Zakrywają palce, odsłaniają piętę. Mule są świetną alternatywą dla sandałów, gdy pogoda zaczyna się zmieniać.
Kalendarz wciąż pokazuje sierpień, ale czuć już zmianę. Wieczory są chłodniejsze, pogoda bywa kapryśna i nawet jeśli przed nami jeszcze kilka naprawdę ciepłych dni, garderoba powoli przesuwa się w stronę jesieni. Sandały nadal zostają pod ręką, ale jeśli miałybyśmy wybrać jedną parę butów, która przeprowadzi nas w dobrym stylu z sierpnia do września, najlepszym wyborem będą mule.
Mają zabudowany przód, ale nadal wyglądają znacznie lżej niż mokasyny czy półbuty. W kolekcjach na jesień i zimę 2026/27 pojawiły się m.in. u Miu Miu, Niccolò Pasqualetti, Givenchy i Loro Piana. Projektanci pokazali właściwie całe spektrum: od prostych modeli przypominających domowe pantofle, przez fasony nawiązujące do mokasynów, po bardziej fantazyjne, przyciągające wzrok. Noski są spiczaste, zaokrąglone, wydłużone albo szerokie i kwadratowe.
Dobrze komponują się ze wszystkim. Jeszcze teraz można łączyć je z bermudami, zwiewnymi sukienkami czy spódnicami. We wrześniu natomiast sprawdzą się z jeansami, dzianinowymi spodniami czy balloon. Pasują do codziennych zestawów, ale też do bardziej formalnych, np. z garniturem. W chłodniejsze dni świetnie wypadną w duecie z wełnianymi skarpetkami (zdjęcie główne).
W nowych kolekcjach jest w czym wybierać. COS ma skórzane mule w odcieniu deep wine z szerokim, kwadratowym noskiem (top!). W H&M i Marc O’Polo pojawiły się zwierzęce wzory, dobre zwłaszcza do prostych zestawów w beżu, bieli i czerni. Polska marka Balagan proponuje z kolei zamszową parę w intensywnym kobalcie. Taki kolor sam wystarczy za całą resztę.