Portret

Jennifer Lawrence w nowym numerze PANI: „Nie chcę być już miła i grzeczna”

Jennifer Lawrence w nowym numerze PANI: „Nie chcę być już miła i grzeczna”
Fot. Getty Images

Niech nie zmyli was wizerunek wiecznie uśmiechniętej ulubienicy Ameryki. Jennifer Lawrence już dawno przestała być grzeczna. Dziś walczy o prawa kobiet i głośno mówi, co myśli. Bez cenzury. Jej nie da się zatrzymać.

Czy możesz podać pięć tytułów filmów, w których wystąpiła Jennifer Lawrence? Takie pytanie aktorka zadawała przechodniom w Los Angeles. Była to sonda przeprowadzona na potrzeby programu „Jimmy Kimmel Live!”. Lawrence miała już wtedy na koncie Oscara i trzy Złote Globy, ale kiedy jedna z zaczepionych kobiet przyznała, że nie potrafi wymienić ani jednego, rozbawiona gwiazda odparła: „No pewnie, ze znanych mi Jennifer to Aniston jest znacznie lepszą aktorką, prawda? Ładniejsza, bardziej zabawna, występuje w lepszych filmach”. A gdy rozmówczyni potakująco kiwała głową, ona wyciągnęła rękę i przedstawiła się: „To ja jestem Jennifer Lawrence”.

Tak naprawdę 35-latka to poważna konkurentka Aniston do tytułu America’s Sweetheart, czyli ulubionej dziewczyny Ameryki. Bo tak jak gwiazdę „Przyjaciół” pokochały przedstawicielki pokolenia X, tak odtwórczyni postaci Katniss Everdeen stała się idolką milenialek. Z kimś takim jak ona każda z nas chciałaby się przyjaźnić. Lawrence jest bezpretensjonalna, ma poczucie humoru i ogromny dystans do hollywoodzkiego blichtru. Dowody? Uwielbia „psuć” innym gwiazdom zdjęcia z czerwonego dywanu, wchodząc w kadr i robiąc zabawne miny, bez ogródek przyznaje, że jest uzależniona od oglądania reality show rodziny Kardashian, a podczas koncertu Billy’ego Joela wskoczyła na pianino i zaczęła tańczyć do piosenki „Uptown Girl”. Więcej przykładów? Tuż po tym, jak 40 milionów telewidzów zobaczyło jej upadek w drodze po statuetkę Oscara, na pytanie, co robiła w ramach przygotowań do imprezy, odparła z rozbrajającym uśmiechem: „Umyłam włosy, zrobiłam make-up, przymierzyłam sukienkę i tyle. Na szczęście wciąż pasowała, więc mogłam się wyluzować i wypić shota na odwagę”. To właśnie Jennifer Lawrence w pigułce. Piękna dziewczyna w olśniewającej kreacji od Diora, która potrafi się z siebie śmiać. I jak jej nie kochać?

Jennifer Lawrence o macierzyństwie

Brak nominacji do Oscara dla Lawrence za rolę w filmie „Zgiń, kochanie” to według krytyków jedno z największych rozczarowań tegorocznej gali. Bo choć aktorka zdobyła już jedną statuetkę (za „Poradnik pozytywnego myślenia” w 2013 roku) i ma wiele innych nagród na koncie, to właśnie postać Grace jest najbardziej zniuansowana w całym jej dorobku. Tak przejmującego portretu macierzyństwa i depresji poporodowej dawno w kinie nie było. Film walczył zresztą o Złotą Palmę w Cannes, a Lawrence otrzymała nominację do Złotego Globu dla najlepszej aktorki.

Lawrence, która podczas zdjęć do filmu była w ciąży, wypada jako Grace niezwykle przejmująco, choć sama jeszcze wtedy nie doświadczyła podobnych emocji. Dwa lata wcześniej urodziła syna i zalała ją fala szczęścia. Cy był dla niej i jej męża Cooke’a Maroneya, marszanda i dyrektora prestiżowej galerii sztuki Gladstone w Nowym Jorku, wyczekanym dzieckiem. Tęczowym, bo poprzednią ciążę Jennifer poroniła. O przyjściu na świat Cya (chłopiec dostał imię na cześć ulubionego malarza Marone’a, którym jest Cy Twombly) aktorka mówi: „Trudno jest rozmawiać o macierzyństwie, bo każda z nas przeżywa je inaczej. Kiedy byłam w dziewiątym miesiącu ciąży, zastanawiałam się: »Wszyscy mówią, że pokocham dziecko bardziej niż mojego ukochanego kota. A jeśli to nieprawda? Może będę go kochała tak samo jak kota, wcale nie bardziej? Czy to będzie oznaczało, że jestem złą matką?«. Ale po porodzie poczułam, że to pierwszy dzień mojego nowego życia. Wspaniałego życia. Wpatrywałam się w synka i byłam zakochana po uszy. Moje serce rozszerzyło się do rozmiarów, o których istnieniu nie miałam pojęcia”.

