Odkrycie nieznanych listów Sylvii Plath do jej terapeutki otworzyło na nowo dyskusję o życiu tej wielkiej i wciąż inspirującej poetki. Czy była ofiarą przemocy domowej i czy jej mąż Ted Hughes na dekady zdominował nie tylko jej dorobek pisarski, ale także opowieść o niej samej?
Spis treści
Zanim 11 lutego 1963 roku Sylvia Plath popełniła samobójstwo w swoim mieszkaniu przy Fitzroy Road 23 w londyńskiej dzielnicy Primrose Hill, w ostatnich godzinach życia napisała list do mieszkającej w Stanach matki. Co może wyjaśnia, dlaczego około północy zeszła do sąsiada Trevora Thomasa, żeby pożyczyć znaczki pocztowe. Być może w tym liście zadecydowała, kto ma zająć się jej dwójką dzieci i dorobkiem. Ale nie dowiemy się, co w nim było, bo mąż Plath, Ted Hughes, nie pozwolił matce Sylvii go przeczytać. A kiedy Amelia Plath naciskała, zagroził, że do końca życia nie zobaczy wnucząt. „Odczytuję ten akt prywatnej cenzury jako początek procesu przejmowania przez Hughesa kontroli nad dziedzictwem żony (-). Hughes przyznawał się w anegdotach i w druku, że albo spalił, albo zgubił dzienniki, wiersze, listy oraz trzecią powieść Plath, nad którą dopiero pracowała”, pisze Emily Van Duyne, profesor na Uniwersytecie Stockton, w najnowszej biograficznej książce „Kochając Sylvię Plath”. W oryginale jej książka ma także podtytuł: „A Reclamation”, czyli odzyskiwanie.
Emily Van Duyne zaczęła pisać swoją książkę w 2017 roku, kiedy świat pierwszy raz usłyszał o nieznanych listach pisarki do psychiatry Ruth Barnhouse Beuscher, którą Plath poznała jeszcze w Ameryce i z którą przez całe życie utrzymywała kontakt. Listy te zostały wystawione na sprzedaż za blisko milion dolarów przez antykwariusza z Massachusetts. Van Duyne była przekonana, że informacje o przemocowym charakterze małżeństwa Plath i Hughesa, które znalazły się w korespondencji z psychiatrą, nie są szokującą nowością, i że każdy, kto uważnie czytał poezję Sylvii, a nawet niektóre z dotychczasowych książek o niej, musiał się domyślać. Choć tutaj trzeba wziąć pod uwagę spór o sposób odczytywania twórczości artystycznej. Część krytyków nie uznawała i nadal nie uznaje interpretowania literatury, a szczególnie poezji, przez pryzmat osobistych doświadczeń autora. Jednak twórczość Sylvii Plath, szczególnie ta, którą tworzyła pod koniec życia, ma charakter konfesyjny i jest silnie związana z jej osobistymi doświadczeniami. A wyznania na temat jej związku z Tedem Hughesem umieszczają wiele jej ostatnich utworów we właściwym kontekście.
Amerykanka Sylvia Plath i Brytyjczyk Ted Hughes spotkali się po raz pierwszy w 1956 roku na imprezie na kampusie w Cambridge. Ona miała 23 lata, on 25. Hughes, wysoki, postawny i nieco mroczny początkujący poeta, wzbudzał silne emocje. Ludzie albo zakochiwali się w nim od razu, albo uznawali za koszmarnie pretensjonalnego. Sylvia studiowała wtedy literaturę angielską w Newnham College, żeńskim kolegium w Cambridge, dzięki stypendium Fulbrighta, które pokrywało czesne i koszt podróży ze Stanów. Zdobyła je, ponieważ miała doskonałe wyniki w nauce, mimo że podczas trzeciego roku studiów w Smith College w Northampton (Massachusetts) przeżyła załamanie nerwowe, podjęła próbę samobójczą i spędziła jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym, gdzie poddano ją leczeniu insuliną oraz elektrowstrząsami. Sylvia przeżyła, bo zażyła zbyt dużą liczbę tabletek nasennych i je zwymiotowała, ale ukryła się tak skutecznie w piwnicy, że przez trzy dni rodzina nie mogła jej znaleźć, a o jej zniknięciu pisały nawet lokalne gazety.
