Na początku związku patrzymy przez różowe okulary. Później przychodzi jednak zderzenie z rzeczywistością i partnerem takim, jaki naprawdę jest. Jeśli mimo upływu lat nadal trzymamy się jego wyidealizowanego obrazu, może to coraz mocniej wpływać na relację. I na nas samych.
Idealizowanie jest wpisane w pierwszą fazę zakochania. Kiedy dopiero kogoś poznajemy, mamy niewiele informacji, za to sporo emocji. Zwracamy większą uwagę na zalety, łagodniej oceniamy wady, a brakujące informacje uzupełniamy własnymi wyobrażeniami. To nie musi działać na niekorzyść związku. Badania nad parami pokazują wręcz, że pewna skłonność do patrzenia na partnera życzliwiej może wiązać się z większą satysfakcją i mniejszym spadkiem uczuć wraz z upływem lat.
Inaczej wygląda sytuacja, gdy po kilku czy kilkunastu latach nadal trzeba tłumaczyć sobie zachowania partnera w taki sposób, aby pasowały do stworzonego wcześniej obrazu.
W stałym związku idealizacja może chronić przed niewygodną prawdą. Przyznanie, że partner nie jest tak troskliwy, odpowiedzialny czy zaangażowany, jak przez lata się o nim myślało, oznacza konieczność przyjrzenia się również własnym decyzjom. Dlatego łatwiej pomyśleć: „ma trudny okres”, „on po prostu taki jest” albo „przecież ma też wiele zalet”, nawet jeśli to samo zachowanie powtarza się od dawna.
Znaczenie mogą mieć także doświadczenia wyniesione z domu. Jeśli bliskość w dzieciństwie była związana z brakiem bezpieczeństwa, chłodem albo ciągłym zabieganiem o uwagę, w dorosłym życiu można mocniej trzymać się wyobrażenia o związku, który wreszcie ma zaspokoić wszystkie wcześniejsze braki. Wówczas łatwo przestać widzieć partnera takim, jaki jest, i zacząć przypisywać mu cechy oraz role, których od niego oczekujemy.
Na idealizowanie partnera wpływa również poczucie własnej wartości. Jeśli w dużej mierze zależy ono od związku i jego akceptacji, trudniej dopuścić do siebie myśl, że relacja nie spełnia już ważnych potrzeb.
Pierwszym sygnałem jest stałe szukanie usprawiedliwień dla tego, co boli. Partner kolejny raz nie dotrzymuje słowa, unika odpowiedzialności, ignoruje potrzeby drugiej osoby albo reaguje agresywnie, a każde takie zdarzenie otrzymuje osobne wytłumaczenie. W efekcie pojedyncze sytuacje nie składają się w całość, choć właśnie ich powtarzalność mówi najwięcej o relacji. Idealizacja może w ten sposób utrudniać dostrzeżenie zachowań, których nie powinno się lekceważyć.
Drugą konsekwencją jest rezygnowanie z własnych potrzeb. Jeśli partner wydaje się kimś wyjątkowym, łatwo uznać, że związek trzeba zachować za wszelką cenę. Pojawia się większa gotowość do ustępowania, przemilczania czy brania na siebie odpowiedzialności za atmosferę między dwojgiem ludzi. Z czasem relacja może stać się wyraźnie nierówna.
Wreszcie idealizowanie często zmienia się w próbę poprawiania partnera. „Gdyby tylko był bardziej czuły”, „gdyby mniej pracował”, „gdyby inaczej zachowywał się wobec rodziny”, wtedy wszystko byłoby dobrze. Zamiast zobaczyć człowieka, z którym jest się dzisiaj, czeka się na jego przyszłą wersję. Rozczarowanie narasta, ponieważ partner wciąż nie staje się osobą, którą stworzyliśmy we własnych wyobrażeniach.
Idealizacja obciąża również osobę, która znalazła się na piedestale. Bycie kochanym za to, kim ktoś miałby być, różni się od bycia akceptowanym takim, jakim rzeczywiście jest. Partner może czuć, że powinien stale pasować do przypisanej mu roli, a każda cecha niezgodna z oczekiwaniami wywołuje rozczarowanie. Taka sytuacja może prowadzić do poczucia presji i osamotnienia w relacji.
Pomaga odejście od ocen i przyjrzenie się faktom. Zamiast zastanawiać się, czy partner „jest dobrym człowiekiem”, warto sprawdzić, jak zachowuje się w konkretnych sytuacjach i czy jego zachowania powtarzają się. Czy można na nim polegać? Jak reaguje na odmowę? Co dzieje się podczas konfliktu? Czy bierze odpowiedzialność za własne błędy? Czy słowa są zgodne z tym, co później robi?
Równie ważne jest przyjrzenie się własnym usprawiedliwieniom. Wyjaśnienie czyjegoś zachowania nie oznacza przecież, że trzeba je akceptować. Można rozumieć, dlaczego partner unika trudnych rozmów, i jednocześnie uznać, że życie przez lata bez możliwości szczerej rozmowy jest zbyt dużym kosztem.
Dojrzała bliskość nie wymaga przekonania, że druga osoba jest bez wad. Wymaga natomiast zobaczenia jej taką, jaka naprawdę jest, i odpowiedzi na znacznie ważniejsze pytanie: czy z człowiekiem, którym partner jest dzisiaj, można stworzyć relację odpowiadającą potrzebom obojga?