Dlatego Jennifer nie była przygotowana na to, co przyszło po drugim porodzie w 2025 roku. W wywiadzie dla „The New Yorker” aktorka przyznała, że doświadczyła depresji poporodowej. „Za każdym razem, kiedy nasz synek płakał, byłam przekonana, że nie lubi swojego życia, nie lubi mnie. Wydawało mi się, że wszystko robię źle i nie sprawdzam się w roli matki. A jak tak dalej pójdzie, to zniszczę życie obojga moich dzieci”.

Aktorka otwarcie mówi, że wyjść z depresji poporodowej pomogły jej dopiero leki, i deklaruje: „Posiadanie dzieci zmienia wszystko, wywraca do góry nogami całe życie. To brutalne i niesamowite jednocześnie. Dzisiaj to sprawy związane z synami decydują, jak pracuję, kiedy pracuję i czy w ogóle pracuję. Ale to właśnie oni otworzyli przede mną nowy wspaniały świat”.

Jennifer Lawrence wspomina początki kariery

Aktorką została przez przypadek. Wychowała się na farmie w stanie Kentucky, na konserwatywnym południu, gdzie wszyscy głosują na Republikanów i w każdą niedzielę chodzą do kościoła. W szkole, jak na porządną amerykańską nastolatkę przystało, była cheerleaderką. Grała też w koszykówkę w drużynie prowadzonej przez jej ojca Gary’ego, właściciela firmy budowlanej, oraz w hokeja na trawie. A w wolnym czasie trenowała jazdę konną. Jak widać, świetnie sobie radziła, mimo to czuła, że nie pasuje do rówieśników. „Zawsze byłam dziwna. W szkole nie lubiłam przerw między lekcjami. Nie znosiłam plenerowych wycieczek. Imprezy? Ogromny stres, a nie zabawa. I jeszcze to moje specyficzne poczucie humoru…”, mówi. Zmagała się też z lękiem i brakiem pewności siebie. I choć przeszła terapię, wciąż zdarza jej się wpisywać w Google swoje nazwisko, a potem czytać negatywne opinie i zadręczać tym, że nie jest wystarczająco ładna i fajna.

Miała 14 lat, gdy podczas wycieczki z mamą do Nowego Jorku została dostrzeżona przez łowcę talentów. Przekonał panią Lawrence, że jej córka ma potencjał, żeby zostać modelką. Może nawet aktorką. Rodzice zgodzili się, by rzuciła szkołę i zamieszkała w Nowym Jorku ze starszym bratem, 18-letnim Blainem. „Mieszkanie było straszne, nie było w nim nawet ciepłej wody ani kuchni, tylko kuchenka gazowa wstawiona do szafy. Ale byłam zdeterminowana, żeby spróbować szczęścia i znaleźć swoją drogę”. Blaine wkrótce wrócił do rodzinnego Louiseville, a Jennifer została w wielkim mieście sama. Na castingach udawała starszą, niż w rzeczywistości, żeby rodzice nie poszli do więzienia za zaniedbanie obowiązku szkolnego córki. „Mama zrobiła mi nawet fałszywy dyplom ukończenia szkoły średniej w Microsoft Wordzie”, śmieje się Lawrence, ale przyznaje, że brak wykształcenia to jeden z jej największych kompleksów. Niestety pierwsze zlecenie, reklama strojów sportowych, skończyło się porażką. „Na planie wszystkie inne dziewczyny tylko udawały, że grają w piłkę. A ja dostałam szału, bo naprawdę chciałam wygrać. Efekt? Czerwona twarz, mokre od potu włosy. W obiektywie nie wyglądało to atrakcyjnie”, wspomina Lawrence. Wtedy jej agencja zaproponowała, żeby spróbowała z aktorstwem, i wszystko potoczyło się już bardzo szybko. Kilka ról w telewizji, arthouse’owe kino, nominacja do Oscara za „Do szpiku gości”, potem kolejna. Kiedy w 2013 r. odbierała pierwszą złotą statuetkę, i jak na razie jedyną, miała zaledwie 22 lata, ale już kochał ją cały świat. Była piękna, inteligentna i ironiczna, a jednocześnie nieco swojska. Nadęte do granic możliwości Hollywood, w którym królowały chłód, dystans i wystudiowane pozy, właśnie takiej gwiazdy wtedy potrzebowało. Jennifer Lawrence wniosła powiew świeżości.

