Wywiad

Weronika Książkiewicz o dojrzałej miłości: "Czekałam właśnie na tego człowieka"

Fot. Filip Zwierzchowski

Dobre życie zaczyna się po czterdziestce? Dla niej na pewno. Weronika Książkiewicz cały czas się zmienia – i aktorsko, i jako człowiek. Znalazła miłość, wyszła za mąż. Nareszcie też gra role, o jakich od dawna marzyła.

Boisz się wystąpień publicznych?

To mnie paraliżuje. Dosłownie. Z tego powodu odmówiłam, kiedy moja mama organizowała obchody 20-lecia swojej szkoły baletowej w Teatrze Wielkim w Poznaniu i poprosiła mnie, żebym powiedziała kilka słów ze sceny. Ale przekonywała, że wszystko za mnie napisze, więc w końcu się zgodziłam. Pomyślałam: „Co może być trudnego w przeczytaniu przemówienia z kartki? Dam radę”. Nie dałam. Popatrzyłam na tę piękną, ogromną salę z trzema balkonami, na tych wszystkich zgromadzonych ludzi i czułam, jak trzęsą mi się nogi, trzęsą mi się ręce. Nie byłam w stanie wydobyć z siebie ani słowa. I uciekłam. Potrafię stanąć przed ekipą na planie, potrafię wyjść na scenę w teatrze i zagrać przed publicznością, ale nie umiem sobie poradzić z wystąpieniami na żywo. Więc jest szansa, że gdy zostanę w domu sama, to znajdę czas na ćwiczenie tej umiejętności. Albo i nie, bo może w końcu będę gotowa na to, żeby zamieszkać z moim mężem. (śmiech)

A teraz nie mieszkacie razem?

Widujemy się głównie w weekendy. Heskel mieszka częściowo w Berlinie, częściowo w swoim rodzinnym Izraelu, a ja do tej pory nie chciałam wyjeżdżać z Polski. Ale zaczynam to rozważać.

260911_PANI_1370
fot. Filip Zwierzchowski

Weronika Książkiewicz: "Zawsze i wszędzie najważniejszy jest człowiek"

I będziesz dojeżdżać do pracy, tak jak kiedyś z Poznania?

To nie są duże odległości. Chciałabym między projektami mieszkać z mężem, choć jeszcze nie wiem, kiedy to się uda. Ani gdzie. W miejscu jego pochodzenia sytuacja jest maksymalnie napięta i codzienne funkcjonowanie z pewnością jest tam skomplikowane. Izrael to miejsce, które osobom z zewnątrz trudno zrozumieć. Kiedy spaceruję nad morzem, czy to w Hajfie, czy w Tel Awiwie, obserwuję siedzących na plaży żołnierzy z bronią, bo oni nie mogą jej nigdy odkładać, a dwa kroki dalej, na tej samej plaży, rozkładają się na kocach muzułmanie. Tam tak to funkcjonuje. Naszym domem zajmuje się niesamowita rodzina wyznania islamskiego i to oni przygotowywali nasze wesele, które po części odbyło się w obrządku żydowskim. Byli na nim honorowymi gośćmi. Przeżywaliśmy razem piękny czas, a chwilę później oni przeżywali podczas wojny swój najstraszniejszy. To było kompletnie druzgocące doświadczenie. Sytuacja w tym rejonie świata to jest konflikt duszy, który bardzo ciężko objąć umysłem. A co my możemy w tych okolicznościach zrobić? Wydaje mi się, że zostaje nam tylko patrzenie sercem na drugiego człowieka. I tylko na niego. Bo wszędzie na świecie, po każdej stronie, są dobrzy i wspaniali ludzie. To ich trzeba szukać, z nimi żyć, ich wspierać. Zawsze i wszędzie najważniejszy jest człowiek. Niezależnie od tego, po której stronie konfliktu się jest, nie można przecież powiedzieć, że każdy muzułmanin jest zły, czy każdy Żyd jest zły. Myślę, że tam ludzie rozumieją to znacznie lepiej niż my tutaj. Mimo że konflikt zbrojny trwa już trzy lata, nasi muzułmańscy przyjaciele wciąż opiekują się naszym domem i planują przyjazd do Polski. Chcieliby zobaczyć Kraków i ja z jednej strony bardzo się cieszę, a z drugiej zastanawiam, czy to dobry pomysł.

Dlaczego?

Bo czy oni będą czuć się u nas w pełni bezpieczni? Ostatnio na ulicach łatwo się spotkać z agresją. Cztery lata temu wszyscy uważaliśmy, że Ukraińcom trzeba pomagać, a teraz ciągle słyszy się, że mają wynosić się z naszego kraju. W ogóle świat jest teraz pełen nienawiści, co bardzo odczuwam jako Weronika Książkiewicz-Nathaniel, Polka, która ma męża Żyda i ojca Rosjanina.

Odczułaś antyrosyjskie nastroje na własnej skórze?

