Dobrze wypadają solo, ale świetnie sprawdzają się też z pomadką.
Konturówka potrafi zmienić cały makijaż ust: podkreśla ich kształt, optycznie je powiększa i sprawia, że pomadka dłużej się utrzymuje. W ostatnich miesiącach przetestowałam wiele formuł, ale tylko kilka naprawdę mnie przekonało.
Najważniejsza jest dla mnie trwałość (aby nie znikała po łyku kawy), ale liczy się też formuła, która nie wysusza ust. Najczęściej wybieram odcienie zbliżone do naturalnego koloru warg albo delikatnie ciemniejsze. Poniżej pięć ulubionych, do których chętnie wracam.
Zdecydowanie mój numer 1. Po nią sięgam najczęściej. Mam bestellerowy odcień Pillow Talk, który idealnie stapia się z odcieniem ust. Daje bardzo naturalny efekt i nie tworzy zbyt ostrej linii. Ładnie współpracuje z pomadką (najczęściej łączę ją z Hollywood Beauty Icon Matte Revolution w odcieniu Pillow Talk lub z balsamem Hyaluronic Happikiss w tym samym kolorze), ale równie dobrze wygląda solo, roztarta na całych ustach. Utrzymuje się długo i nie wysusza.
Używam odcienia 008 Spice i to jedna z najbardziej trwałych konturówek w mojej kosmetyczce. Pięknie podkreśla kontur ust. Formuła bogata w olejek jojoba pomaga utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia.
Najlepiej sprawdził mi się odcień 2. Bardzo udana konturówka w swojej kategorii cenowej: ma miękką formułę, łatwo się rozprowadza i pozwala precyzyjnie podkreślić usta. Kolor jest uniwersalny i współgra z większością pomadek.
Mam ją w odcieniu Mystery Mauve, który daje dość naturalny efekt. Jest bardzo wydajna. Idealnie sprawdza się w codziennym makijażu. Formuła została wzbogacona o witaminy C i E.
Testowałam odcień Beverly Hills. Ma doskonałą konsystencję - lekką, żelową. Dobrze wygląda nie tylko przy linii ust, lecz także na całej ich powierzchni. Zapewnia bardzo naturalne wykończenie. Na plus również piękny, elegancki design.