Wywiad

Anita Werner: "Empatia zaczyna uchodzić za słabość. To trudne czasy dla osób dobrych"

Fot. BARTEK WIECZOREK/VISUAL CRAFTERS

Ma zasady, odważnie mówi, co myśli. Od 25 lat pracuje w TVN. Wcześniej była modelką, zagrała w filmie, śpiewała z zespołem rockowym. Dziś kojarzy się z nieustępliwym dociekaniem prawdy. Ale kto ją poznał, wie, że jest wrażliwa, życzliwa ludziom. Choć nieraz dostała po głowie. Ile pracy nad sobą kosztuje, by nadal z optymizmem wierzyć, że świat jest piękny? Anita Werner wierzy.

Pawie spacerujące po parku w Wilanowie krzyczą, ale to nawet przyjemne. Ptaki, zieleń, niebo, spokój – o tym rozmawiamy na początku, wcale nie o polityce. Anita jest wypoczęta po urlopie. Pod koniec wywiadu odbierze telefon od Michała, partnera, zaśmieje się w głos. „Pytał, czy powiedziałam pani, że jest mądry i przystojny”. Ona lubi żartować, ma dystans. Ale też niepohamowaną skłonność do zadawania pytań: „Co pani o tym myśli?”, „Może pani mi na to odpowie?” – odwraca bieg rozmowy. I to jest super. Dialog.

Anita Werner: "Długo nie umiałam odpoczywać. My, perfekcjonistki, już tak mamy"

Twój STYL: Miała pani długi urlop. Czy profesjonalistka, w pracy zanurzona w kipiącą rzeczywistość potrafi szybko wrzucić na luz?

Anita Werner: Już tak, ale długo nie umiałam odpoczywać. My, perfekcjonistki, już tak mamy, Zosie Samosie, ogarniamy wciąż świat wokół siebie i nie umiemy przestać. Odkąd się nauczyłam odpoczywać, robię to na sto procent. Odcinam się od newsów, polityki, internetu. Z wyjątkiem tego, co sprawia mi przyjemność, czyli wrzucania zdjęć z podróży. Na wakacjach muszę wiedzieć tylko to, czy wybierając się na wycieczkę, na pewno mam wodę w plecaku. A jedyne bodźce, które dopuszczam, to śpiew ptaków i szum morza. Gdy wracam do pracy, proszę kolegów: „Powiedzcie, co się działo, bo ja nic nie wiem”. Naprawdę.

A dzieje się mnóstwo. Pani powtarza: nie ma wakacji od sprawdzonej i rzetelnej informacji. Nawet w bieszczadzkiej głuszy czy nad brzegiem hotelowego basenu atakuje nas natrętna dezinformacja.

Bez przerwy – fake newsy, półprawdy, manipulacje. Musimy nauczyć się z tym żyć. Ale nie bezrefleksyjnie. Podstawa to weryfikowanie informacji.

Podejrzewam, że wiele osób zareaguje: jasne, trzeba sprawdzać, ale jak mam to robić? Komu wierzyć, co kontrolować?

To powinno być odruchowe, jak „dzień dobry” wypowiadane na widok sąsiada. Sprawdzajmy, skąd wzięła się informacja, którą czytamy, słyszymy. Podstawą jest wiarygodne źródło, czyli takie, gdzie fakty są weryfikowane, gdzie komentujący to eksperci, a dziennikarze pozostają niezależni. W takiej redakcji pracuję. Dzięki rzetelnym mediom mamy szansę nie utonąć w bagnie dezinformacji. Bo w internecie każdy ma głos, może poczuć, że coś znaczy, zdobyć zaufanie. Nawet jeśli publikuje treści patologiczne, kłamliwe, szkodliwe, propaguje hejt, nienawiść, agresję. Tak się rodzą fałszywe autorytety.