Kryzys psychiczny przyszedł po jej powrocie z Nowego Jorku, gdzie przez miesiąc pracowała jako redaktorka w piśmie „Mademoiselle”. Ten miesięczny staż wygrała w konkursie, które pismo ogłaszało co roku. Jeszcze przed wyjazdem do Nowego Jorku miała trudności z pogodzeniem swoich ambicji i perfekcjonizmu z wysokimi wymaganiami naukowymi w Smith. W Nowym Jorku przez większość czasu czuła się wyobcowana, mimo że zapraszano ją na przyjęcia i premiery na Manhattanie. Wróciła do rodzinnego Wellesley przytłoczona i z poczuciem klęski, choć w jesiennym wydaniu „Mademoiselle” znalazły się jej teksty oraz wiersz „Mad Girl’s Love Song”. Doświadczenia związane z wyjazdem do Nowego Jorku, próbą samobójczą i leczeniem w szpitalu psychiatrycznym opisała potem w jedynej opublikowanej, przesiąkniętej buntem powieści „Szklany klosz”. Do dzisiaj jej książka jest jedną z najczęściej czytanych amerykańskich powieści. A Plath szczególnie wśród młodych kobiet cieszy się uwielbieniem niczym gwiazda rocka.
Impreza, na której Sylvia spotkała Teda, odbywała się z okazji ukazania się studenckiego magazynu literackiego, w którym został opublikowany wiersz Hughesa. To Sylvia, wysoka i ubrana na czarno, podeszła do Teda – chciała go poznać, bo jego wiersz zrobił na niej wrażenie. Zapewne Hughes także był nią zainteresowany – piekielnie inteligentna i wyrafinowana Amerykanka miała na kampusie status gwiazdy. Kiedy w pewnym momencie przeszli do pokoju obok sali, gdzie trwała zabawa, nastąpił epizod, który jest różnie interpretowany. Jak pisze Van Duyne, „następnego ranka napisała w dzienniku, że się całowali, a potem Hughes zerwał jej klipsy i opaskę z głowy. Ona w zamian ugryzła go w policzek”. Kilka tygodni później, w marcu 1956 roku, spotkali się w Londynie i spędzili pierwszą wspólną noc w hotelu.
Mimo że kiedy się poznali, Plath miała za sobą więcej publikacji niż Hughes, ukończyła z najwyższym wyróżnieniem studia na jednym z najlepszych wydziałów literatury angielskiej w Stanach Zjednoczonych i była stypendystką Fulbrighta, biografowie ich obojga często pisali o niej, jakby terminowała u swojego męża. Miała czuć jego twórczą wyższość, inspirować się jego poezją. Miał być jej mistrzem i przewodnikiem. Wprawdzie pisała do niego: „Niczego nie pragnę, oprócz mojej maszyny do pisania i krów, tylko pracować dla Ciebie, być Twoją niewolnicą, kobietą, która zawsze będzie Cię tylko wzbogacać – to wszystko”, ale można tę egzaltację złożyć na karb szaleńczego zakochania. Po śmierci Plath Ted Hughes podtrzymywał ten mit swojej literackiej wyższości. Jeszcze w 1986 roku pisał o żonie: „Jeśli chodzi o jej wiedzę literacką, nieustannie wprawiało mnie w osłupienie – naprawdę w osłupienie – czego nie przeczytała”.
Za to prawdą jest, że od samego początku ich związku Sylvia zajęła się promowaniem twórczości męża i pełniła rolę jego agentki oraz sekretarki. Przepisywała jego wiersze na maszynie i wysyłała na wszystkie możliwe konkursy poetyckie. Już w pierwszym roku ich małżeństwa tomik Hughesa „Jastrząb w deszczu” zdobył prestiżową nagrodę nowojorskiego Poetry Center. Do końca ich relacji Plath występowała w imieniu Hughesa i negocjowała jego umowy z wydawnictwami. Nie tylko w tej sprawie zachowywała się jak tradycyjna żona w tamtych czasach – za swój obowiązek uważała też prace domowe: gotowanie, sprzątanie, a także zajmowanie się rodzinnymi finansami. Tu zapewne odzywał się jej amerykański pragmatyzm.
