Wróciła na wybieg jako silver model, bo świat mody zrozumiał, że dojrzałość jest siłą, atutem kobiet. Bogna Sworowska wspaniale czuje się w swoim wieku i swoim ciele. Przyznaje, po menopauzie zdrowie i sprawność wymagają starań, ale warto, bo ta część życia obiecuje wiele rozkoszy.
Trzy lata temu, londyński Fashion Week, pokaz kolekcji Helen Anthony. Na wybieg wchodzi wysoka modelka o długich siwych włosach. Ma 56 lat. Pojawi się trzy razy, za każdym przy burzy braw. Gdy dziś spotykam się z nią w kawiarni, Bogna ma na sobie dżinsy i T-shirt, włosy związane w kucyk, a i tak ściąga spojrzenia mężczyzn i kobiet. Jest w niej coś zmysłowego i serdecznego jednocześnie. Znamy się długo, mam wrażenie, że jest w życiowej formie. Akceptacja wieku? Zastrzega natychmiast: nie znosi słowa „akceptacja”, to jak puszczanie oka do zła koniecznego. A ona dobrze się czuje w swoim wieku.
Siwe włosy to teraz twój znak firmowy – z wyboru. Kiedy w Paryżu, w roku 1994, na twoich oczach zginął twój partner, podobno osiwiałaś momentalnie. Możesz o tym mówić?
Bogna Sworowska: Tak, mogę. Ale w tym roku, po 32 latach, definitywnie zamknęłam ten temat. Tamte trudne doświadczenia zostaną na moich barkach do końca życia, jednak nie zniszczą go. Cztery lata temu zdecydowałam, że nie będę kryć ani siwego pasma, które wtedy się pojawiło, ani reszty włosów pod farbą.
Pomówmy o mężczyznach. Przez 12 lat byłaś w specyficznym związku. Mieszkaliście osobno. Przekonująco mówiłaś o pozytywach takiej sytuacji. I… wydawałaś się szczęśliwa.
Bo byłam! LAT – Living Apart Together, czyli związek bez mieszkania ze sobą, okazał się dla nas świetnym rozwiązaniem. Dopasowaliśmy proporcje czasu wspólnego i spędzanego osobno do naszych potrzeb. Dzięki temu, że miałam w związku przestrzeń dla siebie, dojrzałam, rozwinęłam się. Mogłam się poznać w nowej odsłonie. Mówię także o menopauzie. Ale jeszcze lepiej jest mi teraz, kiedy jestem singielką i w ekspartnerze zyskałam rewelacyjnego przyjaciela.
Nie stronisz od ważnych i trudnych tematów. Zanim zaczęłyśmy wywiad, rozmawiałyśmy o wstrętnym słowie, które na szczęście wychodzi z użycia: przekwitanie.
Chwast wyrwany z językowego ogródka. Uważam, że powinniśmy używać określeń pozytywnych i przyjaznych, niegwałcących psychiki. Po menopauzie rozkwitłam – z gracją i ze spokojem dojrzewam – a nie przekwitłam. Przez starsze koleżanki byłam nastawiona na coś strasznego. Zaskoczyło mnie, że dolegliwości wiązały się nie tylko z fizycznością. Miałam wszystkie możliwe objawy. Walczyłam, by je zminimalizować, z pomocą lekarzy różnych specjalności. Chodziłam od gabinetu do gabinetu, pytając: Jak może mi pan/pani pomóc, dopasować to do ustaleń innych specjalistów, połączyć w całość? Ustalenie terapii zajęło mi ponad dwa lata. Dziś jestem w szczęśliwej sytuacji, bo moja bliska koleżanka, ginekolożka dr Monika Łukasiewicz, jest jednocześnie endokrynolożką i seksuolożką.
Ginekologa i endokrynologa radzimy się chętnie. Seksuolog – temat wciąż w Polsce trudny, zwłaszcza poza bańkami wielkich miast.
Bo w naszych domach nie mówiło się o seksualności, np. o tym, że dziewictwo można stracić w piękny sposób. Poczekać na pojawienie się fantastycznego partnera i połączyć się z nim nie po to, żeby dorównać koleżankom, tylko dlatego, że jestem gotowa. O seksualności w kontekście menopauzy milczało się zupełnie, więc urosło masę stereotypów. Na przykład, że ze względu na skutki uboczne – suchość pochwy czy obniżenie organów wewnętrznych, lepiej unikać seksu, bo czeka nas ból i rozczarowanie. Nieprawda. A przecież dojrzały seks to samo zdrowie. Może nie mamy sprawności osiemnastolatki, ale teraz seks i sport są nam potrzebne jak nigdy wcześniej. To jedna z dróg do osiągnięcia zadowolenia, niezależności i wolności. W sieci jest wiele fajnych babek, które pokazują i edukują w temacie menopauzy, metod na wzmacnianie mięśni pochwy, pokazują przyrządy do ćwiczeń itp. Polecam m.in. kanał spauzowana.pl, @vagina_goddess dr Urszuli Herman. Są też grupy wsparcia, fora. Jeśli chcemy sobie pomóc, znajdziemy doradców. Powrót do seksu spowoduje, że będziemy się czuły kobiece i na nowo cudowne.
To jest także twoje doświadczenie?
Oczywiście, w pełni stosowałam się do zaleceń pani doktor, która przekonywała mnie, że przy odpowiednim podejściu i treningu ciało przypomni sobie, jaką przyjemnością jest seks. Pracowałam nad tym rzetelnie. (śmiech) Najpierw było ciężko i z musu, ale z czasem zaczęłam do tego tęsknić. Mózg zakomunikował: hej, dziewczyno, wszystko z tobą dobrze. Życie po czterdziestce, pięćdziesiątce może się kojarzyć z aktywnym, atrakcyjnym seksem. Menopauza niczego nam nie odbierze, nie pozwalajmy na to.
Ochoty na randkowanie także?
Nie spieszę się z tym. Od prawie roku żyję solo i odpowiada mi ten stan. Sama do kina, restauracji, w podróż – tak! Nie planuję wyjść za mąż, chyba żebym z miłości oszalała, wpadła w nią jak śliwka w kompot. Miałam już kilka randek, ale nadal to dla mnie coś nowego, bo od dawna nie randkowałam. Z jednego związku przechodziłam w drugi. Jestem otwarta i emanuję dobrą energią, więc na pewno dojdzie do spontanicznego spotkania interesującego człowieka, na to liczę najbardziej. Ale z ciekawości zamierzam sprawdzić, jak wygląda randkowanie w sieci. Jak to jest, jak dokonuje się wyboru i jak wyglądają randki w 2026 roku? Wiem, że wiążą się z tym różne zagrożenia, że kandydaci czasem udają kogoś innego, naciągają na pieniądze… Będę ostrożna. Obiecałam to m.in. synowi.
Cały wywiad do przeczytania w najnowszym numerze magazynu Twój Styl.