Boję się tej łatwości, z jaką wrzuca się wszystkich Rosjan do jednego worka i mówi, że to mordercy. A przecież zdajemy sobie sprawę, jak przedmiotowo ludzie stamtąd są traktowani przez swoją władzę. I jak czasem jest im potwornie ciężko. Wszechobecna mowa nienawiści obudziła we mnie dawne lęki. Ostatni raz czułam podobny strach, kiedy pani w przedszkolu wystawiła mnie zimą w piżamce na dwór. Inne dzieci, które nie chciały spać podczas drzemki, lądowały za karę w kącie, a ja na śniegu. Tylko dlatego, że miałam w dokumentach w rubryce miejsce urodzenia wpisane Moskwa. W szkole podstawowej też słyszałam różne docinki związane z moim pochodzeniem. Bo moi rodzice poznali się, kiedy mama studiowała w Rosji. Tam przyszłam na świat, więc w połowie jestem Rosjanką. Poza tym kocham literaturę rosyjską i balet, to część mojej tożsamości. Ale całe życie spędziłam w Polsce, to moje miejsce na ziemi. I choć po wybuchu wojny przyjęłam pod swój dach ukraińską rodzinę, to dla niektórych jestem tą okropną „Ruską”.

260911_PANI_1175
fot. Filip Zwierzchowski

 

Weronika Książkiewicz: "Dajemy sobie w tej miłości bardzo dużo wolności"

Porozmawiajmy o przeciwieństwie nienawiści, o miłości. Wyszłaś za mąż po czterdziestce.

Ja naprawdę późno na różne rzeczy byłam gotowa. (śmiech) Na małżeństwo również, długo nie wierzyłam w jego sens. Moje serce było potłuczone na drobne kawałki wiele razy i byłam przekonana, że już nie da się go posklejać. Nie miałam ochoty nikogo nowego poznawać, wchodzić w kolejne relacje damsko-męskie. Szczególnie że byłam matką i nie chciałam zapraszać do życia mojego dziecka mężczyzny, którego potem musiałabym wyprosić. Uważałam, że to zbyt duże ryzyko. Wolałam być sama. I kiedy szłam na medytację, na której poznałam Heskela, miałam właśnie takie nastawienie.

Co się zmieniło?

Zrozumiałam, że moje wcześniejsze relacje nie miały prawa się udać, bo czekałam właśnie na tego człowieka. Spotkaliśmy się na odpowiednim etapie życia. Mąż powtarza mi zresztą, że gdyby mnie poznał dziesięć czy nawet pięć lat wcześniej, nic by z tego nie wyszło. Bo nie dojrzał jeszcze do budowania stabilnego związku. Ze mną było tak samo. Myślę, że tworzymy relację, w której razem rośniemy, jedno pcha drugie do przodu i pomaga mu się rozwijać. Dajemy sobie w tej miłości bardzo dużo wolności. Często słyszę pytanie, jak można mieszkać w dwóch różnych miejscach, tak rzadko się widywać i mieć do drugiej osoby pełne zaufanie. Okazuje się, że można. Bo ja naprawdę mam w sobie niesamowity spokój z tym związany.

To jakie są plusy związku na odległość?

Możemy za sobą zatęsknić. Ja mam czas na swoje pasje, na pracę, na syna, a potem przychodzi weekend i jestem żoną. (śmiech) Ale kiedyś na pewno razem zamieszkamy, wszystko zmierza w tym kierunku.

Ponoć codzienność zabija romantyzm.

Mój mąż twierdzi, że kluczem do sukcesu naszego związku jest to, że nie rozumie połowy z tego, co do niego mówię. Bo rozmawiamy ze sobą po angielsku, ja zawsze mam do powiedzenia bardzo dużo, i czasami słowa nadążają za myślą, a czasami nie. Dlatego nasze małżeństwo bywa komedią. Na szczęście całkiem romantyczną. (śmiech)

Cały wywiad do przeczytania w najnowszym numerze magazynu PANI.

Kim jest Weronika Książkiewicz-Nathaniel?

Weronika Książkiewicz-Nathaniel. - Rocznik 1981. Aktorka, absolwentka wydziału aktorskiego szkoły filmowej w Łodzi. Urodziła się w Moskwie, dorastała w Poznaniu. Jest córką choreografki i tancerki baletowej Beaty Książkiewicz i sama również początkowo planowała związać swoją przyszłość z baletem. Szerokiej publiczności dała się poznać dzięki występom w popularnych komediach romantycznych, m.in. w „Planecie singli”. Przełomowym momentem w jej karierze była rola Dzikiej w „Furiozie”, a następnie w „Furiozie 2”. Teraz możemy oglądać ją na ekranie w serialu „Pionek” na SkyShowmax oraz w serialu „Czas niedokonany” na TVP1.
Prywatnie mama nastoletniego Borysa i żona izraelskiego biznesmena Heskela Nathaniela. 

ZAPRASZAMY NA TRANSMISJĘ Z FINAŁOWEJ GALI WRĘCZENIA TELEKAMER "TELE TYGODNIA"

26 października o godzinie 20:00 na żywo w twojstyl.pl

Transmisja za:

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 11/2026