Jednak nie było mowy o rezygnacji z pisania – poezja była dla niej na tyle ważna, że kiedy po ukończeniu studiów w Cambridge dostała propozycję wykładania literatury w Smith College (pozostałą kadrę nauczycielską stanowili sami mężczyźni), cierpiała, bo praca dydaktyczna pochłaniała tyle energii, że brakowało jej czasu na pisanie. Dlatego Hughesowie zdecydowali, że przeniosą się do Londynu i poświęcą się tylko literaturze. Brytyjscy znajomi donosili, że współpraca z Radiem BBC (pojawiały się tam regularnie audycje o poetach i poezji, autorzy nagrywali swoje wiersze) pozwala się utrzymać. Poza tym londyńskie środowisko poetyckie wydawało się bardziej interesujące i inspirujące.
Decyzja o zamieszkaniu w Anglii będzie miała dla Plath konsekwencje: już zawsze będzie się czuła kimś z zewnątrz, żyjąc wśród bliskich i znajomych Hughesa, a oni będą widzieli w niej nadmiernie pewną siebie, zbyt energiczną i ekstrawertyczną Amerykankę. Jak późniejsza noblistka, pisarka Doris Lessing, do której Sylvia usiłowała się zbliżyć na kilka dni przed śmiercią – osamotniona szukała kontaktu z innymi pisarkami. Lessing uznała Plath za osobę „za bardzo” i nie chciała się z nią więcej spotykać.
W pierwszym roku w Londynie wiele się wydarzyło. W kwietniu 1960 roku, w mieszkaniu na Chalcot Square 3, przyszła na świat córka pary, Frieda. „To moja odpowiedź na bombę wodorową”, pisała Sylvia. Poród domowy jej matka uznała za dowód na niecywilizowane warunki panujące w Anglii. W tym samym roku ukazał się pierwszy tomik poetycki Plath „The Collosus” (Kolos), który dwa lata później został opublikowany w Stanach. Już w lutym następnego roku Sylvia była po raz kolejny w ciąży. W tym czasie czuła się zmęczona i przytłoczona ilością obowiązków domowych. Reagowała rozdrażnieniem na nieobecność męża zajętego karierą. Kiedy pewnego dnia wyszedł na spotkanie z redaktorką BBC i długo nie wracał, przekonana o jego niewierności, podarła papiery z jego biurka. Wściekły Hughes rzucił się na nią. O tym wydarzeniu napisała do terapeutki w jednym z odnalezionych listów - pobicie przez męża dwa dni później spowodowało poronienie. „Małżeństwo, choć od początku burzliwe i niestabilne, już nigdy nie było takie samo”, pisze Van Duyne.
Trzecia ciąża sprawiła, że państwo Hughesowie zaczęli zastanawiać się nad zmianą mieszkania – dotychczasowe miniaturowe nie pomieściłoby ich czwórki. Podjęli decyzję o wyprowadzce z Londynu i kupnie wiejskiego domu w Devonie. Green Court, XVII-wieczną tradycyjną angielską posiadłość z dworkiem ze słomianą strzechą we wsi North Tawton, nazywali wymarzonym domem. Wydaje się, że Green Court było przede wszystkim marzeniem Teda Hughesa, który wychował się na wsi i czuł się związany z naturą, czemu dawał wyraz w swojej poezji. Bo dlaczego amerykańska dziewczyna, zafascynowana miastem i życiem kulturalnym, miałaby marzyć o mieszkaniu na brytyjskiej prowincji w średniowiecznym, ciemnym i trudnym do ogrzania domu? Ale może Sylvia uznała, że spełnienie marzenia męża może dobrze wpłynąć na ich związek. Niestety, tak się nie stało, za to na początku wpłynęło dobrze na jej pracę – pisała sporo wierszy, m.in. o macierzyństwie, i zaczęła pracować nad „Szklanym kloszem”.