Jennifer Lawrence: "Społeczeństwo formatuje nas do bycia miłymi i grzecznymi"

Następna dekada należała do niej. Przez 10 lat wystąpiła w 23 filmach: w serii „X-Menów” kręconych przez Marvela zagrała zmiennokształtną Mystique, a za role w „Joy” i „American Hustle” otrzymała kolejne nominacje do Oscara. W 2015 roku była już najlepiej zarabiającą aktorką w Hollywood. To właśnie wtedy opublikowała esej o seksizmie, szklanym suficie i różnicy płac w przemyśle filmowym, który odbił się szerokim echem. W tekście zatytułowanym „Czemu zarabiam mniej niż moi koledzy z planu?” przyznała, że o różnicach w zarobkach dowiedziała się po ataku hakerskim na Sony Pictures.  „Nie potrzebuję więcej pieniędzy i uważam, że aktorzy w Hollywood są słono przepłacani, ale kiedy dowiedziałam się, że zarabiam znacznie mniej niż szczęściarze z penisami, wkurzyłam się. Nie na Sony, tylko na siebie. Zawiodłam w negocjacjach, bo zbyt szybko się poddałam. Chciałam być lubiana i wolałam nie wyjść na »trudną« czy »rozpuszczoną«. Ale patrząc na statystyki, nie jestem jedyną kobietą, która ma z tym problem. Społeczeństwo formatuje nas do bycia miłymi i grzecznymi. Do formułowania myśli w taki sposób, żeby przypadkiem kogoś nie urazić. Ale chrzanić to! Mam dość szukania sposobów na »urocze« wyrażanie własnych opinii”, pisała. Od tamtego czasu wiele jej zachowań było interpretowanych jako manifesty. Czasem na wyrost, tak jak kiedy trzy lata temu na czerwonym dywanie w Cannes, schodząc ze schodów Pałacu Festiwalowego, zrzuciła szpilki i włożyła do kreacji Diora plastikowe czarne japonki.

Media na całym świecie obwieściły: „To akt buntu przeciwko seksizmowi i wymogom, które świat filmu narzuca aktorkom!”. Ale Jennifer oznajmiła: „To nie był żaden manifest, po prostu było mi niewygodnie. A mam długą historię potykania się podczas chodzenia w szpilkach”.

Jennifer Lawrence o polityce

„Nie jestem w stanie znieść ludzi, którzy są »apolityczni«. Uważam, że trzeba interesować się polityką, bo żyjemy w czasach, w których polityka zabija ludzi”, tak aktorka mówiła w 2022 roku. O skali jej zaangażowania może świadczyć fakt, że po wyborach prezydenckich w USA w 2016 roku, w których wygrał Donald Trump, Jennifer na kilka lat zerwała kontakt ze swoim ojcem, zdeklarowanym Republikaninem. „Nie chcę niszczyć naszej rodziny i próbuję mu wybaczyć, ale to jest trudny proces. Tłumaczę sobie, że on czyta inne gazety, ogląda inną telewizję i jest karmiony innymi informacjami, w które wierzy. Ale nie jestem w stanie zrozumieć, jak można mieć córkę i jednocześnie głosować na kogoś, kto uważa, że kobiety nie zasługują na równe prawa, i kto próbuje im je odebrać. Jak można być ojcem oraz dziadkiem i jednocześnie popierać nieograniczony dostęp do broni palnej, mając świadomość, że jej użycie to najczęstsza przyczyna śmierci dzieci w Stanach Zjednoczonych? 

Dzisiaj jej wypowiedzi są już nieco bardziej wyważone. Zapytana niedawno przez dziennikarkę „New York Timesa” o Donalda Trumpa aktorka odpowiedziała: „Przed poprzednimi wyborami latałam oszalała jak kurczak z odciętą głową, próbując przekonać wszystkich, że jeśli on wygra, to świat się skończy. Wygrał. Wiadomo, co było dalej, a i tak większa część amerykańskiego społeczeństwa ponownie wybrała go na głowę państwa. Zrozumiałam wtedy, że celebryci nie mają żadnego wpływu na to, jak ludzie głosują. Po co więc mam to robić? Mam wrażenie, że dzieląc się swoją opinią, dolewam oliwy do ognia, który rozdziera nasz kraj na strzępy. Tak bardzo jesteśmy podzieleni. Teraz próbuję przekazać ważne dla mnie rzeczy poprzez sztukę”.

Kim jest Jennifer Lawrence

Jennifer Lawrence nie jest dyplomowaną aktorką, nie skończyła nawet szkoły średniej, ale ma na koncie Oscara i trzy Złote Globy. Urodziła się w 1990 roku w Louisville w stanie Kentucky w USA jako córka właściciela firmy budowlanej i menedżerki na letnich obozach dla dzieci. Miała 14 lat, kiedy podczas wycieczki w Nowym Jorku zaczepił ją łowca talentów i namówił, żeby spróbowała sił w show-biznesie. Sześć lat później dostała pierwszą nominację do Oscara, za film „Do szpiku kości”. Kolejne nominacje przyniosły jej tytuły „Poradnik pozytywnego myślenia” (wygrana w 2013 r). „American Hustle” i „Joy”. Z kolei największą popularność zawdzięcza roli Katniss Everdeen w „Igrzyskach śmierci”. Od 2019 roku jest żoną marszanda Cooke’a Maroneya. Mają dwóch synów urodzonych w 2022 i 2025 roku.

 

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 04/2026