która popełnia samobójstwo, i oczywiście „Jolene”, utworowi, któremu należy się w naszej opowieści osobny akapit.

Jolene, Jolene, Jolene, Jolene, nie odbieraj mi mojego mężczyzny. Proszę, nie rób tego tylko dlatego, że możesz”, śpiewała Parton. Piosenka była pod wieloma względami zaskakująca. Z powodu swojego intymnego przekazu – kobieta prosi inną kobietę o niezwykłą przysługę – i formy, zaczynała się bowiem od refrenu. Szybko stała się znakiem rozpoznawczym młodej gwiazdy i zapewniła jej popularność większą niż świat muzyki country. „Jolene” wykonywali później m.in. Miley Cyrus, Ellie Goulding, Sophie Ellis-Bextor, a nawet The White Stripes. Znalazła się też na 219. miejscu listy 500 utworów wszechczasów magazynu „Rolling Stone”.

Aby osłodzić Wagonerowi rozstanie, Dolly Parton napisała utwór „I Will Always Love You”. Piosenka spodobała się Elvisowi Presleyowi. Król chciał odkupić od autorki prawa, ale ku zdumieniu wszystkich ta powiedziała twardo „nie”. Jak się okazało, słusznie. Ponad 20 lat później wykonanie Whitney Houston okupowało listy przebojów na całym świecie. „Ta piosenka uczyniła mnie bogatą”, mówiła Dolly.

„Jeśli już mam być gwiazdą, to czemu nie wielką?”, zapytała nasza bohaterka i z pomocą nowego menedżera w latach 70. powędrowała w stronę muzyki pop. W latach 80. zaczęła też występować w filmach. Jej debiutem była komedia „Od dziewiątej do piątej” z Jane Fondą i Lily Tomlin, w której trzy dziewczyny z biura postanawiają ukarać swego szefa seksistę. Przed przystąpieniem do pracy Dolly Parton postawiła tylko jeden warunek: będzie mogła napisać piosenkę do filmu. W nagraniu nominowanego do Oscara utworu „9 to 5” wzięły udział wszystkie kobiety pracujące na planie. Jane Fonda wspomina: „Była mitycznym stworzeniem, kobietą idealną. Idealną do potęgi”.

 „Nie zdajecie sobie sprawy, jak dużo trzeba wydać pieniędzy, żeby wyglądać tak tanio” – Dolly Parton.

Barbie z leśnych ostępów

„Gdybym miała się opisać komuś, kto mnie nigdy wcześniej nie widział, powiedziałabym: Spokojnie! To tylko ja! Wiem, że mój wygląd jest dziwaczny i sztuczny. W środku jestem prawdziwa”, mówi piosenkarka na początku filmu dokumentalnego „Dolly Parton: Here I am”. Nic dziwnego, że od tego wątku zaczyna. Nie wiadomo bowiem, ile tysięcy razy w swej trwającej już ponad pół wieku karierze musiała odpowiadać na pytanie dotyczące swego wizerunku. „Kto panią czesze?” „Nie wiem, nie jestem przy tym obecna”. „Czy bierze pani kąpiel w szpilkach?” „Śpię i kąpię się bez butów. Poza tym zawsze jestem na obcasach. Dzięki nim w kuchni mogę sięgnąć do wyższych szafek”.

Spotykały Dolly Parton i niewybredne żarty, i próby psychoanalizy w popularnych talk-show. Z jednych i drugich sytuacji Parton wychodziła zawsze obronną ręką, bo – co warto powtórzyć dobitnie – była osobą diabelnie dowcipną i piekielnie wprost inteligentną. Litującej się nad nią gwieździe telewizji Barbarze Walters odpowiedziała na przykład: „Nie lubię wyglądać jak inni. Zdecydowałam dawno temu, że będę zwracała na siebie uwagę. Nigdy nie upadnę tak nisko, żeby ubierać się modnie. To co, że niektórzy się ze mnie śmieją? Doskonale wiem, co robię i mogę się zmienić w każdej chwili”.

Równie kontrowersyjną kwestią jak wygląd były poglądy Dolly Parton. A właściwie, jak twierdzą niektórzy, ich brak. Co sądziła na przykład piosenkarka o walce o równouprawnieniem kobiet? „Ja swój stanik spaliłam już dawno temu. Strażacy gasili go przez trzy dni”, żartowała na ten temat Dolly. Ale czy taka odpowiedź wystarczy? Czy to nie asekuracja? Zdaniem Kylie Minogue ważniejsze od jej słów jest życie autorki „Jolene”: „To prawdziwa ikona feminizmu. Ona o nim nie opowiada, ona działa”. Innego wytłumaczenia wstrzemięźliwości gwiazdy dostarcza jej długoletni przyjaciel Mac Davis: „Dolly nie chce, żeby ktokolwiek czuł się z jej powodu niekomfortowo”. I dlatego może równie dobrze na jej koncertach bawią się drag queens, rodziny z piątką dzieci i mężczyźni, którzy za podstawowe prawo człowieka uważają posiadanie broni.

Tajemnice Dolly

I tak dochodzimy do największego chyba paradoksu związanego z tą niezwykłą postacią światowego show-biznesu. Blond peruka, duży biust i krzykliwe kostiumy pozwalają Dolly Parton chronić nie tylko własne poglądy, ale również własne życie. We wspomnianym już filmie dokumentalnym jest dość zabawna i znacząca scena. Prowadzący pytają przyjaciół i współpracowników gwiazdy o niejakiego Carla Deana. Najczęstszą odpowiedzią jest zdziwione spojrzenie i pytanie: „A kto to taki?”. A trzeba tu koniecznie powiedzieć, że Carl Dean był mężem Dolly Parton od 1966 roku. Nigdy jednak nie pojawiał się na koncertach żony, a na własne oczy widziała go jeden raz tylko Jane Fonda. Równie tajemnicza jest rola, jaką w życiu gwiazdy pełniła jej przyjaciółka z dzieciństwa Judy Ogle. „Jesteśmy jak bliźnięta syjamskie” – tyle ma do powiedzenia na jej temat gwiazda.

Kobieta z sercem na dłoni ma, jak widać, sporo tajemnic. Nic więc dziwnego, że dopiero po 30 latach wyszła na jaw informacja, że firma założona przez piosenkarkę współprodukowała kultowy serial telewizyjny „Buffy: Postrach wampirów”. Co jeszcze ciekawsze, okazało się, że kiedy Dolly Parton dowiedziała się, że jedyna w gronie producentów kobieta otrzymała niższą gażę niż jej koledzy – różnicę wyrównała z własnej kieszeni. Nie ma żadnych wątpliwości: dzięki Dolly Parton nasz świat jest lepszym i weselszym miejscem.

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 10/2021