Zanim wyprowadzili się z Londynu, postanowili podnająć mieszkanie na Charcot Square. Zdecydowało się na nie młode małżeństwo David i Assia Wevillowie. On był kanadyjskim poetą (wydaje się, że na początku lat 60. w Londynie mieszkali sami poeci), ona – niemiecką Żydówką, której rodzina uciekła przed Hitlerem, pracowała jako copywriterka w agencji reklamowej. Obie pary spotkały się kilka razy na kolacji. Sylvia zachwycała się Assią, jej urodą i charyzmą. Tymczasem istnieją przesłanki, że Ted poznał Assię wcześniej i kiedy przyszła z mężem zobaczyć mieszkanie Hughesów, już trwał ich romans. Gdy Sylvia i Ted opuszczali Londyn, żeby zacząć nowy etap swojego życia, w rzeczywistości ich relacja właśnie się rozpadała. Kolejny rok, 1962, obfitował w skrajne emocje. Zaczął się narodzinami ich syna Nicholasa. Do tej pory Ted i Sylvia dzielili się opieką nad Friedą, co było wtedy raraczej niekonwencjonalne. Jedno zajmowało się nią rano, by drugie mogło pisać. Po południu zamieniali się rolami. Po urodzeniu się Nicholasa Sylvia postanowiła karmić piersią – również mało popularne rozwiązanie w tamtych czasach – i dotychczasowy porządek dnia się załamał.
Małżonkowie oddalili się od siebie, co znalazło odbicie w wierszach Sylvii z tego okresu. A do tego po majowej wizycie Wevillów, podczas której Sylvia przyłapała Teda i Assię na pocałunku (kazała gościom natychmiast wyjechać), Hughes w końcu przyznał się do romansu. Wybrali się jeszcze w podróż do Irlandii, która miała uratować ich małżeństwo, ale Ted zostawił tam Sylvię, żeby w tajemnicy pojechać z Assią do Hiszpanii. Do Devonu wrócił już tylko po swoje rzeczy. Sylvia została sama z dwójką małych dzieci w domu na pustkowiu.
Rozstanie z Hughesem pogrążyło ją w rozpaczy. Pisała do swojej amerykańskiej terapeutki o poczuciu straty, niemożności wyzwolenia, o tym, że nie daje sobie rady ze wszystkimi obowiązkami. A nie miała wystarczających dochodów, by wynająć nianię. Jednocześnie czuła przymus pisania. Właśnie w tym czasie zaczęła pisać wiersze, które później znalazły się w jej najsłynniejszym tomie poetyckim „Ariel”. Zaczęła wstawać o czwartej rano, żeby tworzyć, zanim obudzą się dzieci. Niewyspanie i zmęczenie prawdopodobnie jeszcze bardziej ją rozstrajało. Sylvia miała też wrażenie, że jej niewierny mąż zachowuje się dziwacznie i nieracjonalnie. Nie poznawała go. Emily Van Duyne zwraca uwagę na coś, co unikało dotychczasowym biografom skupionym na stanie psychicznym Sylvii. Wydaje się, że Ted Hughes po rozstaniu z żoną również przechodził załamanie nerwowe. W manii wydawał pieniądze, pisał dziwne listy do bliskich. Swojej siostrze opisywał plan wykreowania dwóch poetów Tedów Hughesów: jednego eksperymentalnego, drugiego - sztywnego formalisty. Planował wysyłać wydawcom część swoich wierszy z innego adresu, tak aby stworzyć swojego poetyckiego rywala. Deklarował, że teraz będzie żył, „jakby było możliwe sprawianie sobie przyjemności przez 24 godziny na dobę” (nawiązywał kolejne romanse) i że w snach odwiedza go Hitler.
Sylvia nie wyobrażała sobie przeżycia kolejnej zimy w Devonie. Pod koniec 1962 roku znalazła mieszkanie w Londynie, w swojej ulubionej dzielnicy Primrose Hill. Na dodatek mieszkał w nim kiedyś jeden z jej ukochanych poetów, W.B. Yeats, co uznała za dobry omen. Przeprowadzka do Londynu zbiegła się z doskonałą wiadomością – w styczniu miał się ukazać w Anglii „Szklany klosz”. Czekała też na decyzję amerykańskiego wydawnictwa. Poza tym niemal każdego dnia pisała kolejny wiersz. W Londynie trwała zima stulecia, do Sylvii dochodziły plotki o romansach Hughesa, a swojej terapeutce donosiła o silnym nawrocie depresji. Zgłosiła się też do rejonowego lekarza, który zaniepokojony jej stanem szukał dla niej miejsca w szpitalu psychiatrycznym. Ale wizja hospitalizacji pogrążała poetkę w jeszcze czarniejszych myślach. Na dodatek dostała odmowę publikacji „Szklanego klosza” z Ameryki. Plath dokładnie zaplanowała odebranie sobie życia. Na biurku zostawiła przygotowany manuskrypt „Ariela” z ustaloną kolejnością utworów. Uszczelniła okna i drzwi w kuchni oraz uchyliła okna w pokoju dzieci. Przy ich łóżkach postawiła kanapki i mleko. Zostawiła też kartkę z telefonem do swojego lekarza. Po zażyciu tabletek nasennych zatruła się gazem nad ranem, aby nie ulatniał się zbyt długo i żeby pielęgniarka, która miała przyjść o ósmej, znalazła dzieci. Tak się stało.
