Organizują spotkania, zapraszają znajomych, przypominają o telefonach do dawno niewidzianych kolegów. A kiedy partner skarży się na samotność, szukają sposobów, by poprawić jego sytuację.
Spis treści
Piątkowy wieczór. Podsuwam pomysły na wspólne wyjście. Odpisuję na wiadomości znajomych, ustalam szczegóły spotkania, rezerwuję stolik. On… siedzi na kanapie. Dlaczego jak zwykle wszystko jest na mojej głowie?
W niektórych związkach troska o życie towarzyskie partnera staje się kolejnym zadaniem na liście obowiązków. Wymaga czasu, energii i zaangażowania.
Wiele kobiet doskonale radzi sobie z organizowaniem codzienności. Pamiętają o urodzinach, planują rodzinne wyjazdy, podtrzymują kontakty z bliskimi i dbają o to, by relacje nie wygasały.
Zdarza się, że podobną odpowiedzialność przejmują za przyjaźnie partnera. Inicjują spotkania z innymi parami, ponieważ wiedzą, że bez ich zaangażowania do nich nie dojdzie. Na przyjęciach włączają męża do rozmowy. Po przeprowadzce szukają okazji do nawiązania nowych znajomości. Gdy dawni koledzy przestają się odzywać, próbują odnowić kontakty.
Z czasem mogą poczuć się odpowiedzialne również za nastrój partnera. Jeśli jest przygnębiony, bo nie ma z kim spędzić weekendu, pojawia się pytanie, jak temu zaradzić. Jego samotność staje się problemem do rozwiązania, a znalezienie rozwiązania - kolejnym zadaniem.
Nie zawsze wynika to z wyraźnych oczekiwań mężczyzn. Czasem kobiety po prostu szybciej dostrzegają społeczne konsekwencje wycofania partnera. Wiedzą, że nawet bliskie relacje wymagają regularnego kontaktu, inicjatywy i zainteresowania drugą osobą.
Znaczenie mają także utrwalone role rodzinne. To kobiety często organizują spotkania, podtrzymują więzi między rodzinami i pilnują kalendarza towarzyskiego. Jeśli mężczyzna nie podejmuje podobnych działań, powstałą lukę wypełnia osoba, która i tak ma już wiele obowiązków.
Nie bez znaczenia jest również sposób, w jaki zmieniają się męskie przyjaźnie. Praca, rodzicielstwo i codzienna rutyna stopniowo wypierają spotkania z kolegami. Kontakty słabną, a po latach ich odbudowanie może wydawać się niezręczne lub zbyt wymagające. Niektórzy mężczyźni zaczynają wtedy polegać przede wszystkim na partnerce.
Oczywiście brak szerokiego grona znajomych nie musi oznaczać samotności. Nie każdy potrzebuje częstych spotkań ani wielu przyjaciół. Problem pojawia się wtedy, gdy wycofanie społeczne powoduje przygnębienie, a odpowiedzialność za zmianę sytuacji zostaje przeniesiona na drugą osobę.
Organizowanie wspólnego wyjścia może wydawać się drobiazgiem. Jednak gdy takich drobiazgów przybywa, tworzą kolejne obciążenie. Kobieta dba nie tylko o własne relacje, lecz także o to, by partner miał z kim porozmawiać, gdzie wyjść i do kogo zadzwonić.
Koszt ponosi również związek. Jeśli jedna osoba stale występuje w roli organizatorki, może z czasem zacząć postrzegać partnera jako kogoś, kim trzeba się opiekować, zamiast jak równorzędnego dorosłego. Druga strona może natomiast przywyknąć do tego, że inicjatywa zawsze przychodzi z zewnątrz.
Bliskość nie polega na tym, że jedna strona odpowiada za dobrostan drugiej w każdym obszarze życia. Oznacza również zaufanie, że oboje potrafią zadbać o siebie i swoje relacje poza małżeństwem. Dobra partnerka nie musi być menadżerką męża. Może wspierać, słuchać i zachęcać do nawiązywania kontaktów, nie przejmując odpowiedzialności za wszystkie obszary jego życia. Dojrzały związek nie jest projektem, w którym jedna osoba planuje, pilnuje i rozlicza, a druga korzysta z efektów. To relacja, w której obie strony dbają o wspólną bliskość, nie rezygnując z odpowiedzialności za siebie.