260903_Twoj_Styl_0050 R1
fot. BARTEK WIECZOREK/VISUAL CRAFTERS

Anita Werner: "To są trudne czasy dla osób dobrych"

W czasach, gdy regułą przetrwania jest czujność, jak nie stracić otwartości na ludzi i świat? Pyta pani, czy wierzę w ludzi?

Tak, cały czas. Pod tym względem jestem idealistką. Ale to są trudne czasy dla osób dobrych. Dobrych w swoim fachu i dobrych w sercu. Wokół mamy tyle alarmujących bodźców, złych emocji. Empatia, kultura osobista, zaczynają uchodzić za słabość. A dobro jest kruche, choć podobno na koniec zwycięża.

Trzeba je w sobie pielęgnować.

Tak. Czuję się młodo, ale miewam już przemyślenia „początkującego starca”, że lata uciekają, że trzeba kochać ludzi, być z najbliższymi, że nasz czas to najcenniejsze, co możemy im dać. Że ważne, by okazywać. Uważam, że wszelkie „toksyny”, złość, hejt rodzą się z braku miłości do świata i do siebie.

Wtrącę tylko, że przyjemnie jest rozmawiać z Anitą Werner o miłości.

Przyjemnie jest też rozdawać ją na co dzień w małych dawkach, w drobnych gestach. Uśmiechnąć się do pana na parkingu albo do pani w sklepie. To działa.

Ale wracam do braku dobrych uczuć. Bywa pani atakowana osobiście – w sieci, komentarzach w social mediach. Po nazwisku.

I nigdy nie będzie na to mojej zgody. Reaguję szybko i profesjonalnie, zgłaszam od razu do prawnika, ale nie spływa to po mnie jak po kaczce. Czy szlag mnie trafia? Tak, bo przez 25 lat pracowałam na to, żeby moje nazwisko było marką. I nie pozwolę na to, żeby nagle ktoś mnie obrażał i podważał w internecie moje kompetencje. Dwie sprawy zakończyłam w sądzie, groźby karalne zgłaszam na policję. Co się później dzieje? Na przykład podczas składania zeznań osoba, która mnie obrażała, mówi „przepraszam” i że „nie wie, dlaczego tak zrobiła”.

Widzę, że to panią wkurza.

Jestem zirytowana odpowiadaniem na prowokacje, manipulacje albo kłamstwa dotyczące mojej dziennikarskiej niezależności. Serio. Naprawdę się dziwię, gdy w wywiadzie dostaję od dziennikarza pytanie żywcem przekopiowane z internetowych, oszczerczych wobec mnie komentarzy. Nie ma znaczenia, jak na nie odpowiem. Bo pytanie jest po to, żeby ucieszyć zwolenników spiskowych teorii, internetowych manipulantów. Ma przynieść poklask osobie, która je zadaje. Ja wolę mieć klasę. Często powtarzam, że w pracy „robię swoje”. Co to znaczy? Niezmiennie trzymam się swoich wartości. Mimo tego, co dzieje się w sieci.

Ale zgodzimy się, że internet nie jest tylko zły. Może służyć jako miejsce, gdzie dzielimy się emocjami. Pani otwarcie wspominała o tym, jaki wpływ miała na panią – trzydziestolatkę – śmierć Mamy, towarzyszenie w chorobie Tacie. To dramaty, które dotyczą wielu z nas, czyli w jakimś sensie łączą.

Zdaję sobie sprawę, że opowiedzenie swojej historii może być pomocne dla innych, a kiedy coś przeżywa się razem, można czerpać otuchę ze zbiorowego wsparcia. Znam osoby, które potrzebują wylania najciemniejszych emocji, rozłożenia bólu na atomy. Każdy ma prawo robić to po swojemu. Ja nie dzielę się wszystkim. Choć czasem mam takie same zmartwienia i troski. Stawiam granice i pilnuję ich. Miło mi, że ludzie to szanują.

Anita Werner w Twoim Stylu (2)
fot. BARTEK WIECZOREK/VISUAL CRAFTERS

Cały wywiad do przeczytania w najnowszym numerze magazynu Twój Styl.

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 11/2026