Jako że nie zostawiła testamentu, wszystkie prawa do jej twórczości uzyskał Ted Hughes. Jego pierwsze decyzje – usunięcie z „Ariela” wierszy odnoszących się do ich małżeństwa i zmiana kolejności utworów, nieujawnienie niedokończonej powieści i ukrycie jej dzienników z ostatnich dwóch lat – zapowiadały, że zamierza panować nad opowieścią o życiu Plath. Podobnie było z decyzją o pogrzebie – Sylvia została pochowana na niewielkim cmentarzu w rodzinnej wsi Teda Heptonstall (300 km od Londynu), chociaż chciała spocząć w Devonie i nigdy nie miała dobrych relacji z rodziną Teda, a szczególnie z jego siostrą Olwyn, której Hughes przekazał potem zarządzanie spuścizną swojej żony. Na płycie nagrobnej Sylvia ma dwa nazwiska, ale „Hughes” nieustannie jest zamazywane.
Ted pozostawał w związku z Assią Wevill kilka lat, ale nigdy nie zostali małżeństwem, choć w 1965 roku urodziła im się córka Shura. Wydaje się, że ich relacja była jeszcze bardziej toksyczna niż ta z Sylvią. Assia popełniła samobójstwo w 1969 roku w dokładnie taki sam sposób jak Plath, ale zmarła z nią także jej czteroletnia córka. Ted Hughes tak jak poprzednio nie uszanował ostatniej woli swojej partnerki. Wevill nie chciała kremacji, mimo to Hughes jej dokonał i zakopał prochy Assii i dziecka w okolicy swojej posiadłości Lumb Bank. Miejsca w żaden sposób nie oznaczył, jakby chciał je wymazać z pamięci. W jakiś sposób mu się to udało – o Assii i Shurze bardzo długo nie wspominano w biografiach Hughesa. Wevill w swoim testamencie napisała: „Tedowi Hughesowi pozostawiam swoją bez wątpienia mile widzianą nieobecność i gorzką pogardę”. Tymczasem historia Sylvii także dzięki zabiegom Hughesa została zdominowana przez problemy psychiczne. Z nimi też wiązano jej samobójstwo. Van Duyne tymczasem sugeruje, że poza uzasadnionym sytuacją życiową kilkutygodniowym nasileniem depresji na decyzję Plath o odebraniu sobie życia mógł mieć wpływ przemocowy charakter relacji z Tedem Hughesem. Na dowód przytacza badania, które dowiodły, że kobiety pozostające w takich związkach częściej odbierają sobie życie. Do dzisiaj jednak wiele osób nie przyjmuje do wiadomości tego, co Sylvia Plath mówiła i pisała o swojej relacji. W końcu Ted Hughes, który zmarł na zawał w 1998 roku, był szanowanym i nagradzanym poetą. Do dzisiaj jest uznawany za klasyka współczesnej poezji angielskiej, a jego utwory znajdują się we wszystkich podręcznikach szkolnych. Córka Teda i Sylvii, Frieda, malarka i pisarka, która mieszka w Walii, mówi: „Przez całe życie nigdy nie poznałam ojca z tej strony”.
- Ogólnopolski Całodobowy Telefon dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia” (+48) 800 120 002
- Całodobowy telefon interwencyjny, bezpieczne schronienie (+48) 600 070 717
- Telefon Zaufania dla Ofiar i Sprawców Przemocy Seksualnej (+48) 22 828 11 12
- W przypadku bezpośredniego zagrożenia dzwoń pod numer 112.